Witryna Czasopism.pl

Nr 19 (136)
z dnia 2 lipca 2005
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

WYTRĄCIĆ MACZUGĘ

Wydawałoby się, że po tysiącach lat rozwoju, znaczonego wynalazkami, odkryciami, odważnymi czynami i powstawaniem coraz to nowych filozofii oraz wymyślnych dzieł sztuki, człowiek powinien był stać się istotą niepozbawioną pewnej… subtelności. Subtelności w sferze ducha, psychiki, umiejętności porozumiewania się z innymi osobnikami swego gatunku oraz wyrażaniu myśli i opinii. Nic bardziej mylnego. Zaopatrzony w coraz cichsze auta, coraz czulsze kamery, niebieskozębne telefony komórkowe o coraz większym zasięgu i inteligentne wielofunkcyjne urządzenia („użondzenie” przeczytałam notabene ostatnio w Internecie) nasz homo sapiens wali na oślep maczugą, nie zastanawiając się specjalnie nad losem swoich ofiar, nawet jeżeli sam uważa się za powołanego do czynienia dobra i rażenia mądrością.

„Dlaczego uliczna wystawa w Łodzi, nosząca tytuł »Wybierz życie«, nie może nie budzić niepokoju? Bo zamiast promocji życia, jego tajemnicy i wspaniałości, przeraża obrazami okrucieństwa i gwałtu popełnianego na dzieciach narodzonych i nienarodzonych. – zauważa Józefa Hennelowa w komentarzu Na ratunek [„Tygodnik Powszechny”, nr 27 z 3 lipca 2005] – A to wszystko na ulicy, w miejscu ogólnie dostępnym, także dla dzieci. Kto zagwarantuje, że dla niejednego z nich obrazy te nie staną się tylko zgorszeniem, czyli porażą złem o niewyobrażalnej sile destrukcyjnej? Zastanawia, że dopiero co wielu moralistów obawiało się gorszącej wymowy »parady równości« właśnie ze względu na nieletnich. Teraz dostaliśmy porcję »terapii szokowej«, która terapią wcale może nie być. A nauka Jana Pawła II, do końca przypominającego Pawłowe »zło dobrem zwyciężaj«, przesunęła się gdzieś na milczący margines, który jakby przestał zobowiązywać…”

Przeglądając ostatni numer „Tygodnika”, nie można nie pokusić się o refleksję, że świat wokół nas bardzo się zmienił. Aborcja, homoseksualizm, odważna erotyka – jeszcze niedawno trudno byłoby znaleźć tę tematykę w piśmie z gruntu „chrześcijańskim”. Ale dziś nieporuszanie ich byłoby hipokryzją i chowaniem głowy w piasek. A „Tygodnik Powszechny” wszak strusiem nie jest na pewno. Sęk w tym, że na wiele pytań nie ma po prostu dobrych odpowiedzi i publicyści TP – w przeciwieństwie do organizatorów wspomnianej wystawy – zdają sobie z tego sprawę. Widzi to ksiądz Adam Boniecki, podsumowujący Debatę TP [O prawie homoseksualistów do bycia zrozumianymi – spierają się ks. Dariusz Oko, ks. Jacek Prusak i ks. Adam Boniecki] pytaniem „Co robić?”. Bo przecież, jak zauważa ks. Prusak, „argumentacja teologiczna podniesiona do rangi nauczania kościelnego nie może być i nie jest rozstrzygnięciem sporu a priori w państwie świeckim i społeczeństwie demokratycznym – nie stanowi bowiem takiego autorytetu dla osób niewierzących, które mają swoje cywilne prawa”.

Temat homoseksualizmu powraca w dziale Kultura [Łukasz Majewski: Życiopisanie – Andrzej Barański o Mironie Białoszewskim i Jadwidze Stańczakowej].

„Przechadzam się wśród dziwnych i pięknych przedmiotów i zastanawiam się nad fenomenem tego związku, związku Mirona i Jadwigi. – Potrzebowali siebie nawzajem, ranili, ale od pewnego momentu nie potrafili już bez siebie żyć – mówi Andrzej Barański. Relacja łącząca Białoszewskiego i Stańczakową opierała się na bliskości intelektualnej i przyjaźni, nie było w niej erotycznego napięcia. Białoszewski był przecież gejem.

Pytam reżysera, dlaczego w scenariuszu został niemal zupełnie pominięty wątek wieloletniego homoerotycznego uczucia łączącego Mirona Białoszewskiego i Leszka Solińskiego? – Bo to jest film o Mironie i Jadwidze – odpowiada Barański. – Nie zajmuję się całym życiem poety, tylko jego ostatnimi latami (1975-1983), w których rola Jadwigi była najważniejsza. To był już ten okres, kiedy Soliński z Białoszewskim powoli się od siebie oddalali. Ale Leszek, oczywiście, w filmie pojawi się także – jako Jacek. Nie zobaczymy go jednak, będzie bohaterem rozmów, dyskusji. Ta, znaczona tęsknotą, nieobecność Jacka (Leszka) ma swój ciężar i znaczenie.”

Film, w którym główne role przypadły, znanemu z perfekcyjnej gry w produkcjach Krystiana Lupy, Andrzejowi Hudziakowi (Miron Białoszewski) i Krystynie Jandzie (Jadwiga Stańczakowa), analizuje ów dziwny, mroczny związek: Jadwiga była niewidoma, a Miron nie cierpiał światła. „Zamalowywał szyby czarną farbą. Chciał, żeby od świtu do nocy w jego mieszkaniu był mrok.” Jest odkrywaniem Białoszewskiego na nowo – nie tylko uleganiem magii jego słów, ale próbą wsłuchania się w to, co za ich pomocą próbował powiedzieć.

W cały ten kontekst dobrze wpisuje się tekst Urszuli Kahul i Bartka Dobrocha Trudna lekcja poświęcony Objazdowemu Festiwalowi „Prawa Człowieka w Filmie”. Konstanty Gebert, zamykając festiwal, podkreślił, że stan przestrzegania praw człowieka poprawił się w porównaniu z tym sprzed pięćdziesięciu lat, a „nasze oburzenie na ich naruszanie bierze się głównie z tego, że więcej wiemy”. Jednak filmy pokazujące stan praworządności (a raczej jej braku) choćby w Korei Północnej nie nastrajają aż takim optymizmem. „Znamienne – czytamy – że większość prezentowanych dokumentów dotyczy Azji. Tybet, Afganistan, Kirgistan, Strefa Gazy, Kaukaz to tylko niektóre z miejsc, w których prawa człowieka łamane są nagminnie i od wielu lat. Ale nie znaczy to, że dzieje się to tylko tam, gdzie panuje bieda, zacofanie kulturowe czy polityczny reżim. W »Licencji na zabijanie« Arthur Dong próbuje poznać motywy, które kierowały skazanymi w USA mordercami homoseksualistów.”

Głównym celem festiwali takich jak „Prawa człowieka w filmie” jest edukacja: zaszczepianie wrażliwości, pokazywanie, do czego prowadzi wpajana od najmłodszych lat nienawiść, uczenie tolerancji, uzmysławiania piękna, jakie drzemie w inności i różnorodności. Prezentowane tu filmy mają zatem najczęściej charakter nieco instrumentalny. Ale i tu zdarzają się takie, „które łączą dokumentalną wierność, dosłowność, drobiazgowość, a nawet drastyczność obrazowania z ogromną wrażliwością wizualną i staranną kompozycją kadru. Jak choćby dokument Fabrizio Lazzarettiego i Alberto Vendemmiatiego Jung (Wojna) w kraju mudżahedinów – wysmakowana wizualnie opowieść o chirurgu, który podejmuje próbę zorganizowania szpitala polowego w Afganistanie”.

Rithy Panha, ofiara reżimu Pol Pota przedstawia spotkanie „byłych strażników kolonii karnej S.21 z dwoma ocalałymi więźniami”. Autorzy artykułu cytują słowa jednego z nich: „W słowie »zabicie« wciąż są moralne aspekty. W zniszczeniu nie ma niczego ludzkiego. Staliśmy się pyłem, cząsteczkami na wietrze. Zabicie wciąż odwołuje się do jakichś wartości. Unicestwienie to koniec. Nawet zwierząt się nie unicestwia, tylko zabija”.

Cóż, nie jest dobrze… „Co robić?” – można powtórzyć za ks. Bonieckim. A przynajmniej: czego nie robić? Na to pytanie odpowiada Hennelowa w swoim Felietonie smutnym: „Ja wiem, o ileż łatwiej wydawać z siebie okrzyki oburzenia niż przemyśleć wydarzenia budujące przyszłość, ale naprawdę trudne, a dziejące się na polach wciąż nie rozbrojonych. Ale dalej wybierać okrzyki zamiast pracy myśli chrześcijańskiej, to chyba nie jest to, o co nam chodzi?”

Klara Kopcińska

Omawiane pisma: „Tygodnik Powszechny”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
O BOGACH, LUSTRACH I WIELKIEJ OBIETNICY, CZYLI KU WSPÓŁCZESNEMU ANTROPOCENTRYZMOWI
ZWYŻKOWE AKCJE DRUGOLIGOWCÓW
Matematyka czy muzyka?
Wstęp do dodekafonii

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt