Witryna Czasopism.pl

Nr 35 (117)
z dnia 22 grudnia 2004
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

MIĘDZY SZALEŃSTWEM A TERAPIĄ

Chciałem napisać o ostatnim numerze „LiteRacji” (2004, nr 3), ale koniec końców pisał będę także o przedostatnim. Bo mimo iż numery są oddzielne, to jednak tworzą całość; nawet motyw graficzny na okładce jest ten sam. Co więcej, wstępniaki w obu numerach zaczynają się identycznym zdaniem: „Początkowo to miał być numer podwójny”. No cóż, w przypadku takiego rozwiązania formuła „dwa w jednym” nie sprawdziła się wcale. Numery traktują jednak o szaleństwie i terapii, więc istnieje mozliwość, że mój sąd, ukształtowany pod wpływem lektury, nie jest do końca trzeźwy.

Numer 2. „LiteRacji” poświęcony został przede wszystkim problemowi szaleństwa i terapii w poezji, natomiast numer 3. – tym samym fenomenom odzwierciedlonym w prozie. Nie będę krył, że bardziej interesuje mnie proza, ale chwilę uwagi poświęcę również numerowi 2. Znajduje się w nim interesująca rozmowa z Michałem P. Markowskim (Wstępne rozważania o szaleństwie). Markowski – człowiek rozlicznych talentów, którego aktywność trudno jest zamknąć w formułkach „eseista”, „literaturoznawca” czy „krytyk” – wypowiada się jak zwykle w sposób niezwykle erudycyjny, formułując wiele efektownych spostrzeżeń i pomysłów interpretacyjnych. Oczywiście, nie we wszystkim się z Markowskim zgadzam, nie zmienia to jednak faktu, że jego uwagi na temat szaleństwa i terapii mogą być inspirujące. Komentator Nietzschego i Derridy wskazuje na przykład dwa odmienne znaczenia terapeutycznej funkcji sztuki: „Otóż o terapii przez sztukę można mówić z punktu widzenia podmiotu racjonalnego – wówczas terapia będzie leczeniem rozmaitych gangren, chorób, zła, przychodzącego z zewnątrz, a zatem będzie oswajaniem potworności po to, by móc zachować czystość i jasność podmiotu racjonalnego. Drugie, zupełnie przeciwne ujęcie, pozwala postrzegać terapię jako hodowanie potworności, po to tylko, by mając do czynienia z potworami, czyli z tym, co przychodzi spoza, mieć z nimi kontakt”. Jeśli dobrze rozumiem, druga z form terapii może prowadzić z jednej strony do stworzenia czegoś w rodzaju szczepionki na potworność, z drugiej – otwiera drzwi do świata pozaracjonalnego. A wejście do świata potworów może człowieka (oczywiście, nie każdego) ubogacić, sprawić, że lepiej pozna samego siebie. Zresztą, sfera potworności zdaje się interesować Markowskiego coraz bardziej, o czym świadczy chociażby ostatnia książka tego autora Czarny nurt, poświęcona Gombrowiczowi „mętnemu, bełkotliwemu, zagadkowemu”.

W numerze 3. „LiteRacji” warto przeczytać szkic Urszuli Śmietany Histeria. Feminizm. Terapia. Autorka opisuje przygody pojęcia „histerii”, początkowo wykorzystywanego przez patriarchalny dyskurs władzy, jednak z czasem przejętego przez feministki. Śmietana pisze: „Dyskurs feministyczny znalazł też afirmatywną wykładnię szaleństwa, postrzeganego w tym ujęciu jako ważna przygoda egzystencjalna, moment kształtowania się prawdziwego kobiecego „ja”. Histeryczka jest już nie tyle ofiarą systemu, co samookreślającym się, aktywnym podmiotem”. Autorka stwierdza nawet, że „Histerię można zatem odczytywać jako alternatywną historię kobiecą – Her-story, artykułującą niecenzuralne żeńskie „ja” (…) Histeria treści i/lub formy to dla niego jedyne »wyjście« z patriarchalnego gościńca”. Wydaje mi się, że akurat w tym przypadku Śmietana nieco przesadza. Są też inne sposoby wybijania się kobiet na niepodległość, które wcale nie muszą odwoływać się do strategii histerycznej. Dla przykładu, w rozmaitego rodzaju tekstach Kingi Dunin trudno moim zdaniem odnaleźć „histerię treści i/lub formy”, a mimo to nikt chyba nie zaprzeczy, że autorka Obciachu próbuje wydeptywać własną ścieżkę poza przestrzenią panowania patriarchalnego paradygmatu.

W interesującym szkicu zatytułowanym Biografia, „procesy” i trauma (Dziecko katastrofy w podróży) Andrzej Zieniewicz analizuje książkę Andrzeja Mencwela Kaliningrad, moja miłość (2003), pokazując, w jaki sposób charakterystyczna dla Mencwela „fascynacja wielkoskalową perspektywą” sprawia, że staje się on bezradny wobec egzystencjalnego szczegółu. Mnie zaintrygowało to, co Zieniewicz pisze w zakończeniu szkicu: „Przy rozważaniu opisów świata (nawet jako historyk literatury) wolę opierać się na tym, co boli, niż co widać w perspektywie. To, co na granicy bólu, jest może trudniejsze w literackiej obróbce, rzuca nas w kłopoty z dostępem do siebie, ale pozwala uniknąć sytuacji z cynicznej anegdoty. Profesor pytany o to, czy ziemia jest płaska czy okrągła powiedział: wszystko jedno. Mogę wykładać i tak i tak”. Otóż to, całkowicie zgadzam się z Zieniewiczem. Nie należy uciekać przed bólem, ale trzeba próbować zmierzyć się z bolesnymi doświadczeniami, przepracować je. Dotyczy to zresztą nie tylko badaczy literatury, ale również pisarzy. A – jak mi się zdaje – i jedni, i drudzy zbyt często uciekają przed tym, co bolesne. I może dlatego właśnie spora część współczesnej literatury jest tak bardzo nijaka, nieinteresująca. A żeby skończyć już ten wątek, podrzucę inną anegdotę o profesorze. Ceniony literaturoznawca, który miał ocenić tekst bardzo młodego, debiutującego prozaika, oddaje mu maszynopis i mówi: Potrafisz już wprawdzie nieźle pisać, ale ja ci życzę, abyś wreszcie dostał porządnego kopa od życia.

A jeśli już byliśmy przy profesorach: czytelnicy, którzy wolą teksty o bardziej uniwersyteckim sznycie, mogą w ostatnich „LiteRacjach” poczytać o terapiach w dziele Miłosza i Herlinga-Grudzińskiego (Marcin Jurek: Terapia Miłoszem, terapia Herlingiem – o narracjach autobiograficznych) oraz w tekstach Gombrowicza i Białoszewskiego (Hanna Gosk: Nasze małe terapie codzienne w prozie Witolda Gombrowicza i Mirona Białoszewskiego).

Robert Ostaszewski

Omawiane pisma: „LiteRacje”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
BUSZUJĄCY W DŻUNGLI I ŚMIECH GOMBROWICZA
SEX JEST RODZAJU ŻEŃSKIEGO
’68 I DALEJ

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt