Witryna Czasopism.pl

nr 13 (215)
z dnia 5 lipca 2008
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | teraz o… | autorzy | archiwum

felieton___SEKS W DOBIE INTERNETU

„Jestem w Sieci! :-)))))))))))” – otrzymuję mail, wyraźnie rozradowany, skrzący się od emotikonów. Nadawca wydaje się podekscytowany faktem przyłączenia do nowej formy bytu. Cóż mam teraz czynić, Szanowna Redakcjo? Czy mam się wcielić w rolę pająka?

Kto jest w tej Sieci, szerokiej na cały świat, jak głosi sama nazwa własna „WWW”, pająkiem, a kto ofiarą? Czy ofiarą nie jest przypadkiem analogowa egzystencja? Czy w ostatecznym rozrachunku nie należałoby przystać na to, że WWW to sieć bez pająka, sieć, której przędziwo snują i wytwarzają same ofiary?

Szatan nie skusił naszych nieroztropnych Prarodziców reklamą cudotwórczych właściwości nowego jogurtu, lecz obietnicą rozeznania w skomplikowanym problemie Dobra i Zła. Zresztą iście szatańsko nie wywiązał się z danego słowa: minęły tysiące lat i nadal nic nie wiemy. Poznanie Dobra i Zła? Nigdy tego nie posiedliśmy, bądźmy szczerzy, zawsze zjadaliśmy tylko owoce.

Istota Sieci polega więc na tym, że każdy ruch zmierzający do uwolnienia wikła zaplątanego jeszcze bardziej w sploty.

WWW: Sieć jest światem.

Świat Siecią?

A pytanie o brzegi i krawędzie? Do czego przymocowana jest Sieć? Czy jej spoiny, jej łącza z rzeczywistym światem nie tkwią ukryte gdzieś w nas?

Czy więc nie trzeba byłoby raczej próbować się jeszcze i jeszcze pogrążyć?

Inna już rzecz, że ten oto posiłek okazuje jakąś wyjątkowo podejrzaną gorliwość. Czyżby w grę wchodził krótki termin przydatności? Szanowny neofito, mój ty prawiczku w gronie internautów, jak mam rozumieć to gromkie „jestem w Sieci”? Czy nie jako zaproszenie do skonsumowania twojej niewinności?

Nie będę taił, że stanę w te szranki uzbrojony w eschatologiczne poczucie wyższości. Nie chcę przez to powiedzieć, że dołączysz do grona tych nieszczęsnych istot, co znalazły schronienie w mym gościnnym brzuchu. Mój apetyt ma prawo uznać to za nietakt. Rzecz nie w tym, doprawdy, bym odczuwał awersję do potraw mających za przyprawę intelekt. Chodzi o to, że pająk nie zjada swych ofiar. Gwoli precyzji: pająk je wysysa.

Zacznijmy od przedsięwzięcia jakiejś skromnej rozpusty. Rozwiązłość bywa i terapeutyczna. Choćbyście spędzili nie wiem jak hulaszczy wieczór, spotka was zdarzenie graniczące z cudem: następnego dnia przebudzicie się lepsi. A przecież to zjawisko spotykane nieczęsto. Nawet u atletów cnoty. Nawet u beaujolais nouveau.

To znamienna zasada ludzkiej tęsknoty, że obiekt pożądania okazuje się upragniony tym bardziej, im bardziej jest od nas oddalony. Tym bardziej przy tym godny poszukiwań, im głębiej ukryty w labiryntach świata. Każdy popęd jest siłą czystą. Obiekt pożądania, o ile nie jest nim nieistnienie, nie istnieje. Jest zatem cechą pożądliwości doskonałej odrzucać półśrodki. Cóż nam po półśrodkach: mamy ćwierćśrodki. A za takie należy uznać szybkie łącze, mikrofon i webcam; w wersji zaś uproszczonej – uczestnictwo w tematycznej liście dyskusyjnej. Po spełnieniu tych niewygórowanych kryteriów będzie można (o ile pozostanie nieco energii, w co wątpię) rozsiąść się wygodnie przed ekranem ze szklaneczką jakiegoś wzmacniającego napoju i rozkoszować rozkosznym rozkoszowaniem, mając na troskliwej uwadze to, że i ewolucja w handlu zmierza ku temu, by zakupy koedukacyjne zastąpić samoobsługą.

Oto parę uwag z dziedziny BHS, tj. bezpieczeństwa i higieny seksu.

Seks jest to czynność niskonakładowa. Seks jest to czynność offowa. Seks jest to czynność energochłonna. Seks jest to czynność absorbująca. Seks jest to czynność intensywna i – jak się zdaje – zmysłowo pobudzająca. O ile pogoda będzie temu sprzyjała, powstrzymujemy się od stosunków fizycznych podczas poobiedniego spaceru po ostrzu brzytwy.

Definiując stosunek płciowy jako przedsięwzięcie intymne, niemniej przeto społeczne – popełniamy jednakowoż poważny anachronizm.

Komentatorzy Platona ukuli pojęcie miłości platonicznej. Jest to miłość zaoczna, podprogowa i najlepiej korespondencyjna. Nazywano ją również miłością niebiańską – ze względu na niemożliwość spełnienia w rzeczywistym świecie. Dziś wszelako mamy po temu warunki. Świat rzeczywisty niewątpliwie poszedł naprzód. Niewątpliwie zaczął za nami nadążać. Możliwa jest nawet platoniczna lubieżność. Internet jest tą przestrzenią, gdzie można kopulować, nie narażając się na długotrwałą kurację, nie tracąc czci, energii ni czasu. Niekiedy tylko tracąc pieniądze. I tu należy się mieć na baczności. Historia nie zna przypadku platonicznego komornika.

Uprawiacie jeszcze analogowy seks? Uważajcie, przy digitalizacji mogą was czekać niemiłe niespodzianki. Połowę darmowych stron pornograficznych w sieci prowadzą macherzy od marketingu, którzy szukają targetu dla swoich mocodawców, i orły hackingu, wyraźnie zainteresowane dostępem do waszych kont bankowych. Drugą połowę – nieprzejednani moraliści, którzy dążą do tego, by zainfekować komputery ciekawskich jakąś wirtualną toksyną. Biorąc pod uwagę zawrotną liczbę sowizdrzałów (akurat dwie połowy), dochodzę do wniosku, że seks jest przereklamowany.

Na erotycznych czatach czatują (rzecz jasna, w znaczeniu czyhania i dybania) nieprzeliczone rzesze dewiantów we wszelkim możliwym asortymencie.

Ogłoszenia towarzyskie? To czyste bałamuctwo. Zamieszczają je kpiarze albo kryptostręczyciele.

Matrymonialne? Nawet nie próbujcie. Mają na celu wyłudzenie od was kasy.

Bezinteresowne są strony autorskie powiatowych poetów.

Ale nie wszystkie.

I powiatowym poetom zdarza się czerpać z bezdennej skarbnicy ludzkich wynaturzeń.

Jedno jest wszakże niezawodnie pewne. Puszczając się na żeglugę po odmętach Sieci, prędzej albo później znajdziecie się w mocy jednego z milionów pracowitych oszustów. Szachrajstwo musi zaiste być wartością samą w sobie; statystyczny zwodziciel, jak mniemam, oddałby większą przysługę głodującej dziatwie, uprawiając którąś z prozaicznych profesji. Chyba że w całej tej żałosnej krzątaninie chodzi tylko o to, by wprawić czyjąś przeponę w niekontrolowany rezonans.

Są w Sieci serwery oferujące (troskliwą) pomoc przy kojarzeniu cudzołożników. Kobiety niedowartościowane przez swych mężów poszukują tam mężczyzn nieznajdujących krzty zrozumienia u swych żon, mając na względzie wzajemną wymianę doświadczeń, która to wymiana w przeważającej ilości wypadków sprowadza się do natchnionej kopulacji niezrozumiałego faceta z kobietą pozbawioną wartości, albowiem głupota i marność – są to dobra niewymienne. (I tu konkluzja na prawach dygresji. Obawiam się, że nie istnieje czysta postać seksu. Kobiety odbywają czynność aksjologiczną, mężczyźni uprawiają epistemologię). Rogaczom chcącym przyłapać in flagranti podejrzewaną o zdradę niewiastę proponuję idealny fortel. Dajemy incognito ogłoszenie tej treści: „Smukły młodzieniec szuka przygody. Pożądana brunetka, urodzona... (dzień, miesiąc i rok, koniecznie!), z bordowym pieprzykiem o średnicy 3,2 mm na lewym pośladku. Cel opisany w literaturze światowej”.

Osoby przejawiające skłonności masochistyczne w sklepach internetowych nabędą utensylia przydatne ku wykonywaniu ulubionej dewiacji. Problemem jest rachunek za taką przysługę. Proponuję go uznać za element gry wstępnej.

W wirtualnym świecie czeka na was co najwyżej wirtualny związek i bardzo realne rozczarowanie.

Oldskulowy seks. Poczciwina. Właściwie to jedyna dziedzina życia, która się nie rozwija. Żadnych przez to wahań koniunktury. Żadnej przy tym inflacji.

To jedyne chyba, co nie różni nas od neandertalczyka.

Czemu nie promują go konserwatyści?

Nie dajcie się zwieść złudnej obfitości witryn kulturalnych w Sieci. Internet to seks; seks to pieniądz; kultura to seks i pieniądz razem. Acz ze znakiem minus.

Stawiam sprawę jasno. Kultura to spisek. Spisek mający niejawne struktury i nader oczywisty cel. Kultura to sposób, jaki wymyślił jeden genotyp, by wyeliminować inne genotypy z dostępu do rynku dóbr seksualnych. Może i racja w tym, że kultura wzbogaca nas jakościowo, lecz zgoła nie zaprząta sobie uwagi naszą ilością.

Pomnażanie ludzkiej populacji wymaga dogłębnej znajomości praw dżungli. Przed powzięciem aktu współżycia radzimy przez dwa tygodnie powstrzymać się od lektury pism kulturalnych.

Czytelniku, żegnaj. Byłem lojalny do końca.

M.K.E. Baczewski

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
CZARODZIEJ MIYAZAKI
PISZMY O TEATRZE – LECZ PISZMY RZETELNIE
ŁAPY PRECZ OD KULTURY!

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt