Witryna Czasopism.pl

nr 14 (192)
z dnia 20 lipca 2007
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

OCH, BIENNALE, BIENNALE…

Naszedł czas wakacji, wypoczynku i – przynajmniej dla niektórych – oglądania sztuki współczesnej. Ten rok jest szczególnie bogaty w wielkie imprezy. 10 czerwca otwarto Biennale Sztuki w Wenecji. W następnych dniach nastąpiły kolejne otwarcia: „Documenta 12” w Kassel, „Skulptur projekte” w Münster.

W takiej sytuacji nie można się dziwić, że zaroiło się od omówień, recenzji, rozmów. Najpierw w gazetach codziennych i tygodnikach – ich liczba zadziwiała. Dorota Jarecka w toczącej się obecnie na łamach „Tygodnika Powszechnego” dyskusji o miejscu sztuki współczesnej w Polsce zauważyła: „Tu nastąpiła zmiana na lepsze. Dzisiaj nie jest niczym nadzwyczajnym to, że w dziennikach i tygodnikach czyta się relacje z Biennale w Wenecji i z Documenta w Kassel. Trudno sobie wyobrazić poważną gazetę bez wysłannika w tych ważnych dla sztuki miejscach” (Widzę różnicę, „Tygodnik Powszechny”, 15 lipca 2007).

Natomiast Piotr Bernatowicz z nadzieją ogłosił w najnowszym numerze „ARTeonu” (nr 7/2007): „Wielkie wystawy, a może otoczka towarzyszących im kronik towarzyskich, skłaniają do refleksji nie tylko nad stanem współczesnej sztuki (ta refleksja przyjdzie później), ale nad społecznością, która tę sztukę tworzy, pokazuje i o niej pisze”. Nie wszystkich. Niektórych recenzentów bardziej przejęły stroje, jakie zobaczyli na otwarciach tych ogromnych pokazów, niż prezentowana sztuka, nie mówiąc już o dywagacjach na temat ludzkiej kondycji. A może jednak zdarzyło się tam coś więcej niż tylko możliwość obejrzenia sukni, w której Tracey Emin wystąpiła na otwarciu swej wystawy w Wenecji? Ale dość tych złośliwości.

Chwilę po tych prasowych relacjach pojawiły się teksty obszerniejsze, bardziej specjalistyczne, chociaż pisane na szybko i zbierające jedynie pierwsze wrażenia. O tym, że może to być ciekawa lektura, przekonamy się, gdy zajrzymy do internetowego wydania „Obiegu” (www.obieg.pl), w którym swoje relacje z Wenecji spisali już: Monika Branicka, Justyna Kowalska, Małgorzata Ludwisiak, Adam Mazur, Kaja Pawełek, Kuba Szreder, Joanna Zielińska. Powstał przegląd bardzo różnorodny – wystarczy porównać chociażby opinie o pracach Sophie Calle, zaprezentowanych w pawilonie francuskim: od słów pełnych zachwytu po grymas znudzenia. Z wieloma sądami trudno się zgodzić. Łatwość wystawiania ocen może być irytująca, ale czytelnik przynajmniej nie powinien się nudzić.

Zostańmy jednak przy pismach wydawanych tradycyjnie na papierze. We wspomnianym już lipcowym numerze „ARTeonu” znalazły się aż dwa teksty o Biennale w Wenecji. Justyna Ryczek przedstawia dzieje tej imprezy (Świat poza sztuką – Biennale w Wenecji). To bardzo skrótowa relacja z ponad stuletniej historii Biennale. Przedstawienie podobnej relacji na pewno nie należy do łatwych zadań, bo popaść w banał tu łatwo. Autorka nie poddaje się łatwemu wyrzekaniu, jak to często ma miejsce w Polsce. Jedni krytykują Wenecję za staroświecką formułę, za przywiązanie do widzenia sztuki przez narodowe okulary (to jedyne takie miejsce, gdzie obowiązuje podział na narodowe reprezentacje). Drudzy ganią ją za wystawianie sztuki niezrozumiałej, pogoń za modami czy też za uleganie politycznym i ideologicznym presjom. Wszyscy za to jednogłośnie prześcigają się w smaganiu imprezy za snobizm. Jedni i drudzy nie wyobrażają jednak sobie, że mogliby nie pojawić się na otwarciach, na tych wszystkich celebrowanych prezentacjach, na które zwykła publiczność nie ma wstępu.

„Dzisiaj obok weneckiego biennale istnieje sporo podobnych wydarzeń, ale Wenecja dla wszystkich stanowi punkt odniesienia. Biennale w Wenecji poprzez swoją historię, pielęgnowaną, ale nie ograniczającą, konsekwentne osadzenie w społecznym świecie, to coś więcej niż tylko prezentacja prac artystycznych. To rodzaj manifestacji przyjętego świata.” – pisze Justyna Ryczek. I dodaje dalej: „Śledząc historię tego biennale, widzimy historię świata, obalanie starego porządku, pojawianie się nowego. Opowieść tworzą podkreślane fakty, jak przyznanie pierwszej nagrody amerykańskiemu artyście, otwarcie na młodych czy pierwsze kuratorki kobiety. W tym roku także mamy ważne wydarzenie – po raz pierwszy kuratorem Biennale w Wenecji został Amerykanin [Robert Storr – P.K.]. To nie są informacje dotyczące wyłącznie sztuki, to również zapis przemian naszej mentalności. Dlatego co dwa lata odwiedzamy Wenecję, by po raz kolejny dotknąć świata przez sztukę.”

Nie jest rzeczą prostą uporanie się z tym „imperium sztuki”, by użyć określenia Jarosława Lubiaka z wcześniejszego, majowego wydania „ARTeonu”. W tym roku można oglądać twórczość artystów z 77 krajów, kilkadziesiąt pawilonów narodowych, wreszcie główną wystawę „Think with the Senses – Feel with the Mind. Art in the Present Tense” („Myśl zmysłami, czuj rozumem. Sztuka w czasie teraźniejszym”) przygotowaną przez Roberta Storra i zbierającą dzieła blisko 100 twórców ze wszystkich kontynentów. Do tego należy dodać ponad 30 innych prezentacji sztuki towarzyszących Biennale.

Jednak Oldze Miłogrodzkiej udało się dostrzec to, co w polskich racjach było marginalizowane (Prowincje imperium – 52. Biennale w Wenecji). Odkryciem tegorocznego Biennale Sztuki w Wenecji miała być sztuka afrykańska. Wystawa „Check List Luanda Pop” to pierwsza tak duża ekspozycja poświęcona sztuce z tej części świata. Dodatkowo stanowi integralną część głównej ekspozycji, co podkreśla jej znaczenie. Gest Storra – jak zauważa Olga Miłogrodzka – „to nie tylko akt rozpoznania i skierowania uwagi na obszary pominięte i zapomniane. To znacznie więcej – to danie im możliwości samodzielnej wypowiedzi”. Cytuje też w swym tekście słowa jednego z kuratorów tej wystawy, Simona Njami: „to ważny moment, w którym Afrykanin wreszcie korzysta nie tylko z przywileju bycia widzialnym, ale z możliwości samodzielnego patrzenia na siebie samego”.

Być może polscy odbiorcy nadal zbyt skupieni się na naszym środkowoeuropejskim podwórku? Temu pomijaniu i lekceważeniu sztuki afrykańskiej towarzyszyły przecież bardzo wnikliwe i ciekawe uwagi na temat twórczości z Litwy, Serbii, Rumunii czy Węgier.

W „ARTeonie” obok tekstów na temat Wenecji znalazł się artykuł Moniki Szmyt na temat Biennale w Szanghaju (Orientalne targowisko (p)różności). To ciekawe zestawienie, tym bardziej że w poznańskim Muzeum Narodowym można do końca lipca oglądać wystawę „Asian Attitude”. Wielu artystów na niej pokazanych brało udział w kolejnych edycjach szanghajskiej imprezy.

Jak zauważa autorka, to Biennale „jest wyrazistym przykładem stosowania przez państwo praktyk angażujących sztukę współczesną w oficjalną reprezentację. Jednocześnie stanowi ilustrację tendencji włączania tejże sztuki, paradoksalnie dla takiej formuły prezentacji nieoficjalnymi trajektoriami, w nurt globalny. ‘Bycie pomiędzy’ tym, co oficjalne i nieoficjalne oraz globalne i lokalne, centralne i peryferyjne, wschodnie i zachodnie, jako przekleństwo rzucone na sztukę azjatycką, spełnia się w czasie szanghajskich spotkań.” Porównanie obu biennale jest bardzo pouczające. U powołania obu stała polityka. I oba próbują się z nią zmierzyć.

Paweł Kompanicki

Omawiane pisma: „ARTeon”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
CZARNO NA BIAŁYM: „PISMO O NOWEJ LITERATURZE”
HA!ART, CZYLI O KRAKOWSKIEJ PRZYBUDÓWCE PEWNEGO RADIA Z IDEAŁAMI
Semeniszki w Europie Środkowo-Wschodniej

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt