Witryna Czasopism.pl

nr 6 (208)
z dnia 20 marca 2008
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

WSZĘDZIE DOBRZE, ALE W DOMU...

Czarno-białe zdjęcie odbitego w łazienkowym lustrze porcelanowego kubka z dwiema szczoteczkami do zębów (zamieszczonego na okładce ostatniego numeru kwartalnika „Autoportret” 4/2007), czyli jednego z najbardziej osobistych przedmiotów w naszych domach, wprowadza czytelnika w temat „przestrzeni prywatnych”. Jeśli uważniej przyjrzymy się fotografii, odkryjemy, że szczoteczki są takie same, na jednej z nich nie ma śladów użytkowania, a z kubka można by równie dobrze napić się kawy. Wiele przyjemności sprawia próba odgadnięcia, kim jest właściciel – wystarczy odrobina wyobraźni. W ten oto sposób szczoteczka do zębów staje się symbolem tego, co prywatne, bezpiecznego wnętrza domu, wraz ze wszystkimi otaczającymi człowieka przedmiotami. Wygląd naszego domu to prezentacja osobowości, odzwierciedlenie wkomponowanego w nas i tkwiącego od zawsze mikrokosmosu; dom to magazyn naszych sekretów. Kim, na przykład, jest człowiek, którego dom ma kształt litery U, a pomieszczenia dzieli na „pokój muzyki” czy „pokój pracy”? Albo ktoś, kto całe mieszkanie chciałby urządzić na biało i zamiast mebli wstawić zamykane wnęki?


„Ludzie, którym zależy na domu, a ludzie, którym na nim wcale nie zależy”


Tak dzieli społeczeństwo Mario Praz, urodzony w 1896 roku włoski profesor literatury, pasjonat wystroju wnętrz, autor kilku książek na ten temat (m.in. Dom życia). Artykuł otwierający numer to wstęp do jego Filozofii urządzania wnętrz. Dla Praza wygląd domu to nie tylko pewien indywidualny, filozoficzny system, ale też potwierdzenie posiadania estetycznego zmysłu jego właściciela, wrażliwości na obraz i detal. Według Włocha człowiek, który nie lubi domu, nie jest godny zaufania, ta cecha dyskwalifikuje go i jednoznacznie określa jako osobę zdolną do najgorszych czynów. Praz pisze wprost: „Człowiek, który nie ma wyczucia domu i którego nie wzrusza harmonia pięknych wnętrz, jest dla mnie tym, kim dla Szekspira człowiek pozbawiony zmysłu muzycznego – kimś urodzonym dla zdrady, dla oszustwa i rabunków”. Jaka szkoda, że nie przetłumaczono dotąd na język polski całego dzieła – Praz z językową lekkością i ogromnym poczuciem humoru wprowadza czytelnika w tajniki psychologii człowieka, badanej poprzez zamiłowanie do „rachitycznej” secesji czy tandetnych oleodruków. „Pewien mój czcigodny mistrz w uniwersytecie we Florencji mówił z katedry wiele uczonych rzeczy o poezji prowansalskiej. Wisiałem u jego ust. Ale nieszczęsny to był dzień, kiedy przekroczyłem próg jego domu” – przyznaje Praz i jednocześnie deklaruje, że znacznie bliżej mu do tych, którzy wstaną nawet z łoża śmierci, by ustawić krzesło na swoim miejscu.


„Czemu ty znosisz do mieszkania te wszystkie stare graty?”


– zapytał kiedyś Jacka Dehnela ktoś o inicjale W. Dehnel w artykule Skład opisuje źródło swojego umiłowania do gromadzenia, zbieractwa, składowania rozmaitych domowych odpadów kupionych na pchlim targu albo innych dziwnych, pozornie niepotrzebnych przedmiotów, znalezionych gdzieś na podwórkowym śmietniku. Na pytanie W. Dehnel znajduje odpowiedź w odległej przeszłości, na peryferiach rodzinnej historii: skłonność do zagęszczania przestrzeni rzeczami, magazynowania i kolekcjonowania staroci miały dawne pokolenia rodziny pisarza. Stąd też bierze się osobliwy, wszczepiony w umysł wirus, czyniący z człowieka poszukiwacza przegniłych i rozlatujących się skarbów, którymi potem zagraca się swój dom. Artykuł ubarwiają fotografie mieszkania Dehnela – szczególną uwagę zwracają piękna zdobiona półka z siedzącą na niej łysą lalką i okrągły, wielki stół z ustawionym na nim prostokątnym wazonem z kwiatami, srebrną cukiernicą i porcelanową zastawą. Właściwie nic do siebie nie pasuje, a jednak mieszkanie urządzone jest ze smakiem – smakiem osoby, której dobrze ze swym uzależnieniem od przedmiotów i ze zbierackim nałogiem.


„Żeby nie było syfu...”


Robert Konieczny jest współwłaścicielem pracowni architektonicznej KWK Promes, która jako jedyna w Polsce otrzymała miano „nadziei światowej architektury” w rankingu czasopisma „Wallpaper”. Wraz z Marleną Wolnik zaprojektował „Dom aatrialny”, który zdobył nagrodę „House of the Year 2006”, przyznawaną przez portal WorldArchitectureNews.com. W najnowszym „Autoportrecie” znajdziemy bardzo ciekawą rozmowę Doroty Leśniak-Rychlak z Robertem Koniecznym (Nie chcę czegoś takiego w domu) o domu marzeń artysty, rozmaitych pomysłach klientów (którzy na przykład zapragnęli chłodnego domu z betonu i szkła) i nowoczesnym projektowaniu. Trzeba przyznać, że propozycje Koniecznego są fascynujące – czasem przekorne i uwodzicielskie, jak „Dom z ziemi śląskiej”, z przechylonymi piętrami pozbawionymi schodów, z przestrzenią, która wychodzi na zewnątrz dzięki przeszklonym ścianom. Logiczny i uporządkowany wydaje się „Dom z szufladami/otwarty”, skonstruowany z kwadratowych brył, rozmieszczonych i połączonych ze sobą tak, by przypominały pootwierane szuflady. Z kolei nagrodzony „Dom aatrialny” oparto na zaskakującym pomyśle dojazdu usytuowanego pod fundamentami domu, w zagłębieniu. Samochód wjeżdża prosto na parter mieszkania do specjalnie zaprojektowanego atrium. Największe wrażenie optyczne wywiera okrągły działkowy „Dom ślimak”, do którego wejście umieszczono dwa i pół metra pod poziomem ogrodu. Naprawdę warto przeczytać wywiad z pomysłodawcą tych niezwykłych, oryginalnych przestrzeni – on sam chętnie urządziłby wszystko na biało, a przedmioty pozamykał we wnękach, żeby zniknęły „małe bibelociki, półeczki, serduszka, dzbaneczki”..., kierując się praktycyzmem i „żeby nie było syfu”.


„Uchwyceni w sytuacji naturalnej”


W artykule Za wielkim murem, przez kuchenne drzwi... Z czułością o prywatności w Chinach Monika Szmyt opisuje przedsięwzięcie chińskiego artysty Hu Yanga. Zbiór fotografii zatytułowany Shanghai Living przedstawia osoby, które pozwoliły sportretować się w codziennych sytuacjach wewnątrz swych prywatnych mieszkań. Do każdego zdjęcia dołączono informację o wykonywanym zawodzie i krótkie odpowiedzi na trzy następujące pytania: „Jaka jest Twoja obecna sytuacja życiowa?”, „Jakie jest Twoje marzenie/nadzieja?”, „Jakie jest Twoje największe zmartwienie/kłopot?”. Wśród sfotografowanych osób pojawili się m.in.: emeryt, który tęskni za dawnymi narodowymi przywódcami, tancerz, który nie ma czasu na ćwiczenia, urzędnik, prezes zarządu, bezrobotna. Wnętrze pokoju bezrobotnej – całe wyklejone zdjęciami z gazet, reklamami i komiksami – najpierw uderza chaotycznym rozproszeniem, by po chwili, jak trudna układanka, stać się logiczną i jednolitą całością. Z kolei pokój tancerza to miejsce, w którym niełatwo o koncentrację: czarno-biała szachownica podłogi i kołdra o podobnym wzorze, pstrokate zasłony, lodówka naprzeciwko łóżka, w kącie dwie wielkie maskotki, jednym słowem – nadmiar... Czasem zagospodarowana przez nas przestrzeń staje się naszym największym wrogiem. Uwagę zwraca też mieszkanie Li Baili, Kanadyjki, która pracuje jako wydawca medialny i mieszka ze swym chłopakiem Chińczykiem. W miejscu, w którym oboje żyją, króluje kompromis – jest urządzone w sposób gustowny, ale neutralny, nie tradycyjny, ale też nie bardzo nowoczesny, po prostu tak, by każdy czuł się w nim dobrze. To, co urzeka w tych zdjęciach, to prostota i możliwość podpatrzenie tego, z jakim wysiłkiem i pieczołowitością człowiek wyposaża miejsce, w którym mieszka.


Najnowszemu „Autoportretowi” nie sposób przyczepić żadnej łatki – wszechstronnie i znakomicie opisuje zjawisko przestrzeni prywatnej, ukazuje dom nie tylko jako twierdzę i schronienie, ale też miejsce wspólne, a nawet publiczne. Bezpieczeństwo i stabilność, spokój i niezależność to słowa, które kojarzą się z pojęciem domu. Jednak „Autoportret” szerzej traktuje tę definicję, pokazując, czym jest dom dla człowieka z różnych epok i kultur, konfrontując dom z czasem i historią (w jednym z artykułów poruszono problem blokowisk w Europie Środkowej jako przestrzeni służącej władzy komunistycznej do nadzoru i kontrolowania prywatności). Obok wymienionych tekstów w krakowskim kwartalniku można odnaleźć historię słynnego stylu urządzania wnętrz zwanego biedermeier (od nazwiska wiejskiego nauczyciela wymyślonego przez dwóch literatów), zajrzeć przez okno do polskich mieszkań lat 60. i 70., podziwiać monumentalność domu w kształcie litery „U” szwajcarskiego architekta Petera Zumthora i odkryć tajemnicę sukcesu demokratycznej Ikei. Albo ponownie zajrzeć do Domu Muminków, który zasłynął w okolicy solidnie zbudowanym piecem kaflowym...

Gorąco polecam!

Iga Dzieciuchowicz

Omawiane pisma: „Autoportret”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
I ZNOWU GRABAŻ, ZNOWU LITERÓWKI
O TYM, DLACZEGO CZYTELNICY I WYDAWCY POWINNI POSŁUCHAĆ MARSZAŁKA PIŁSUDSKIEGO
felieton__EDYP

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt