Witryna Czasopism.pl

Nr 1 (118)
z dnia 2 stycznia 2005
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

ŚWIAT NA BIEGUNACH

Mając szesnaście lat, przeżywałam okres silnej egzaltacji religijnej. Kiedy próbuję sobie coś przypomnieć z licznych kazań i rekolekcji, na które chodziłam, pamiętam tylko jedno jedyne zdanie, wypowiedziane przez ojca Jacka Salija, takie mianowicie, że gdyby dziś – gdy gmatwamy wszystko potwornie, także w sferze języka, i nie umiemy już zdobywać się na myśli proste – poszukiwano określenia na „chrzest”, brzmiałoby ono „uchrystusowienie”. I tak, z religijności niewiele zostało, a słówka przeróżne nadal mnie fascynują. Nieustannie prześladuje mnie na przykład para słów „agape” i „apage”. Taka mała sztuczka, wręcz czeski błąd, a mamy cały chrześcijański mikrokosmos z jego dwoma biegunami jak na dłoni: na jednym – miłość bliźniego, na drugim – odżegnywanie się od szatana i jego niecnych knowań.

Refleksje te naszły mnie pod wpływem lektury ostatniego „Tygodnika Powszechnego” [nr 1 (2895) 2005]. Zamieszczono w nim obszerny artykuł powieściopisarza i fotografika Irka Grina, poświęcony św. Teresie z Avila [Avila – cień Szatana]. „Przychodził do niej często. Parł w konkury z desperacką konsekwencją recydywisty. Zobaczyła go raz w postaci ohydnego murzynka. Stał u jej boku. Zgrzytał zębami, gdyż wielogodzinne udręczenia i ból, których był przyczyną, podarowała Bogu, prosząc, by trwały choć do końca świata. A innym razem przyszedł i mówił, a ona wpatrzona w diable usta usłyszała, że wprawdzie udało jej się umknąć, ale to nie koniec. Bo bardzo chciał Szatan mieć świętą na własność. Jak zimny i nienasycony dworski kochanek, jak Maur dziki, jak zazdrosny grand, jak kondotier pijany na ulicach dogorywającego miasta chodził za nią i odgrażał się. Zakrwawioną szablę wytarł w pludry i za mniszkami się rozglądał. Płomień buchał z jego ciała niby żądza, co spopieli nawet nieśmiertelność. A niczym to światło nie było przyćmione. Bo cienia za sobą nie ciągnął” – zaczyna się ów barwny i nasycony soczystym szczegółem, a momentami wręcz pretensjonalny tekst, którego fragmentów nie powstydziłaby się i sama święta. Będę go obficie cytować, bo żal mi jakoś sprowadzać barokowy styl autora do poziomu faktograficznego streszczenia.

Szatan w tradycji chrześcijańskiej pojmowany jest jako przeciwnik Chrystusa, jak głosi więc wieść gminna i świadectwo samej Teresy, nawiedzał świętą regularnie, przyjmując różne postaci. „Mniej lub bardziej współcześni świętej demonolodzy zgodnie odmawiają Diabłu prawa do tworzenia, a także do cielesności. Pozwalają mu jednak na dowolne działanie na nasze zmysły poprzez elementy stworzenia. Diabły powodują z łatwością złudzenia istnienia lub nieistnienia, gdyż spośród rzeczy z tego świata nie ma takiej, która mogłaby się oprzeć ich woli. Ekwilibrystyka szatańska pozwoliła Teresie zobaczyć ohydnego murzynka, a tym samym ułudę cielesności, a jednocześnie dowód na wyjątkową przebiegłość Złego, pojawiającego się pod pozorem postaci, która w ówczesnym języku wcale nierzadko oznaczała człowieka niedobrego. Nadzwyczajnie zastanawiająca szczerość odrzucanego wciąż adoratora”. Co więcej, okazuje się, że Szatan jest bezpłodny, czego dowodem właśnie wspomniany wcześniej brak cienia. Nawet on – diabelski prestidigitator – nie może go sobie dorobić, by tym skuteczniej mamić przyszłą świętą. „Większość badaczy jest zgodna, że greckie episkiazein, oznaczające »okryć cieniem«, odwołuje się do semickiego słowa, którego semantyka obdarzyła cień również mocą zapładniania”.

Cielesność i mistyka są w owym czasie ze sobą bardzo blisko spokrewnione. „Niedługo po Teresie twórca kwietyzmu Miguel de Molinos powiada: nawet jeśli duchowe zjednoczenie mistyka z Bogiem jest pozbawione jakichkolwiek wrażeń cielesnych, to przebywając w stanie zachwycenia mistyk, nie mający w tym momencie świadomości swojego ciała, może stać się obiektem ataków diabelskich. Krótko mówiąc, ciało mistyka w chwili Boskiej ekstazy oddane zostaje na pastwę Diabła, który wreszcie ma szansę sobie pofolgować. Zdaniem Molinosa mistyk w takim przypadku nie grzeszy”.

Co zatem z ciałem Teresy? „W muzeum przy klasztorze świętego Józefa można obejrzeć kość z lewej ręki Teresy. Oprawną w drogie kamienie relikwiarza. I skrzynię, w której przez jakiś czas przechowywano ciało. Właściwie skrzynkę niewielką, do której się cały człowiek nie zmieści, chyba że się go potnie i poukłada. W XVI wieku ćwiartowano chętnie. Zarówno heretyków, jak świętych. Tych ostatnich, by jak najwięcej miejsc kultu obsłużyć, by wiernych we wszystkich zakątkach znanego świata uradować. Święci w częściach wyruszali w ostatnią misję. Teresa długo podróżowała, całkiem niedawno jej ręka wróciła z sypialni generalissimusa Franco. A to nie koniec. W przyszłym roku święta Teresa przybędzie do Polski”.

O dwóch biegunach, poniekąd podobnej natury, ale za to w odniesieniu do zupełnie innych realiów, pisze w znakomitym felietonie Marcin Król [Proroctwo noworoczne. Dokąd świat zmierza?]. Zdaniem Króla, wiek XXI – co już daje się zauważyć w życiu politycznym, a będzie się nasilać zwłaszcza w sferze obyczajowej – będzie czasem nieuchronnej polaryzacji postaw. „Zmiany będą polegały na coraz wyraźniejszym podziale na rygorystów czy fundamentalistów, oraz radykalnych liberałów czy też permisywistów”. Autor wychodzi w swych rozważaniach od znanego stwierdzenia Johna Stuarta Milla, iż „nie wolno nam, działającym jako wolni ludzie, naruszać cudzej wolności”. Cóż, sęk w tym, że choć zgadzamy się z Millem, każdy ową wolność pojmuje inaczej (znowu wróciliśmy do sfery słów…). Król wieszczy więc, i trudno się z nim nie zgodzić, że będziemy świadkami tworzenia się dwóch skrajnych postaw w dziedzinie kultury, obyczajowości itp. Dlaczego tak się dzieje? „Można udzielić banalnej, ale częściowo prawdziwej odpowiedzi, że ważnym czynnikiem są liberalne próby posunięcia wolności indywidualnej do takiej skrajności, jaka jest nie do zaakceptowania dla wielu rozsądnych ludzi (także nastawionych liberalnie), bo widzą, że jest sprzeczna z ludzką naturą. Wulgarne powiedzenie ludowe brzmi »nie da rady, oba samce«. Spór o to, czy pary homoseksualne mogą posiadać dzieci, jest więc tu doskonałym przykładem. Z ludzkiej natury wynika, że nie mogą, i dlatego właśnie próby przekroczenia i tej granicy wolności spotykają się z zasadniczym oporem bardzo wielu osób. Takich przykładów możemy podawać znacznie więcej, czy to z zakresu genetyki, czy też z zakresu religii i związanych z nią praktyk obrażających innych, a niezbędnych dla danej grupy religijnej”.

O ile można zawrzeć kompromis między zwolennikami różnych opcji podatkowych, o tyle nie bardzo wiadomo, w jaki sposób mieliby się ze sobą dogadać zwolennicy aborcji, ślubów homoseksualnych i pełnej sekularyzacji z jednej, a optujący za karą śmierci i zarazem broniący życia poczętego zwolennicy wprowadzania religii do szkół, z drugiej strony. To raczej niemożliwe. Problem polega na tym, że takich sprzecznych postaw będzie pojawiać się coraz więcej, a konfliktu nie rozwiąże rozszerzanie czy ulepszanie demokracji. „Czeka nas zatem inny świat – podsumowuje autor – Ten świat będzie i mniej liberalny, i mniej demokratyczny. Już się nie stosuje sławne powiedzenie, że demokrację należy poprawiać, wprowadzając więcej demokracji. Demokrację może da się uratować w XXI stuleciu, ale tylko pod warunkiem zasadniczej zmiany pojmowania tolerancji. Musimy nauczyć się żyć w świecie, w którym obok nas będą ludzie o zupełnie odmiennych poglądach i należy marzyć tylko o tym, byśmy się wzajemnie nie chcieli niszczyć, byśmy mogli żyć osobno na tej samej, przecież wspólnej, ziemi”.

A jednak (i potraktujmy to jako swoiste życzenia na nowy, 2005 rok) nawet w naszym skomplikowanym – w sferze obyczajowości, kultury, polityki i, jak już powiedziano, języka – świecie ważne są w gruncie rzeczy sprawy proste.

Klara Kopcińska

Omawiane pisma: „Tygodnik Powszechny”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
felieton__CZY MÓGŁBYM NIE WIERZYĆ W BOGA?
ALTERNATYWNA HISTORIA „SOLIDARNOŚCI”
WIĘCEJ NIŻ SOLIDNIE

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt