Witryna Czasopism.pl

nr 2 (266)
z dnia 20 lutego 2011
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

ABY POLIGON STAŁ SIĘ POLIS

Na przestrzeń miejską można spojrzeć jak na pole walki, na którym ścierają się dyskursy tych, którzy posiedli władzę i tych, którzy chcieliby zyskać realny wpływ na jej kształt. Co zrobić, by poligon stał się polis? Jak wynegocjować taki rodzaj relacji, w którym obywatele mają prawo do współdecydowania o przestrzeni, w której mieszkają i która determinuje jakość ich życia? Co to znaczy „być obywatelem miasta” i w jaki sposób kształt przestrzeni miejskiej decyduje o znaczeniu słowa „obywatel”? Ostatnie wydanie „Res Publiki Nowej” [11-12 (201-202) 2010] zatytułowane „Prawo do miasta” zawiera całkiem bogate spektrum odpowiedzi na te pytania i dobrze wpisuje się w dyskusję nad kształtem społeczeństwa obywatelskiego. W numerze znajdziemy nie tylko rozbudowaną analizę polskich problemów, ale również pozytywne przykłady z innych części świata przedstawione w dowód na to, że przekształcenie poligonu w polis jest nie tylko pożądane, ale i możliwe. Poznań, Warszawa, indyjski Mumbaj, brazylijskie São Paulo, Tirana i Walencja – w każdym z tych miast gra wpływów i dyskursów przebiega nieco inaczej, ale wszystkich piszących o nich autorów łączy przeświadczenie o konieczności przywrócenia mieszkańcom „prawa do miasta”.


Zacznijmy od Poznania, który od pewnego czasu promuje się hasłem „Poznań – miasto know-how”. W tekście O nas bez nas: polityka skali a demokracja miejska Lech Mergler i Kacper Pobłocki usiłują odpowiedzieć na pytanie, dlaczego doczekało się ono ironicznej parafrazy w postaci hasła „miasto hau-hau”. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, sprawa wydaje się poważna. Autorzy analizują, jak w przestrzeni miejskiej Poznania wygląda walka między administracją miejską (reprezentującą w ich interpretacji głównie interesy biznesu i deweloperów) a wykazującymi się w oddolnej aktywności poznaniakami (w ramach Stowarzyszenia My-Poznaniacy usiłują odebrać władzy monopol na reprezentowanie interesów miasta i kształtowanie jego przestrzeni). „Miasto to nie firma”, konstatują Mergler i Pobłocki, podkreślając, że logika szybkich i łatwych zysków charakterystyczna dla ideologii neoliberalnej nie zawsze jest tożsama z interesami jego mieszkańców. Wskazują na konieczność stworzenia nowej przestrzeni semantycznej, w której dyskurs władzy, reprezentowanej przez miejską administrację, nie będzie już dyskursem dominującym.


Dobrym przykładem jest tu Brazylia, w której nowe rozumienie obywatelskości wykształciło się właśnie na gruncie samoorganizacji i aktywności mieszkańców miast. James Holston w tekście Obywatelstwo zbuntowanych przedstawia ją jako państwo, w którym wokół „prawa do miasta” ukonstytuowało się nowe rozumienie obywatelskości. Specyfika tego kraju polega m.in. na tym, że przez kilka stuleci u podłoża legalnego mienia leżało nielegalne zagarnięcie. Ziemię przywłaszczali sobie pierwsi kolonizatorzy i właściciele plantacji, a w drugiej połowie XX wieku gest ten powtórzyli przedstawiciele miejskiej biedoty, nielegalnie wznoszący swoje domy na przedmieściach. Kiedy państwo usiłowało im te domy odebrać, rozpoczął się przedziwny proces: ludzie, którzy dotychczas nie znali swoich praw, zaczęli nie tylko je egzekwować, ale również domagać się takich zmian w przepisach, które pozwoliłyby im stać się legalnymi właścicielami zamieszkiwanych nieruchomości. Prawo, które wcześniej traktowali jako coś opresywnego i narzuconego odgórnie, umożliwiło im sprzeciw wobec marginalizacji i podkreślenie, że mimo swojej trudnej sytuacji materialnej są pełnoprawnymi obywatelami państwa. Ich bierność zmieniła się w aktywność i samoświadomość, rozpoczęli proces renegocjacji własnej pozycji względem władzy. „Argumenty »prawa do miasta« miejskich ruchów społecznych ucieleśniały starania mieszkańców do uznania ich za obywateli, którzy posiadają prawo do praw” – zauważa Holston.


O prawie do miasta pisze również Artur Celiński, który wskazuje na szereg wypaczeń w polskim procesie pogłębiania demokracji. „Konsultacja” i „partycypacja” to dwa modne ostatnio hasła, za którymi kryje się idea uczestnictwa mieszkańców w kształtowaniu miejskiej przestrzeni i w procesie podejmowania decyzji, aczkolwiek często stają się one jedynie pretekstem do działań bardzo fasadowych (władze organizują „konsultacje” z mieszkańcami, by kształtować swój pozytywny wizerunek, chociaż decyzje dawno już zostały podjęte). Autor wyraża nadzieję, że dzięki wykształceniu odpowiednich procedur konsultacja i partycypacja zyskają stałe i należne im miejsce w polskim życiu politycznym. On również jest zwolennikiem tezy, że oddolne ruchy obywatelskie są szansą na zaistnienie tzw. demokracji głębokiej, opartej na szerokim udziale mieszkańców miast w podejmowaniu decyzji dotyczących przestrzeni publicznej.


Jednym z ciekawszych tekstów w „miejskim” bloku tematycznym jest esej Tyrania w Tiranie Joanny Kusiak. Interpretuje ona zmiany, jakie zachodziły w przestrzeni miejskiej albańskiej stolicy. Niegdyś była ona najbardziej odizolowanym od świata miastem socjalistycznej Europy, ponieważ dyktator Enver Hodża usiłował uczynić z niej wcielenie socjalistycznej utopii. Opuszczanie miasta było bardzo utrudnione, surowa cenzura i kontrola korespondencji praktycznie uniemożliwiały dopływ informacji z Zachodu. Rozbudowa miasta była planowana centralnie i oparta na bardzo ścisłych regulacjach. Upadek socjalizmu nastąpił w Albanii nieco później niż w innych krajach byłego Bloku Wschodniego, bo dopiero w roku 1991. To, co stało się potem, można nazwać prawdziwą urbanistyczną eksplozją: Albańczycy masowo migrowali do Tirany, budowali domy bez projektów architektonicznych i na każdym dostępnym skrawku przestrzeni. Zaludnienie zwiększyło się kilkakrotnie, a miasto zaczęło przypominać sen szalonego urbanisty – narzucony ład przeistoczył się w chaos, który można interpretować jako manifestację potrzeby wolności jego mieszkańców. Historia Tirany jest pouczająca, a Kusiak opowiada ją interesująco i z dużym znawstwem tematu. Jej tekst uzmysławia, że miasto to żywy organizm oparty na przepływie ludzi i informacji – wymuszone zahamowanie tego procesu musi prędzej czy później doprowadzić do radykalnego przełomu, gwałtownego pęknięcia sztucznie skonstruowanej tamy.


Chciałabym polecić jeszcze dwa inne artykuły. Pierwszy to Nie pytaj o podpalacza Doroty Piwowarskiej. Autorka (specjalizuje się w antropologii widowisk) z wdziękiem i erudycją interpretuje znaczenie hiszpańskiego Święta Ognia – Las Fallas. Przez samych Hiszpanów bywa ono deprecjonowane, traktowane jako turystyczna atrakcja, lecz wbrew pozorom ma wiele wspólnego z pytaniami o przestrzeń miejską i władzę nad nią. Drugi esej to Polityczne rytuały ekshumacji Marcina Moskalowicza, który gorzko-ironicznie analizuje tak częste ostatnio w naszym kraju praktyki ekshumacji. Autor jest zdania, że tylko pozornie chodzi w nich o prawdę i dziejową sprawiedliwość, bo w rzeczywistości rządzi tu logika rytuału, a ich głównym celem jest ponowne konstytuowanie poczucia zbiorowości.


Na koniec kilka słów o tekście, którego nie mogę pominąć także ze względu na moją osobistą fascynację dwiema pisarkami – Joanną Bator i Tove Jansson. Ta pierwsza w rozmowie z Przemysławem Czaplińskim i Magdaleną Malińską (Czy silne dobro jest możliwe?) opowiada o Piaskowej Górze i Chmurdalii, dwóch znakomitych powieściach połączonych postacią Dominiki Chmury. Rozmówcy zastanawiają się nad nowym dla polskiej prozy rozumieniem narracji, egzystencją nomadyczną i zagadnieniem współczesnej utopii. Z kolei Justyna Czechowska, która przetłumaczyła na język polski kilka niepublikowanych wcześniej opowiadań Janson, polemizuje z postrzeganiem jej wyłącznie jako pisarki książek o Muminkach (Książki do życia niezbędne). Przekonującymi argumentami na poparcie tej tezy są jej dwa zamieszczone w numerze opowiadania: Wielka Podróż i Historia miłosna, które ukazują ją jako autorkę kameralnej, psychologicznej prozy dla dorosłych.


O problematyce miejskiej dużo się dzisiaj mówi, sporo pisze, ale mimo wszystko mogę powiedzieć, że najnowsza „Res Publica Nowa” spełniła moje oczekiwania – jest inspirująca, profesjonalnie zredagowana i po prostu ciekawa. Podobają mi się odrobinę ironiczne grafiki Ady Buchholc, a w szczególności przewrotny rebus zamieszczony na okładce. Trzeba też docenić, że obok autorów znanych i uznanych trafimy także na takich, którzy na swoją „opiniotwórczość” dopiero pracują. I najwyraźniej zapracują, bo już teraz są doskonale przygotowani.

Katarzyna Kantner

Omawiane pisma: „ResPublica Nowa”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
CO SIĘ DZIEJE Z CZASOPISMAMI KULTURALNYMI?
TELEWIZJA EDUKACYJNA
HUMOR – ANTIDOTUM NA WYCZERPANIE I ZATRUCIA

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt