Witryna Czasopism.pl

nr 17 (99)
z dnia 22 czerwca 2004
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

BUTY, DEPTANIE, UCIECZKI…

Nie wiem czemu, ale co nie zajrzę ostatnio do jakiegoś pisma, to od razu jest o butach. Może w czasach naszych, gdy się już mało chodzi, a dużo jeździ, względnie surfuje, nabierają one jakiejś szczególnej, nieomal muzealnej wartości jako przedmioty piękne, choć nie tak jak onegdaj niezbędne. Same buty – arcydziełka popkulturowe – niezwykle poważam i podziwiam, nieważne czy pochodzą z „kopyta” Charlesa Jourdana lub Manolo Blahnika, czy nabyłam je za złotówkę u zbłąkanej wśród grupy alkoholików staruszki pod Halą Mirowską. Ale przyznać muszę, że mam taką okropną cechę, iż mogę się jakąś rzeczą zachwycać latami, a jak już wszyscy zaczną peany na jej temat wygłaszać – ja zaczynam twierdzić, że to obrzydliwe, bez sensu i w ogóle niewarte zachodu. Z mieszanymi więc uczuciami informuję, że w ostatnim numerze „Lampy” (2004, nr 3) butów jest pod dostatkiem (Szewska pasja), a w dodatku wszystkie one pochodzą z warszawskich śmietników, które – sama wiem najlepiej – potrafią dostarczyć zgoła unikatowych eksponatów. W dodatku w butach owych występują młode ładne dziewczęta, dzierżące w dłoniach zgrabne komórki, modnisiowate torebki i książki wskazujące na zainteresowanie kulturą oraz filozofią. Niezłe zdarzają się tu okazy (butów – rzecz jasna), w dodatku można je kupić w warszawskiej galerii Raster.

Jak już się nacieszymy butami, to przejść możemy do spraw zgoła poważniejszych. Już na okładce widać, a to dzięki rysunkowi Agaty Nowickiej, że w numerze można będzie przeczytać zupełnie nowe opowiadanie Olgi Tokarczuk. Autorka w kolorystyce lilaróż patrzy na nas dość smutno, a zamiast kolczyków ma małe pajęczynki (na szczęście bez niemiłej arachnofobom zawartości). Pajęczynki wszelako kojarzą się i z pamięcią, i z powolnym snuciem wątku, a o to w opowiadaniu Tokarczuk Głosy, śmiechy, rozmowy właśnie chodzi. Nie będę zdradzać puenty, bo jeśli ktoś zdecyduje się je przeczytać, to żal będzie miał do mnie głęboki, ale zacytuję pewien nieistotny dla fabuły, ale kluczowy dla sensu fragment: „Ta opowieść jest prawdziwa, a w prawdziwych historiach trudno jest o zwartą chronologiczną fabułę. Pisarze klecą fabułę z uproszczeń, odcinają po kolei drobniutkie zawirowania zdarzeń, pomijają fakty ułomne, niejasne pokusy dygresji. Dążą do finału na skróty, budują wygodne mostki nad niesfornymi sensami. Tworzą fabułę z epistemologicznej poprawności. Nie ma się co dziwić, że potem rzeczywistość tak słabo wypada w zawodach z fikcją”.

Podobne rozterki dotyczące gry fikcji z rzeczywistością miał, jak powszechnie wiadomo, Krzysztof Kieślowski. Wspomina o tym jego kolega z łódzkiej szkoły filmowej Piotr Wojciechowski (Ocalone w szufladach: poszukiwanie to jeszcze nie bunt): „Ja po pierwszych moich próbach fabularnych zostałem ze świata filmu i TV wyrzucony przez Sokorskiego, zająłem się pisarstwem. Krzysztof walczył o swoje miejsce, robił najpierw filmy dokumentalne, potem zainteresował się fabułą. To było dla mnie niespodzianką, bo jako student wyraźnie lekceważył fikcyjne historyjki i ich twórców. Miał pryncypialny i ascetyczny stosunek do prawdy ekranu”. W roku 1978 Wojciechowski – dziennikarz „Radaru” przeprowadził z Kieślowskim rozmowę w cyklu „Idee – poglądy – postawy”. Niedopuszczona wówczas do druku ukazuje się w ostatniej „Lampie” obwarowana komentarzami zarówno Piotra Wojciechowskiego, jak i profesora Jerzego Bralczyka, dotyczącymi pokrętnego języka, jakim wówczas mówiło się o „ideach, poglądach i postawach”. Z zaciekawieniem przypomniałam sobie ten filozoficzny żargon, którym podczas sylwestra jeszcze w latach 80. zamiast tańczyć, rozmawiało się o Bogu i – choć niewątpliwie rozmowa zawiera wiele cennych myśli, do dziś aktualnych – z pewna ulgą przyjęłam, że czasy owe przeszły bezpowrotnie do historii. Chociaż coś zostało: „Lampa” postanowiła przecież reaktywować cykl „Idee – postawy – Poglądy”; otwiera go rozmowa Jana Sowy ze Sławomirem Shuty i Markiem Sieprawskim, przeprowadzona w Świetlicy Sztuki Raster, zatytułowana Literatura vs konsumpcja. Temat wyraźnie leży autorom na sercu, o czym świadczy choćby ten fragment powieści Sieprawskiego Ucieczka przed śmiechem: „Z nieba zaczęły lecieć ulotki reklamowe. Przypomniałem sobie, że w telewizji zapowiadali wzmożone ich opady połączone z gadżetobiciem. Takie zalewy męczyły Kulun przynajmniej raz na tydzień. Są dni, gdy ulotki, foldery i gadżety całkowicie wstrzymują ruch uliczny. Wtedy akcje promocyjne zamierają do czasu aż wszystko się rozejdzie, rozjedzie lub rozdepcze. trwa to jakiś czas. bo ludzie zrobili się nieco bardziej wybredni. Nie biorą już wszystkiego jak leci. bywa, że życie na ulicach wraca do normalnego tempa dopiero po wielu godzinach. I tak do kolejnego zalewu”.

No proszę – niby lato nadeszło, a nas tu ciągle coś zalewa… Proponuję włączyć „Lampę” ostrzegawczą i przynajmniej nie dać się zadeptać agresywnej rzeczywistości.

Klara Kopcińska

Omawiane pisma: „Lampa”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
„NIE MA JUŻ PEDAŁÓW, SĄ GEJE”
RENESANS FILMU DOKUMENTALNEGO?
NA PRZYKŁAD W SZALECIE

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt