Witryna Czasopism.pl

nr 35 (152)
z dnia 12 grudnia 2005
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

NIEFAJKI Z „ARTEONU”

„I tylko widzę, twoje kapelusze, jak statki na niebie” – jest to wiele mówiący cytat z nic niemówiącej, ale za to przebojowej piosenki zespołu De Mono. A dowodzi on (cytat, nie zespół… chociaż…?) niesłabnącej potrzeby używania absurdu do tłumaczenia podstawowych spraw: życia, miłości, świata, bliźnich itd.

Był taki malarz między innymi od kapeluszy (konkretnie – od meloników), choć nie tylko od nich, swego czasu bowiem namalował fajkę i podpisał obraz tak: to nie jest fajka. I miał absolutną rację!

W sztuce pomysł zerwania z rozumem i logiką powstał po I wojnie światowej, gdy grupa surrealistów chciała uciec od makabrycznych przeżyć wojennych. Pragnęli chronić magię i piękno, zatrzymując bieg codzienności, czyli pragnęli dokładnie tego, czego pragniemy i my (mniej więcej wszyscy).

Tym właśnie – z grubsza – zajmuje się grudniowy „Arteon” 12 (68) 2005, przypominając o malarstwie René Magritte’a oraz o sztuce ekologicznej Anni Rapinoi.


Nie chciał

René Magritte, by stwarzaną przez niego „rzeczywistość” tłumaczono jego życiem (co nie do końca się udało); nie chciał, by w ogóle ją tłumaczono. Chciał tylko, żeby jej doświadczać. I to można robić do dziś, bez większych ograniczeń, jego prac jest wiele w muzeach, na pocztówkach, w internecie…

Miesiąc temu minęła rocznica urodzin artysty, dlatego w ostatnim numerze miesięcznika „Arteon. Magazyn o Sztuce” Zuzanna Mannke pisze o malarzu oraz tajemnicy ukrytej w przedmiocie. Powód przypomnienia o belgijskim twórcy może też być taki, że powraca do nas (mas) potrzeba doświadczania surrealistycznych pomysłów, stymulowana przez polityków, sytuację społeczną oraz ogólną kondycję ludzkości.

Dokładnie cztery obrazy reprodukowane przez redakcję ilustrować mogą ową potrzebę, lecz przede wszystkim pozwalają uzmysłowić sobie, dlaczego Magritte wciąż jest aktualny, a jego widzenie spraw codziennych – tak odświeżająco intrygujące. „Magiczno-konceptualne obrazy René Magritte’a z lat 1920-1967 pozwalają dzięki ukrytym i niespodziewanym asocjacjom zamienić to, co konwencjonalne – w zagadkowe”, tłumaczy autorka. Przypomina również samą postać malarza, który był równie zagadkowy, jak jego obrazy, z upodobaniem bowiem „lubił prezentować się jako człowiek konserwatywny i pozbawiony fantazji”. Ale jak tu uwierzyć w brak fantazji kogoś, kto wymyślił tyle pejzaży możliwych-niemożliwych? Charakterystyczny był także związek Magritte’a z surrealistami, jego brak szacunku dla popartu i jazzu oraz beztroski sposób poszukiwania tytułów do kolejnych prac.


Panowie w melonikach

stadnie nieraz zamieszkiwali obrazy Magritte’a i wielu laikom tak się malarz kojarzyć może, melonikowo. Nagłe pojawianie się dziwacznych skojarzeń, wydarzeń, przedmiotów, postaci burzących znany nam porządek – to jego specjalność. Samo patrzenie na obrazy Magreitte’a może obudzić świadomość, że wszystko jest możliwe. A czy istnieje coś piękniejszego niż wolny, nieograniczony wybór?

Nasze przyzwyczajenia wzrokowe, nasze tradycje desingerskie, nasze ludzkie odruchy – na nic, gdy istota rzeczy postanawia się zamanifestować pod pędzlem Magritte’a. Terapia szokowa, swego rodzaju terapia może nas uleczyć z rzeczywistości.

„Magritte systematycznie bada wzajemne zależności pomiędzy mową, przedmiotem i ilustracją”, zauważa Zuzanna Manne. Odwracając zatem głowę od schematów, potraktujmy absurd poważnie, bo realnie rzecz ujmując, nie istnieje już jeden absolutnie obwiązujący model rozumienia świata, czyli – siebie.

A wracając do zgody na wszystko, zahaczając o wzajemne zależności (zdejmując przysłowiowe kapelusze z głów), „Arteon” przypomniał też o szacunku do naszych (ludzkich) związków z naturą.


Temat nie jest

nowy, sztuka bowiem od zawsze odnosi się do natury (istnieją na to teoretyczne dowody oraz praktyczne prace). Aktualnie wyjątkowo wypada z perspektywy ekologicznej spoglądać na działania artystyczne, co w przypadku twórczości Anni Rapinoi oznacza również dużą przyjemność estetyczną.

Na zdjęciach jej prac widać przedmioty, które są i użytkowe, i magiczne, i oddają ideę.

Oto torebeczka z bazi, miękka i wygodna, są tu buciki baziowe na obcasie i chłopięce trzewiczki. Delikatna zieleń, dokładnie: szarozieleń, jest w tym sezonie naprawdę modna, do tego pokaźny płaszcz z kłosów, z pewnością pięknie pachnący, choć nie dla alergiczek. Wszystko to pomysłowe, eleganckie i zabawne jednocześnie, przy tym reprezentujące ciepłe, codzienne poczucie humoru, przy dostatecznie zauważalnej dawce absurdu (melonik z bazi, czemu nie?)

Rapinoja mieszka na jednej z wysp na morzu fińskim, a sztukę ekologiczną uprawia ze znawstwem, gdyż ukończyła studia geograficzne i botaniczne, co pozwala jej na posługiwanie się darami natury w sposób oryginalny i naturalny.

Sama wystawa zaś, opisywana przez Eulalię Domanowską, jest wypowiedzią artystki sprzeciwiającej się tradycjom łowieckim i innym społecznym nakazom szkodzącym środowisku.

„Alternatywna moda jest niewątpliwie najmocniejszą stroną wystawy”, notuje Domanowska – nie ma granicy między „desingiem a modą, między sferą idei a sferą konsumpcji, między nauką i sztuką”. Najwyraźniej jest to postmodernizm, uprawiany zresztą przez Anni Rapinoję od pierwszych pokazów, czyli od 1979 roku. „Fińska artystka stworzyła ekologiczną odzież tylko dla kobiet”, uważa Domanowska, choć osobiście bym z tego faktu nie robiła „afery” czy szufladki, lecz że natura to ewidentnie rodzaj żeński, więc niech będzie – to sztuka dla kobiet! (swoją drogą ciekawe, czy język fiński ma rodzajniki?). Poza tym, który mężczyzna dostrzeże dwuznaczność mechatej, baziowej, kociowej torebki?

Aha, Magritte!

I wszędzie widzę stroje z bazi – parafrazując słowa Demonowego przeboju – „jak statki na niebie”.

Poczucie absurdu należy pielęgnować, podlewać, suszyć tylko w odpowiednich porach roku i adekwatnych fazach księżycowych, i nie palić w fajkach, które nie są fajkami!

Miłka O. Malzahn

Omawiane pisma: „ARTeon”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
MUSZĄ BYĆ MŁODZI CZY MŁODZI DUCHEM?
PRAWDA W OŚLEPIENIU?
ZOSTAŃ CZERWONYM PUNKTEM

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt