Witryna Czasopism.pl

Nr 11 (128)
z dnia 12 kwietnia 2005
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

SEKCJA ZWŁOK

„Sekcja”, ukazująca się od pewnego czasu przede wszystkim w wersji sieciowej (jako tygodnik z newsami kulturalnymi i miesięcznik z poważniejszymi omówieniami), redagowana jest przez ludzi młodych. Lektura numeru kwietniowego [4/2005] obudziła we mnie nostalgiczne wspomnienia. Przypomniało mi się, jak to razem z grupą przyjaciół sami zaczynaliśmy nasze życie „krytyczno-literacko-recenzenckie-itp.”. Trochę tu mądrych słów (ale bez przesady), a z drugiej strony duża dawka zdrowego krytycyzmu – to cieszy, bo wiele pism robionych przez i dla młodych pływa z gracją po powierzchni zjawisk, żadnego pazura nie ujawniając. W przypadku „Sekcji” ów krytycyzm nie jest może wszechobecny, ale z pewnością dotyczy kilku istotnych zjawisk i sytuacji z głównego obiegu sztuki. Miałam wrażenie, że młodzi kulturalnie i, siłą rzeczy, jak na czasopismo kulturalne przystało, nieco pozostając na uboczu, chcą powiedzieć starym wyjadaczom: „Sami posłuchajcie, co wy tam bredzicie”.

Piotr Kowalik (naczelny „Sekcji”) w tekście – Po co muzeum? – A po co konferencja na ten temat? dobitnie daje do zrozumienia, że konferencja Nowe Muzeum Sztuki Współczesnej czy Nowoczesnej? Miejsca, Programy, Zdania, która odbyła się w Muzeum Narodowym w Warszawie w marcu br., tydzień po podpisaniu historycznego wręcz porozumienia między ministerstwem i ratuszem, była „tak trochę o wszystkim i miejscami bardzo o niczym”. „Czy chodziło jedynie o dwudniowe spotkanie starych znajomych, czy o coś więcej? Przy okazji należy zaznaczyć problem nie tylko tej konferencji – pewnych ludzi po prostu nie warto zapraszać i udzielać im głosu” – pisze Kowalik.

To, może niezbyt poprawne politycznie, podejście naprawdę niezwykle mi się spodobało. Jakie zatem konkretne zarzuty stawia autor temu wydarzeniu? „Już samo hasło, pod którym odbyło się to spotkanie, wskazuje na pewien rozkrok organizatorów i cały czas budziło moje wątpliwości jako słuchacza kolejnych referatów – o czym to miało być? Czy o projekcie muzeum dla Warszawy, czy może ogólnie o muzeum kolekcjonującym sztukę współczesną/nowoczesną, czy w końcu o kolekcjach sztuki współczesnej też w Polsce? W tym miejscu wspomnę o referatach. Muzea narodowe wyliczyły, ile mają w swoich zbiorach sztuki powstałej po 1918 roku. Umocniliśmy się w przekonaniu, że architektura ma duże znaczenie dla kolekcji i że projektuje ekspozycję. Poza tym niewiele”.

Kowalikowi brakowało także informacji, w jaki sposób nowe muzeum miałoby sytuować się wobec (dość dookreślonych, jeśli chodzi o profil) Zachęty i Zamku Ujazdowskiego, zwłaszcza w kontekście zdobywania środków na działalność – z tych samych źródeł. Notabene, jak twierdzi autor, muzeum ma bazować głównie na dotacjach ministra kultury, co wydaje się – delikatnie mówiąc – przeżytkiem. Nie określono także ram czasowych i geograficznych – opinie na ten temat w przededniu (? – czyli za 10 lat) powstania obiektu są podzielone. „Najpierw deklaruje się konieczność rozpoczynania kolekcji od tego, co się dzieje teraz, bo ze starszych prac najlepsze są już w kolekcjach, a nie można ich odbierać, bo się środowisko skonfliktuje. I wszyscy przechodzą nad tym do porządku! A dla mnie to nie jest do końca normalne, że ludzie pracujący w państwowych instytucjach i wykonujący swoje obowiązki pracownicze, traktują rezultat swojej pracy jak swoje dominium, za odebranie którego się obrażą”.

Za wyróżniający się Kowalik uznał referat Nawojki Cieślińskiej: „Nikt inny nie poruszył problemów współpracy z innymi (w tym zagranicznymi) instytucjami, wystawiania kolekcji prywatnych, dokonywania wspólnych zakupów bardzo drogich prac itd. Czy to świadczy o tym, że uczestnicy konferencji nie mają o tym żadnego pojęcia, czy może raczej uważają, że ich to nie dotyczy? W kontekście tego referatu rysuje się też inne zagadnienie. Wiąże się ono także z postawionym wcześniej pytaniem »po co muzeum?«. Przy tak wyjątkowym dla Polski przedsięwzięciu nikt nie pokusił się (a przynajmniej ja tego nie dostrzegłem, jeśli nie liczyć artykułów Doroty Jareckiej w »Gazecie Wyborczej«), aby nagłośnić ten projekt. Obserwując z dzisiejszej perspektywy raczej nie ma co liczyć, że za dziesięć lat z okazji otwarcia gmachu na pierwszych stronach gazet pojawią się nagłówki: »Najbardziej wyczekiwane wydarzenie ostatnich lat!«. A może jednak warto zaprosić do współpracy jakiegoś marketingowca i PRowca? Nawet, jeśli taka akcja promocyjna nie wywoła wielkiego zapotrzebowania na muzeum wśród mieszkańców kraju czy stolicy, to personelowi nowootwartej instytucji łatwiej będzie pozyskiwać mecenasów i sponsorów”.

Wniosek jest smutny: taki, że zbliża się termin ogłoszenia konkursu na projekt budynku muzeum, a nadal nikt nie ma sprecyzowanego pojęcia, co będzie w nim prezentowane i w jaki sposób ma się ta kolekcja organizować.

Tak, to istotnie nowatorskie podejście do sprawy prezentacji sztuki...

Powodów do zachwytu nie miała też najwyraźniej Maria Rubersz (Rozmijające się dyskursy – o funkcjonowaniu dokumentu fotograficznego), która udała się na sesję Polska fotografia dokumentalna na skrzyżowaniu dyskursów, zorganizowaną przy okazji wystawy Leonarda Sempolińskiego w Zachęcie. Uczestnicy sesji mieli zająć się uporządkowaniem „pojęć krytycznych i historycznych dotyczących dokumentu, zanalizowanie praktyk muzealnych itp.” I co? I znów skończyło się na deklaracjach: „Wszystkie te wątki co prawda pojawiały się i przemykały w referatach, ale nie zostały wyartykułowane problemy, jakich »dokument« dostarcza, gdy funkcjonuje czy przenoszony jest na pole »sztuki«. Szkoda, bo duża liczba wydarzeń, które go dotyczą, raczej niczego nie rozwiązuje. Uczestnicy sesji przyjęli, że fotografia dokumentalna funkcjonuje w obiegu sztuki, że dyskursy się krzyżują. Jestem bardzo ciekawa, w jaki sposób się krzyżują. Wymiana zdań między Jarecką a oponentami dowodzi raczej ich zderzenia jak i braku zaufania do innych środowisk zajmujących się dokumentem, co jest oddzielnym problemem”.

A szkoda, bo temat wart jest zbadania. Niby wystaw fotografii dokumentalnej coraz więcej, ale nie znajduje to odbicia w publikacjach i myśli krytycznej. Przy okazji obrywa się – i chyba słusznie – Warszawskiemu Festiwalowi Fotografii Artystycznej, który niedawno zakończył się w Warszawie. „Dokument znalazł tu swoje miejsce, ale znów pokazano impresje z pleneru zza wschodniej granicy, tradycyjnie też uwydatniono artystyczne walory zdjęć wieszając je za kawiarnianymi stolikami. Te zdjęcia, które dostały się do prawdziwych galerii, raczej nie wykraczały swoimi spostrzeżeniami poza utwierdzaniem nas w przekonaniu, że w Amsterdamie jest dużo rowerów. Takie wystawianie dokumentu ma raczej za zadanie jego kanalizację i odcięcie od prób opisu rzeczywistości. Kwestię festiwalu, który był ogólną klapą i nieporozumieniem na całej linii, można by było przemilczeć, gdyby nie fakt, że we wszystko zamieszana była warszawska ASP, która właśnie otworzyła wydział fotograficzny”.

No, smętnie jakoś wyglądają te wszystkie konferencje i sesje, nie dziwię się więc, że autorzy się przeciwko nim buntują i najchętniej by starych wysłali wraz z ich konferencjami do piachu… Chociaż z drugiej strony – mam nadzieję, że ktoś mnie za to zlinczuje, bo inaczej poczuję się naprawdę źle – pewnie już wkrótce zrozumieją, że na bieganie po sesjach zwykle szkoda czasu…

Oprócz omówienia dwóch wspomnianych wyżej wydarzeń w numerze dużo o Wiedniu (po polsku i angielsku; też krytycznie, ale i praktycznie – szkoda, że jadę za parę dni do Berlina, a nie do Wiednia, bo wiedziałabym dokładnie, co mam zobaczyć, a czego nie i dlaczego), a także dłuuuugi, tak że aż trudno go na ekranie przeczytać w całości, szkic Karola Sienkiewicza „Gdziekolwiek jesteś, mój Michelangelo, kocham cię!” ARTYSTA – PEDAŁ – MODEL bazujący na homo-artystowskim opowiadaniu Przemka Monasterskiego Mój Michelangelo. Tekst i cytowane fragmenty opowiadania są… hm... śmiałe. Na tyle śmiałe, że jakoś nie mogę się zdecydować, żeby je tu przytaczać (w końcu są już na stronie „Sekcji“), ale może to znaczy, że sama już jestem zramolałym półtrupkiem... („anemicznym i blond” oczywiście)

Klara Kopcińska

Omawiane pisma: „Sekcja”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
Soc i biologia
TAPECIARZE, TAPECIARKI! DO TAPET!
STARY NOWY BOND, CZYLI JAK NADCZŁOWIEK SCHODZI NA ZIEMIĘ

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt