Witryna Czasopism.pl

nr 22 (200)
z dnia 20 listopada 2007
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | teraz o… | autorzy | archiwum

felieton ___KONFERANCJONAŁ

Przyjechałem sobie busikiem do Wrocławia, iżby w konferencji jednej naukowej grzecznie udział wziąć osobisty, jako na człowieka nauki – choć wiecznie in spe we własnym mniemaniu – przystało, więc busikiem tym wcześniej, niźli mnie do tego inne standardowe moje obowiązki wzywały, jechać musiałem, a busikiem z Legnicy do Wrocławia wcześniej jechać to, wiadomo, znaczy w większej ciżbie podróż ową odbywać, w tłoku niejakim i nadkomplecie – bo ile w takim busiku, choćby firmy przewozowej „Zawisza”, miejsc siedzących, to kto jechał, ten wie, a kto nie jechał, temu lepiej miesić wapno, niźli się z takową wiedzą zapoznawać – kolebać się zatem w ciżbie, tłoku, a nawet nadkomplecie musiałem, a ja tłoku nie lubię i ogólnie ludzie mi raczej przeszkadzają, a to w obmyślaniu strategii przeżycia, a to w kontemplacji własnego jestestwa, a to w smażeniu – na wolnym ogniu, czyli na piśmie – zaprawdę godnych wnikliwego roztrząsania tekstów literackich i nieliterackich, w których rozważane są najwyższego rzędu i uroku zagadnienia natury uniwersalnej lub, a to dla higieny psychicznej, jak najbardziej partykularnej, by nie powiedzieć: osobistej, a nawet, a co mi tam, intymnej, a o to przecie w zatłoczonym, jak to bywa w godzinach rannych, busiku firmy przewozowej „Zawisza”, cokolwiek trudno, a żeby na ową konferencję naukową na czas zdążyć i wiochy ewentualnym spóźnieniem swoim nie robić, jak to mają w zwyczaju nie tylko studenci, musiałem skoro świt przez pół Legnicy na ostatnich nogach podążać, chociaż mogłem jak zawsze: po południu, prawie spod samego domu i do Wrocławia w parę osób zaledwie na tych kółkach czterech zbawiennych się udać – ale się bo czego nie robi dla nauki, przyjechałem zatem i siedzę. Konferuję się.

Miejsce zająłem wcale dogodne, tak jakoś w poślednich rzędach, iżbym miał w miarę możności wszystkich na oku, a mnie mało kto. Jakaś bowiem elementarna sprawiedliwość na tym świecie być musi. I jak się człowiek postara, to nawet jest. Przepraszam: bywa.

Miejsce zająłem tedy wcale dogodne, pozycję przyjąłem konferencyjną i siedzę, otwarty na wszelką humanistyczną mądrość, tudzież heroiczne poszerzanie horyzontów, które choć nigdy nadto szerokie, to jednak niezwykle w ciasnocie swojej przytulne, bezpieczne i wymoszczone i nie tak szparko ich się człowiek dobrowolnie wyzbywa, ale czego się bo nie robi dla nauki i dobra ludzkości, a nawet własnego. Nie po to wszakże bierzemy udział w naukowych konferencjach, iżby z nich wychodzić nienaruszeni w naszych zaściankowych horyzontach.

Miejsce tedy zająłem, pozycję należną przyjąłem, siedzę i oddaję się błogo albo i niebłogo niniejszym rozważaniom ogólno-, a nawet meta-konferencjalnym, a referaty tymczasem lecą.

A wokół same prawie kobiety siedzą, albowiem to taka kobieca jakoby konferencja jest i rodzaju męskiego tu jak na lekarstwo.

Rodzaju męskiego tutaj jak na lekarstwo, a patrzcie, na truciznę wystarczy, albowiem to taka jakoby całkiem kobieca konferencja jest i mężczyznom, niby nam, nielicznym i maluczkim, nieźle się po głowach za ich krzywdy liczne kobiece dostaje, nie powiem.

Tak sobie zatem siedzę i się konferuję, tak się cokolwiek w sobie obruszam, aczkolwiek zupełnie niegroźnie, a prawdę powiedziawszy, tak tylko w myślach sobie z pukawki pukam na to nasze męskie poniżenie – albowiem męska niezręczność nasza jest różnorodnej natury, bogata w kwiaty i owoce wszelkiego rodzaju – a ukradkiem albo i nie ukradkiem, bo to samemu zawsze trudno ocenić, może i całkiem wprost zatem siedzę i taksuję, skoro tu wokół same prawie kobiety, a do tego uczone same, to i trochę rozpraszają, tym swoim gremialnym kobiecym konferowaniem się mojemu konferowaniu się cokolwiek przeszkadzają, a bo ta okiem łypie, ta nogę z nogi i na tamtą znów nogę zakłada, ta się ustami do butelki przyssała i ssie w najlepsze, a referaty lecą, a tak gładko im to idzie, że jeden referat wprost za drugim leci albo i całkiem odwrotnie, a ja nawet nie zauważam, że to już inna referentka od tamtej referentki referuje, a ja chyba nie całkiem w locie łapię, o czym te referaty idą, i widzę, że i one, co ich tu niemożebne zatrzęsienie, a onych zaledwie jak na lekarstwo albo truciznę, tj. jakie 2,5 mężczyzny na całą salę wypada, że i one zatem podobnie się konferują jako i ja, czyli w odrobinkę rozrzedzonym stanie skupienia będąc, tak sobie tedy siedzę i taksuję i rejestruję rozmaite dane naoczne i nienaoczne, bo z mitycznej organizacji świata pochodzące, i chyba nie całkiem łapię, o czym te referaty tak idą i idą, tzn. o czym w szczegółach, bo o czym w ogółach, to mniej więcej wiem, a nawet, wstyd wyznać, już wprzódy tak najogólniej wiedziałem, więc mi o te znajome ogóły nie chodzi, bo skoro znajome, to jakżeby mogły horyzonty poszerzać, nie o znajome tedy ogóły, a o nieznajome szczegóły mi chodzi, w których może i diabeł siedzi, ale może i z czymś ciekawym diabeł ten siedzi, jak to zawsze diabeł, a te mi właśnie szczegóły w tym moim konferowaniu się naukowym umykają i nijak ich pochwycić ani na żaden lep złapać nie mogę.

A kiedy się w końcu na koniec w te szczegóły, mimo żeńskiej aury i flory, jako tako wdrażam, to już jest sesji tej grzecznej naukowej koniec. I dupa zbita, jak mawia dziadzia.

Aby się jakoś, a właściwie całkiem i swoiście po ludzku, ratować, tak sobie sam sobie tłumaczę: a na cholerę mi te szczegóły, skoro w nich diabeł siedzi jako i w całym Wrocławiu, który choćby już tego powodu powinien zostać zburzony, iżby razem ze swoimi diabłami w końcu do diabła poszedł.

Grzegorz Tomicki

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
felieton ___ŻAŁOBA PAŃSTWOWA
POECI I EGZEGECI
PRZEŁAMYWANIE LODÓW Z CZYTELNIKIEM

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt