Witryna Czasopism.pl

nr 14 (192)
z dnia 20 lipca 2007
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

HESSE DO KWADRATU!

Rozpocząć muszę to omówienie od uczynienia wyznania. Z głębi mego studencko-krakowskiego serca zazdroszczę redakcji „Przeglądu Filozoficzno-Literackiego” ich pisma, które − jak się wydaje − niczym Atena gotowe wyskoczyło z głowy Zeusa i nie rodziło się w bólach pomyłek i prób, jak to niektórym periodykom się zdarza, a niektórym nie udaje się wyjść nawet i poza tę fazę. Jeśli prześledzić 16 poprzednich numerów „PF-L”, to w zasadzie okaże się, że nie podobna wychwycić jakiegoś słabszego wydania, w którym znalazłyby się teksty nietrafione albo zwyczajnie słabe; bez względu na to, czy mamy przed sobą numer o filozofii umysłu, o Grecji, czy też któryś z zeszytów Borgesowskich − dostaniemy porcję tekstów na naprawdę wysokim poziomie, należących zarówno do klasyki humanistyki, jak i artykułów będących próbami młodych polskich naukowców. Zaiste, dziwna zazdrość mnie trawi, skoro zmusza mnie do pisania pochwalnych peanów na cześć warszawskich redaktorów. Nutka goryczy dotyczy jednak mojego własnego podwórka: im świetniej rysuje się profil warszawskiego kwartalnika, tym bardziej bolesny i dojmujący staje się brak analogicznego pisma tworzonego przez doktorantów krakowskich uczelni. Ostatnim podwawelskim pismem, które miało bodaj taki zamiar, był „Ha!art” w swym heroicznym okresie (siedem lat temu mienił się w stopce „magazynem kulturalno-artystycznym studentów i doktorantów UJ”), choć nigdy do „PF-L” nie był podobny, przeszedł też pewną ewolucję i, jak wieść gminna niesie, przechodzić będzie ją nadal. Nie chcę tutaj szczegółowo roztrząsać kwestii w rodzaju: „jakim cudem w Warszawie się udało i dlaczego w Krakowie nie...”, faktem jest jednak, że również najnowszy numer „Przeglądu Filozoficzno-Literackiego” [2 (17) 2007], poświęcony postaci Hermanna Hessego, jest pozycją wybitną i godną polecenia.

Prezentacja tekstów Hessego (teksty autora Wilka stepowego stanowią jedną czwartą objętości numeru) ma charakter − jak potwierdza to Stanisław Gromadzki we Wstępie − wyboru z wyboru, podstawą były bowiem edycje pism politycznych Hessego dokonane przez wszechwładnego redaktora wydawnictwa Suhrkamp, Siegfrieda Unselda. Nie jest jednak tak, iżby w ten sposób czytelnik polski miał dostać zestaw tekstów niedopasowanych do siebie, ułożonych chaotycznie. Wręcz przeciwnie: tym, co je spaja, jest problem winy, przepracowania klęski wojennej w doświadczenie budujące, kwestia haseł rewolucji moralnej (tu obok tekstów samego Hessego pojawia się świetny esej Hugona Balla pt. Krytyka niemieckiej inteligencji z 1919 roku), a także problem możliwości rozwoju jednostki w świecie, w którym rządy sprawuje tłum.

Tak szeroko zakrojonego zestawu problemów nie sposób przedstawić syntetycznie w krótkim omówieniu, toteż chciałbym skupić się na kwestii ostatniej. W prozie Powrót Zaratustry ustami Nietzscheańskiego proroka, który schodzi raz jeszcze w dół, by spotkać Niemców podnoszących się z klęski Wielkiej Wojny 1914-1918, Hesse głosi:

„Świat często był niewłaściwie komentowany, gdyż właśnie ten, który miał tego dokonać, spał zbyt krótko lub zjadł zbyt wiele. Często też chwalony był ponad miarę, gdyż temu, który chwalił, udało się właśnie pocałować dziewczynę.

Świat nie jest po to, aby był poprawiany. Wy też nie jesteście tu po to, aby być poprawianymi. Jesteście tu, aby być sobą. Jesteście po to, aby świat stał się o jeden ton, o ten jeden dźwięk bogatszy. Bądź sobą, a jakże bogaty i piękny stanie się świat. Nie bądź sobą, ale kłamcą i tchórzem, a stanie się biedny i zdawać się będzie, że wymaga naprawy.”

Wydawać by się mogło, że takie przesłanie mógłby wygłosić ostatni naiwny pięknoduch, a nie odpowiedzialny myśliciel, jednakże całe pisarstwo Hessego jest podporządkowane kilku ideałom, wśród których egoistyczna nieco samorealizacja jednostki stanowi jeden z priorytetów. Wydobycie się na wysoki poziom kultury, odporność na próby sterowania z zewnątrz i na ułudę masek, rozpoznanie i umiłowanie swego losu (to znów Zaratustra Hessego, którego Niemcy powojenni mieliby naśladować przez stawanie się sobą tak, jak Zaratustra stał się Zaratustrą) − to wszystko idee, które stanowią istotną część siatki pojęciowej autora Gry szklanych paciorków.

Z tym większą przyjemnością odkrywam teraz te teksty HH (że pozwolę sobie tak nazwać bohatera numeru za Maurice’em Blanchotem), że jakiś czas temu dane mi było przeczytać wydany przez sejneńskie Pogranicze Dziennik z Păltinişu pióra Gabriela Liiceanu, który przez lata dokumentował podjętą przez rumuńskiego filozofa Constantina Noikę próbę zbudowania w górskim krajobrazie twierdzy kultury, mającej osłonić subtelne umysły przed miazmatami prymitywnego marksizmu (w tej to górskiej pustelni we wspólnocie z umysłami żywymi mieliby istnieć i funkcjonować najwybitniejsi myśliciele zachodnioeuropejscy − od Platona przez Hegla po Heideggera). Taki model pajdei ma swoje oczywiste źródła w intelektualnej utopii, jaką zobrazował Hesse w Grze szklanych paciorków; wydaje się też wpisywać w szerszy nurt myślenia o kulturze, jako o miejscu, które pozwala nie tylko przetrwać mroczne czasy jednostkom, ale także ich rękoma ocalić to, co w człowieku najcenniejsze. Tym większej zatem radości dostarczyła mi ta profetyczna proza Hessego, umieszczona pomiędzy jego wnikliwymi artykułami i korespondencją.

Program takiego umiarkowanego egoizmu jest także projektem egzystencjalnym – miałby on stanowić alternatywę dla egzystencji budowanej na resentymencie, poczuciu zdrady i przekonaniu, że wbito nam zdradziecko nóż w plecy. Hesse swymi tekstami politycznymi stara się łagodzić gorycz odniesionej przez Niemców w obu wojnach światowych klęski, uświadomić im, że przyczyny leżały wewnątrz ich własnego społeczeństwa, że stoi przed nimi jako narodem i społeczeństwem wymóg utrzymania postawy racjonalnej i odpowiedzialnej, co Hesse nazywa „wkroczeniem na drogę miłości” (tytuł jednego z tekstów). Niemcy tym sposobem mieliby uczynić ze swojej klęski doświadczenie, na którym uda się zbudować społeczeństwo ludzi mądrych i odpornych na demagogię. Dobrze te diagnozy czytać, sięgając po publikowane co jakiś czas w weekendowej „Wyborczej” radiowe przemówienia Tomasza Manna z cyklu Deutsche Hörer – stają się one wzorem tego, co może oznaczać termin „odpowiedzialność intelektualisty”; zarówno Mann, jak i Hesse, mimo że wojnę przeżyli na emigracji, nie przestali być sumieniami swego narodu, pogrążającego się w nocy nienawiści i przemieniającego w masę sterowną z zewnątrz.

By móc jeszcze napisać kilka zdań o pozostałych tekstach numeru, nadmienię tylko, że zarówno wszystkie teksty Hessego, jak i wspomniany esej Balla (dedykowany „zwolennikom rewolucji moralnej” − jakże znajomo to brzmi!) przełożył Jerzy Pabian (pięknie wypada zwłaszcza Zaratustra i Kafkowskie w nastroju Jeśli wojna potrwa jeszcze dwa lata), dodatkowo opatrzył je również szkicem Długa pielgrzymka samotnika, poświęconym myśli politycznej HH. Ponadto Hessemu poświęcone jest jeszcze studium Maurice’a Blanchota (Hesse z perspektywy filozofii transgresji) oraz Iwony Krupeckiej (Kryzys odniesienia w „Grze szklanych paciorków”). W podobnym polu tematycznym mieszczą się jeszcze studia Roberta Marszałka poświęcone przesłankom, jakie stały za myślą faszystowską (Samodzielność osoby a suwerenność wspólnoty) oraz Stanisława Gromadzkiego (Günter Grass i polsko-niemieckie sprawy). Ten ostatni pisany jest już z zachowaniem czasowego, a przez to również intelektualnego dystansu, na który nie mogli pozwolić sobie publicyści upalnego lata 2006, kiedy to gruchnęła wieść o wyznaniach gdańskiego noblisty. Sprawa pozostaje nadal dotkliwie aktualna, problem przebaczenia, pojednania, rozliczenia przeszłości wojennej długo jeszcze będzie się ciągnął, bo oto dzisiejsza „Gazeta Wyborcza” (piszę te słowa 20 lipca) donosi, iż padają kolejne oskarżenia pod adresem tzw. członków pokolenia Flakhelferów o zatajenie ich służby w nazistowskim wojsku...

Żeby jednak od jasnych wyżyn wysokiej kultury, jakie do zaproponowania ma Hesse, nie zejść w mroczne doliny rozliczeń z przeszłością, pragnę zatrzymać się jeszcze przy rozprawie Jerzego Franczaka, poświęconej możliwościom odczytywania tak postaci samego Brunona Schulza, jak i jego twórczości w kluczu problemów ponowoczesności (Schulz – klasyczny i (po)nowoczesny). Franczak pisze, iż niemożność zrekonstruowania unifikującego języka mitologicznego może mieć u Schulza charakter antycypujący ponowoczesność; mielibyśmy wtedy do czynienia z ostatecznym rozpadem Uniwersum, którego pierwotne odczucia dawała sztuka modernistów. Nie jest także pozbawione znaczenia zainteresowanie Schulza tym, co zdegenerowane, zdegradowane, marginalne, okaleczone. Podejście takie wydaje się wychodzić naprzeciw oczekiwaniom stawianym ostatnimi czasy w stosunku do twórczości pisarza z Drohobycza. Śledźmy zatem uważnie, co literaturoznawcy próbują z niego wydobyć.

Michał Choptiany

Omawiane pisma: „Przegląd Filozoficzno-Literacki”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
WOLNOĆ TOMKU W SWOIM DOMKU
W STRONĘ ROZMOWY
Bądźmy dobrej myśli

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt