Witryna Czasopism.pl

Nr 22 (139)
z dnia 10 sierpnia 2005
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

STREFY BEZDOMNOŚCI

Pojęcie „bezdomność” odnosi się zazwyczaj do konkretnego problemu społecznego, losu życiowych rozbitków, zazwyczaj okupujących okolice dworców albo schroniska dla bezdomnych, którzy w tzw. zwykłych ludziach wzbudzają litość, lęk lub zniecierpliwienie, kiedy nazbyt nachalnie domagają się „drobnych na bułkę”. Bezdomność można jednak rozumieć szerzej, ustawiając to pojęcie w innych kontekstach. W pewien sposób bezdomni są ludzie, którzy mają wprawdzie dach nad głową, ale z różnych przyczyn funkcjonują na marginesie społeczności jako Inni, odmieńcy, autsajderzy. Bezdomność dotyka także ponowoczesnych bogatych nomadów, którzy „wszędzie czują się jak u siebie”, co przecież znaczy tyle, że - mentalnie zawieszeni w przestrzeni pomiędzy - nigdzie nie czują się jak u siebie. I właśnie rozmaitym strefom bezdomności poświęcony został główny dział w 2. tegorocznym numerze „Czasu Kultury”.

Bezdomność jawi się najczęściej jako zagrożenie, niebezpieczeństwo, dojmujący brak, który trzeba czymś wypełnić, budując namiastkę domu. Taką namiastką może być muzyka, o czym przekonuje Waldemar Kuligowski w artykule Hip-hop: w poszukiwaniu domu. Autor stwierdza: „hip-hop przyjmował się najczęściej w grupach marginalizowanych, mniejszościowych, będących ofiarami dyskryminacji. Służył w ich ramach nie tylko rozrywce, ale także umożliwiał wykrzyczenie bólu i złości, wypowiedzenie własnej oceny świata, wyśpiewanie swojej opowieści o tęsknocie za miejscem, które można nazwać domem”. Muzyka hip-hopowa daje uniwersalny język potrzebny do „wyśpiewania swojej opowieści” i zastaw wartości (tworzonych wokół więzi łączących „ziomali”), które są atrakcyjne dla młodych ludzi z różnych stron świata. Kuligowski pokazuje, w jaki sposób poprzez hip-hop szukają zadomowienia twórcy z tak różnych krajów jak Stany Zjednoczone, Palestyna i Izrael.

Bywa i tak, że bezdomność nabiera wartości; albo – inaczej rzecz ujmując – brak trwałego zakorzeniania działa inspirująco na ludzi, przyczyniając się do powstania interesujących dzieł. Taki właśnie przypadek opisuje Paulina Reiter w tekście Mieszkaniec Krain Nierealnego, poświęconym urodzonemu pod koniec XIX wieku Amerykaninowi Henry’emu Dargerowi. Mimo iż mieszkał w dużym mieście, w Chicago, pozostawał na uboczu lokalnej społeczności uważany za niegroźnego wariata, „który znosił do domu śmieci z pobliskich śmietników, prawie do nikogo się nie odzywał, za to do późnych godzin nocnych kłócił się z Bogiem lub toczył dyskusje sam ze sobą w kilku głosach”. Nieomal do śmierci Dargera nikt nie wiedział, że pracuje on nad monumentalnym dziełem – na 15 tysiącach stron spisał opowieść o barokowym tytule Historia Dziewcząt Vivian, w tym co jest znane jako Krainy Nierealnego, albo Glandeko-Angeliniańska zawierucha wojenna spowodowana Buntem Zniewolonych Dzieci. Opowieść ilustrowana jest kilkuset ilustracjami, które przez krytyków i znawców sztuki uznane zostały za genialne realizacje art brut. Gdzież w historii Dargera inspirująca bezdomność? Reiter sugeruje, że Darger był wyobcowany z realnego świata, mentalnie przeniósł się do „Krain Nierealnego”, żył w nich i dla nich, próbując jednocześnie poprzez pisanie uleczyć traumy dzieciństwa. Dzieło Dargera jest rodzajem przesłania spoza przestrzeni dobrze znanej nam realności, i może właśnie dlatego tak bardzo intryguje współczesnych odbiorców.

Niezwykłą formę bezdomności przedstawia Joanna Mizielińska w artykule Bezdomne ciała w bezdusznym świecie. Autorka ukazuje i analizuje doświadczenia osób interseksualnych, dowodząc, że „Ciała interseksualne są szczególnie drastycznym przykładem ciał bezdomnych i nieznaczących w naszej kulturze”. Normą jest przecież dwubiegunowy układ płci: kobieta – mężczyzna. Co jednak zrobić z ludźmi dotkniętymi biologicznymi anomaliami, którzy posiadają biologiczne cechy tak kobiet, jak i mężczyzny? „Niezakorzenione” jednoznacznie w płci żeńskiej bądź męskiej, bezdomne ciała interseksualistów poddawane są medycznej opresji, za którą stoi ideologią chroniąca to, co uznaje się za normę. Interseksualiści poddawani są „korekcyjnym” operacjom narządów płciowych, zabiegom medycznym i wychowawczym najczęściej jeszcze w dzieciństwie. Mizielińska, powołując się na konkretne przypadki interseksualistów, pokazuje, że zabiegi medyczne sankcjonowane przez prawo i zwyczaj często są po prostu gwałtem na odmieńcach; gwałtem, którego skutki bywają tragiczne. Wychodzenie z „płciowej bezdomności” wiąże się z niebezpieczeństwem całkowitej dezintegracji tożsamości. Okazuje się, że czasami lepiej jest zrezygnować z mieszkania w domu, w którym panują nazbyt restrykcyjne porządki.

Problemu bezdomności dotyka również Monika Żółkoś w recenzji z przedstawienia Pamiętnik z dekady bezdomności wystawionego przez Teatr Wybrzeże zatytułowanej Pułapka realizmu. Ale zwróciłbym przede wszystkim uwagę na obecny w recenzji wątek dotyczący kwestii realizmu we współczesnym teatrze. Żółkoś pisze krytycznie o „nowym realizmie”: „w założeniach ‘nowego realizmu’ tkwi fałsz. Wyrastają one bowiem z przekonania, że są takie obszary doświadczenia społecznego, których boi się dzisiejszy teatr, a przez to nie problematyzuje. Takie myślenie ogranicza kategorię prawdy scenicznej do teatru, który odbija rzeczywistość w skali 1:1”. Ten problem dotyka nie tylko twórców teatralnych, ale również prozaików czy artystów, którzy próbują dobierać się do rzeczywistości realistycznymi narzędziami. Często zapominają przy tym, że sam „naga prawda”, poświadczona indywidualnymi doświadczeniami, to za mało na dzieło sztuki/literatury – potrzebny jest jeszcze chwyt, pomysł na obrobienie i pokazanie materiału „z życia wziętego”. Bez tego pomysłu sztuka i literatura zamieniają się w publicystykę interwencyjną.

Robert Ostaszewski

Omawiane pisma: „Czas Kultury”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
„LAMPA” KLASYCZNA I „LAMPA” EGZOTYCZNA, CZYLI O CZYTANIU Z DZIEWCZYNĄ
POINT-AND-CLICK
PISARZ ŻYCIA NOWOCZESNEGO

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt