Witryna Czasopism.pl

nr 4 (254)
z dnia 20 lutego 2010
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

MEDIA, SZYMPANSY I LUDZIE

Okładki czasopism potrafią czasami czytelnika zaskoczyć. Mnie zaskoczyła okładka lutowej „Odry”: parasol, stolik z oranżadą, okulary przeciwsłoneczne i wylegująca się na leżaku małpa w pasiastym stroju kąpielowym, która przesyła w stronę patrzącego niewybrednego całusa. O tym, jak wiele ważnych znaczeń zbiega się na tym obrazku, przekonałem się w trakcie lektury wrocławskiego periodyku.

Tematem przewodnim numeru są media. Redakcja poświęciła tej kwestii sześć stosunkowo obszernych publikacji. Spośród nich ze szczególnym zainteresowaniem przeczytałem wywiad ze Zbigniewem Bajką, zatytułowany Zmediatyzowana polityka, spolityzowane media oraz teksty Wiesława Gałązki (Duch czasu... najwyższej oglądalności) i Magdaleny Bajer (Żywotne zmutowane relikty).

Zbigniew Bajka jest prasoznawcą i wykładowcą Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tematy, które poruszył w przeprowadzonym z nim wywiadzie, oscylują wokół kwestii upolitycznienia mediów. Bajka, wypowiadając się na temat sytuacji współczesnych mediów, owocnie skontrastował ją z sytuacją mediów w PRL. Jego zdaniem sytuacja prasy w komunistycznej Polsce nie była dobra, ale nie była również bardzo zła. Co prawda, „jedynie »słuszna« partia podporządkowała sobie media”, jednakże „w tej gromadzie zdarzały się (...) tytuły, które z tego chóru się wyłamywały”. Bajka wspomina przy tej okazji o samej „Odrze”, a także o „Tygodniku Powszechnym” i białostockich „Kontrastach”. Twierdzi, że w stosunku do PRL demokratyczna Polska doprowadziła do zdecydowanie silniejszego upolitycznienia mediów. Stało się to za pośrednictwem dwóch, częściowo zachodzących na siebie, strategii. Pierwsza wiąże się z przekonaniem, iż mogą istnieć media autentycznie niezależne. Według Bajki pogląd ten nie daje się utrzymać, a to dlatego, że „nie ma czegoś takiego jak pełna niezależność”. Media zależne są choćby od swoich właścicieli, a pracownicy mediów muszą „reprezentować na zewnątrz” ich interesy. Poza tym dziennikarz to też człowiek – posiada swoje sympatie i antypatie, dokonuje określonych wyborów i wartościowań. Ułudą byłoby przekonanie, że przekraczając drzwi redakcji, potrafi zostawić te uwarunkowania „na wycieraczce”. Druga strategia miałaby być związana z charakterystycznie polską tendencją do zamieniania serwisów informacyjnych w show, „np. redaktor Rymanowski zestawia dwóch czy trzech polityków z przeciwnych partii, rzuca temat, żeby oni rzucili się nań jak psy na kość i pogryźli między sobą”. Do w ten sposób spreparowanej sytuacji nijak nie pasują takie wartości, jak prawda czy obiektywność. Ale też nie są one najważniejsze, liczy się bowiem medialność.

Medialność ma wielką moc kształtowania świata. Pisze o tym Magdalena Bajer, poświęcając sporo uwagi postaciom generała Czesława Kiszczaka i profesora Jana Miodka umieszczonym w kontekście tego, jak ich wizerunek kształtowany jest przez media. Autorka zwraca uwagę na wszędobylskie dziś rozmycie norm, na zatarcie granicy „między tym, co się godzi, i tym, co niegodziwe, co wolno, co trzeba koniecznie, a czego nie wolno absolutnie”. Jej zdaniem, „taki stan umysłu dziedziczą kolejne pokolenia dziennikarzy”, prowadząc do nadużywania zasady wolności słowa i aktywnego jej wykorzystywania w deformowaniu medialnego obrazu rzeczywistości. Bajer pisze: „Media pokazują chaos fragmentów, odbijając je w zwierciadle skrzywionym opisanymi tu wcześniej stereotypami i ambicjami poszczególnych dziennikarzy, najczęściej związanymi z »ostrością« i tempem ich rozmów z politykami”. Stwierdza też, iż „poza jędrnością – bo nie bogactwem – języka, śmiałością pytania o sprawy prywatne, przytaczania opinii adwersarzy, jakich pytany nie zna” obecna sytuacja mediów nie zmieniła się ani o jotę w stosunku do tej rodem z PRL. Rozpoznanie to prowadzi Bajer do konkluzji, że tocząca się aktualnie debata na temat misyjności mediów nie jest do końca trafna. Według niej „obserwatorzy i krytycy mediów zawężają pojęcie misji do upowszechniania kultury wysokiej, z cichą zgodą na to, że ogarnia ono kilka procent społeczeństwa”. Autorka sądzi, że podstawą misyjności jest rzetelny i obiektywny sposób przekazywania informacji oraz dostarczanie godziwej rozrywki całemu społeczeństwu. Zapewne ma rację. Zapomina jednak, że ostatnimi bastionami dostarczającymi odbiorcom wartościowego „objaśnienia świata” są właśnie media promujące kulturę wysoką, jak choćby radiowa Dwójka. Naprawę polskich mediów należy więc zacząć od obrony ich istnienia, a nie od teoretycznego rozprawiania o tym, że powinno się uzdrowić jednocześnie wszystkie media.

Artykuł Wiesława Gałązki wpisuje się w omawianą powyżej problematykę. Od tekstów Bajki i Bajer odróżnia go wyraźnie antropologiczny charakter. Gałązka kreśli w nim bowiem perspektywę przejścia od homo communicans do homo medial. Wyłaniający się z tekstu obraz człowieka jest dość pesymistyczny. Gałązka pokazuje bowiem, że człowiek zagubił umiejętność skupiania uwagi na jednej kwestii – badacze przekonują, że „przeciętny widz już nie potrafi skoncentrować się na jednym temacie dłużej niż 180 sekund”. Poza tym człowiek stał się „ilustracją do faktów kreowanych przez media”. Znaczy to mniej więcej tyle, że media nie są zainteresowane człowiekiem. Potrzebują go tylko w dwóch sytuacjach, bądź jako widza (generator oglądalności), bądź jako stronę sensacyjnego wydarzenia, które warto nagłośnić.

I tu czas wrócić do kwestii okładki. Warto zapytać, czy człowiek zredukowany do figury homo medial jest jeszcze człowiekiem? Mówiąc inaczej, czy żyje i tworzy kulturę? Odpowiedź na to ważne pytanie znaleźć można w pracy Tomasza Kozłowskiego zatytułowanej Popmedia, popkultura, poptresura. Przeprowadzone przez Autora analizy pozwalają na wyciągnięcie wniosku, iż popkultura nie ma nic wspólnego z kulturą. Przypomina raczej protokulturę, czyli fenomen tworzony na przykład przez szympansy… Człowiek XXI wieku byłby zatem odpowiednikiem szympansa? Myślę, że ta prowokacyjna teza rozbudzi Państwa ciekawość. Z czystym sumieniem zrezygnuję więc z rekonstruowania analizy Kozłowskiego i zachęcę Państwa do poszukania jej uzasadnienia w „Odrze” (2/2010).

Marcin M. Bogusławski

Omawiane pisma: „Odra”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
UTRACIĆ I ODZYSKAĆ MATKĘ
KSIĄŻKI NA LATO
ŚWIĘTA VIOLETTA VILLAS, CZYLI TABLOIDYZACJA „MACHINY”

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt