Witryna Czasopism.pl

Nr 34 (116)
z dnia 13 grudnia 2004
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

GŁOS WEWNĘTRZNY AMATORA

Można ten tekst potraktować jak wstęp do medytacji. Należy usiąść wygodnie, zamknąć oczy, pozwolić się ukołysać muzyce i spróbować usłyszeć swój głos wewnętrzny. Poszukać w sobie amatora.

Trudne zadanie.

Dzisiejsze czasy raczej temu nie sprzyjają. Promują wykształconych, stawiają na zawodowców, cenią sobie ambitnych i przedsiębiorczych. Liczy się doświadczenie, perfekcja i profesjonalizm, to, kto ile zdobył, co osiągnął i jaka jest jego wartość rynkowa. Tymczasem Krzysztof Czyżewski (Etos amatora, „Scena” 2004, nr 4-5) w swojej – jak ją określa – „niskonakładowej opowieści dla przyjaciół, pozbawionej profesjonalnej promocji, medialnego szumu, marketingu (…)” zgłębia tajemnicę fenomenu amatora. I nie tyle interesuje go jakiś jednostkowy amator, człowiek z krwi i kości, co pojęcie „etos amatora”. Słowo „amator” bowiem wywołuje różne skojarzenia. Są i te deprecjonujące, ale nie wchodzą one w zakres rozważań Czyżewskiego, jako że opozycje: „profesjonalne – amatorskie”, „z dyplomem – bez dyplomu”, „instytucjonalne – pozainstytucjonalne” to tylko margines odczytań tego pojęcia. Zdaniem autora lepsze są już skojarzenia, które przywołują na myśl różne figury, zaludniające karty historii i literatury. Poeta, pieśniarz, błazen, jurodiwy, włóczęga, muzykant są synonimami takiego typu ludzkiego, którego cechy można wyczytać z następującej wypowiedzi Czyżewskiego: „…po świecie krząta się trochę ludzi (…) niesfornych wobec obrysowanych granic, norm i kodeksów, uczepionych nitki szaleństwa, nieprzynależnych”. Wszystko to jednak odnosi się raczej do konkretnej postaci, a autorowi szkicu chodzi o coś bardziej uniwersalnego. O swego rodzaju probierz, którym można by mierzyć amatorstwo, zbadać, na ile jest się amatorem, na ile przestało się już nim być i wstąpiło na inną drogę. Bo właśnie o drogę tu chodzi. O poszukiwanie. W tym miejscu warto podkreślić, że omawiany tekst nie jest wypowiedzią zrodzoną pod wpływem obserwacji czasów dyktatu rynku. Jego pierwotną wersję stanowiła opowieść, którą w 1989 r. Czyżewski przekazał przyjaciołom zaangażowanym w projekt Wioska Spotkania na Kaszubach. Opowiadając o etosie amatora, autor szkicu poszukiwał odpowiedzi na nurtujące go wtedy pytania: „Szykowaliśmy się wówczas do drogi w nieznane (jedna epoka odchodziła w przeszłość, a na horyzoncie rysowały się już nowe wyzwania dla uczestników amatorskich projektów – A.K.), a mnie dręczyły pytania: Jak jesteśmy do niej przygotowani? W co wyposażeni? Czy łączy nas jakaś postawa, jakieś wartości, jakaś tajemnica wreszcie?”. Wszystko to wyczytać można z Post scriptum do tekstu Czyżewskiego, zarysowującego kontekst powstania artykułu. Dzisiaj, po kilkunastu latach funkcjonowania w nowej rzeczywistości, powyższe pytania można by zweryfikować. Czyżewski zdaje sobie z tego sprawę, ale jest to temat na inną opowieść. Być może ktoś go podejmie. Tymczasem zamysłem redakcji czasopisma „Scena” było przypomnienie tekstu pisanego jakiś czas temu (w 1991 szkic opublikowało pismo „»i« miesięcznik trochę inny”), a wciąż aktualnego z uwagi na swoje przesłanie.

Co zatem kryje się pod pojęciem „etos amatora”? Od czego rozpocząć medytację? Wydaje się, że sprawą podstawową jest wczytanie się w samo pojęcie etosu. Czyżewski odwołuje się do tradycji greckiej i przypomina, że chodzi o pewien sposób obecności w świecie. Podkreśla także jego związek z innym, ważnym niezwykle pojęciem: z dajmonionem. Tłumaczy: „…etos człowieka to jego dajmonion. Dajmonion zaś to nadnaturalna obecność w człowieku, głos wewnętrzny, który brzmi w nim od urodzenia”. I kiedy nauczymy się rozpoznawać w sobie głos wewnętrzny, wówczas możemy osiągnąć szczęście. O takie znaczenie Czyżewskiemu chodzi. Autor tekstu zauważa, że najbardziej wyczuleni na głos wewnętrzny są ludzie młodzi. Z czasem coraz trudniej jest zachować odrębność, bo zaczyna dopominać się o nas społeczeństwo. Pojawia się poczucie obowiązku, potrzeba pracy celowej, tj. nastawionej na konkretne osiągnięcia. Czyżewski namawia do wierności głosowi wewnętrznemu i jako argument przytacza zakończenie opowiadania Hermana Hessego pt. Knulp: oto zdawało się, że bohater roztrwonił dane mu od Boga talenty, a tymczasem Bóg mówi, że potrzebował go takim, jaki był – wędrującego przez świat i wzbudzającego w ludziach tęsknotę za wolnością.

Dla określenia, czym jest etos amatora, istotna okazuje się refleksja nad czasem. Amator funkcjonuje inaczej niż pozostali. Nie mierzy czasu zwykłą miarą, bo często czeka nie wiadomo na co. Ważne, że to coś ma nadejść. Dla amatora charakterystyczna jest cnota wyczekiwania. Raczej wzbudzająca irytację we współczesnym, rozpędzonym świecie. Denerwować też może niechęć amatora do warsztatu i perfekcji, a zamiłowanie do czegoś, co słabe i niepozorne. Amator raczej stoi obok i nie angażuje się w powszechne działania artystyczne. Taka alienacja to jedno z trudniejszych wyzwań dla współczesnych, potencjalnych amatorów. „Właśnie teraz, gdy tak silna presja ambicji, pogoni, zdobywania, właśnie teraz na pytanie, co robisz?, odpowiedzieć: nic nie robię; nad czym teraz pracujesz? nad niczym; co umiesz? Nic nie umiem. Chodzi o właściwe zadane samemu sobie pytanie. Kim jestem w chwili, gdy wszystko oddam, niczego nie posiadam, nic nie umiem, niczego nie zdobywam? Czy jeszcze wtedy jestem? Czy mam swoje imię?”. Czy ktoś dzisiaj zadaje sobie takie pytania? Być może zachętą do tego będzie zapewnienie Czyżewskiego, że takie pytania wzmacniają. I jeśli bez względu na wiek amator będzie w stanie rozpoznawać swoje imię, czuć moc w sobie, wówczas znaczyć to będzie, że praca wykonywana przez lata nie poszła na marne, że jego głos wewnętrzny przybierał na sile. A gdzie szukać swojego imienia, swej tajemnicy? Mimo wielości tropów autor szkicu przywiązuje wagę do tego, „który wiedzie przez nierozdzielność pracy twórczej amatora z jego etosem życiowym, z tym, jak jest obecny w każdej chwili swego życia”. Czyżewskiemu przypomina to jazdę na gapę; amatora kontroler złapie za pierwszym razem, podczas gdy są tacy, którym udaje się to całe życie. Bo amatorem się jest, a nie bywa, zaś bycie amatorem, zwłaszcza dziś – to wyzwanie.

Agnieszka Kozłowska

Omawiane pisma: „Scena”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
felieton___O POCIESZENIU, JAKIE DAJE FILOZOFIA
BOOM NA ALBUM
WYOBRAŹNIA − SZCZĘŚLIWA WINA HUMANISTYKI

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt