Witryna Czasopism.pl

Nr 28 (110)
z dnia 12 października 2004
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

MODLITWA I PROFANACJA

Niektóre numery kwartalnika „Ha!art” przypominają wieloskładnikowe sałatki z restauracji eksperymentującej ze „smakami świata”. Tak jest w przypadku najnowszego, osiemnastego numeru krakowskiego pisma, w którym znaleźć można między innymi materiały dotyczące poezji religijnej, literatury niemieckiej, kina campowego, twórczości Joanny Salamon i Mariana Pankowskiego. „Wielosmakową” zawartość zapowiada już okładka, na której z lewej strony fotki Michała Witkowskiego (to kolejny z bohaterów numeru) widnieją słowa „camp” i „katolicyzm”, z prawej zaś – „gueer” i „konsumpcja”. Czyżby redaktorom „Ha!artu” camp kojarzył się z katolicyzmem, a gueer z konsumpcją? Ciekawe zestawienia…

Żarty żartami, muszę zgasić uśmiech na twarzy, aby zająć się sprawą poważną, a dla niektórych – jak sądzę – śmiertelnie poważną. W końcu chodzi o kwestie religijne. Krakowski kwartalnik zajął się fenomenem tzw. młodej poezji religijnej. Zacznę od drobnego zastrzeżenia. Moim zdaniem – żaden to fenomen, żadne nadzwyczajne objawienie. Nurt poezji religijnej zawsze szemrał i zapewne szemrać będzie w obrębie państwa poetów, tyle tylko że raz jest lepiej, raz gorzej słyszalny w codziennym zgiełku. Obecne zainteresowanie młodymi poetami, którym słowo „poezja” nieodmiennie rymuje się ze słowem „Bóg”, w dużym stopniu – jak mi się zdaje – wynika z ich pozapoetyckiej aktywności, napędzane jest krytycznoliterackimi i publicystycznymi wystąpieniami Wojciecha Wencla czy Szymona Babuchowskiego, jak też doniesieniami o głośnym przejściu Tadeusza Dąbrowskiego na pozycje katolickie. Czyżby więc po raz kolejny chodziło o żonglowanie etykietkami i chęć wyróżnienia się za wszelką cenę? Pewnie tak (do podobnych wniosków dochodzi Michał Tabaczyński, autor szkicu zamieszczonego w „HA!arcie”, o którym za chwilę). Mam tylko nadzieję, że przy tej okazji uda się komuś powiedzieć coś nowego i interesującego na temat najnowszej poezji.

Blok materiałów poświęconych młodej poezji religijnej otwiera szkic Michała Tabaczyńskiego Z czym się rymuje Logos? O tym, co nazywa się czasem młodą poezją religijną. Tabaczyński, idąc za rozpoznaniami Karola Maliszewskiego (zob. tekst tegoż Poszukiwacze zaginionej arki, „Tygodnik Powszechny”, 2004 nr 19), stwierdza: „w najmłodszym pokoleniu (mówiąc tak, myślę o tzw. »rocznikach siedemdziesiątych«) pojawiła się grupa poetów uprawiająca twórczość, którą zwykło się nazywać »religijną«”. Chcąc zajmować się poezją religijną, autor szkicu musiał doprecyzować, co przez to pojęcie rozumie. A kwestia nie jest wcale jasna. Tabaczyński na potrzeby własnego tekstu przyjmuje następującą definicję: „chciałbym uznać za poezję religijną to, co zbliża się do szeroko rozumianej modlitwy”. W dalszej części szkicu autor przygląda się dokonaniom wybranych poetów religijnych. Nisko ocenia twórczość Wencla i Babuchowskiego, uznając, że powielają oni jedynie – w dodatku w niezbyt interesujący sposób – tradycyjne schematy poezji religijnej; stwierdza nawet, że są oni poetami „trudnej do przezwyciężenia nudy, wtórności i bezgranicznej naiwności” (oj, dostanie się pewnie za tę frazę Tabaczyńskiemu od Wencla, który znany jest z polemicznej zażartości). Wyraźnie faworyzuje tych poetów, którzy starają się wprowadzić nowe elementy do języka poezji oddającej przeżycia religijnej, czyli między innymi Tadeusza Dąbrowskiego, Pawła Sarnę czy Ryszarda Chłopka. Mimo pewnych zastrzeżeń, Tabaczyński uważa zjawisko młodej poezji religijnej za istotne, ponieważ przybliża ono „współczesny (…) obraz duchowych rozterek i współczesny (…) projekt języka religijnego”. Zrobię tylko jedną uwagę na marginesie szkicu Tabaczyńskiego: pisząc o młodych poetach religijnych, autor pisał w gruncie rzeczy o młodych poetach katolickich. Pominął w analizach poetów (choćby Edwarda Pasewicza, jedynie wspomnianego w szkicu), których twórczość odwołuje się do innych niż katolicyzm tradycji religijnych, ale jednak mieści w obrębie poezji religijnej rozumianej jako modlitwa.

Szkicowi Tabaczyńskiego towarzyszą obszerne rozmowy z poetami: Piotrem Macierzyńskim („Nie pasuję do katolickiej wizji świata”), Tadeuszem Dąbrowskim (Słowami wyprowadzać poza słowa) i Wojciechem Wenclem (Liczy się duch nie litera). Kwestie dotyczące religii i Kościoła pojawiają się także w rozmowie ze Sławomirem Shutym (Rządy Andrzejów). W rozmowach – jak to w rozmowach, sporo jest niezbyt interesujących – przynajmniej dla mnie – dłużyzn. Zwróciłbym jednak uwagę na dwa przewijające się w nich tematy: źródeł twórczości i granic sztuki (w szczególności: sztuki religijnej).

Dąbrowski wyznaje: „wiersze mi się piszą, ja tylko ich doglądam” (poza wszystkim: zgrabna fraza). Macierzyński tak to komentuje: „Ja bym nie mógł udzielić takiej odpowiedzi, bo ja i odpowiadam za to, co piszę i mam przynajmniej takie przekonanie, że panuję nad tym, co mówię. Moment, w którym autor zaczyna twierdzić, że jest czymś w rodzaju medium, a o pisaniu decyduje pierwiastek irracjonalny wydaje mi się groźny dla autora”. Bliższy jest mi pogląd Macierzyńskiego. Przekonanie, iż twórczość dyktowana jest przez jakąś irracjonalną czy transcendentną siłę, często prowadzi – szczególnie w przypadku literatury religijnej – do braku kontroli nad tekstem, zwalnia niejako autora z konieczności pracy nad formą, co zwykle kończy się na ześlizgnięciu w grafomanię.

Wencel wypowiada się między innymi na temat „odwołań do religii w nowej sztuce”, przywołując nieszczęsny „przypadek Nieznalskiej”. Ciekawsze jest to, co mówi o możliwościach rozwoju sztuki inspirowanej myślą chrześcijańską. Jak przystało na intelektualistę katolickiego, powołuje się na autorytet papieża: „W »Liście do artystów« Jan Paweł II nikogo nie piętnuje, tylko pisze o Dantem, Fra Angelico itd. i stara się zaświadczyć, że kontynuacja tego rodzaju sztuki jest dziś możliwa. I to jest, według mnie, najlepsza droga”. Oczywiście, że taka kontynuacja jest możliwa, tyle tylko że moim zdaniem przyniesie – odwołam się do frazy Tabaczyńskiego – nudną, wtórną i naiwną repetycję zgranych symboli i schematów, zamykając sztukę inspirowaną religią w skansenie tradycjonalizmu. Zamiast szukać wzorców i inspiracji w przeszłości, trzeba chyba pracować nad znalezieniem takiego języka sztuki, który umożliwiłby wypowiedzenie specyfiki współczesnych doświadczeń religijnych. Takim poszukiwaniom służą – jak sądzę – również wystąpienia kontrowersyjne, prowokacyjne, nawet ocierające się o profanacje (nie mam na myśli sztuki, w której prowokacja jest jedynie strategią promocyjną), a to dlatego, że zmuszają one do namysłu nad granicami sztuki, zachęcają do otwartego dialogu. Choć dla niektórych może to być dialog bolesny…

Robert Ostaszewski

Omawiane pisma: „Ha!art”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
felieton__CZESŁAWA MIŁOSZA ŻYCIE W „ZESZYTACH”
Przystanek „Paryż”
CHINY TUŻ PRZED PÓŁNOCĄ

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt