Witryna Czasopism.pl

nr 13 (191)
z dnia 5 lipca 2007
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

DOPASUJ CÓRKĘ DO TATUSIA...

Od kilku miesięcy magazyn psychologiczny „Charaktery” krąży wokół tematów związanych z płcią. Był już numer poświęcony kobietom, a dokładnie relacji matek i córek, później ukazał się numer o mężczyznach. W majowym wydaniu magazynu znalazł się tekst Ewy Szperlich, poświęcony znaczeniu ojca w wychowaniu syna, w numerze bieżącym czytamy natomiast o roli, jaką ojciec odgrywa w wychowaniu córki. Redakcja konsekwentnie i cierpliwie podsuwa czytelnikom wymienione zagadnienia. Zamiast „raz, a porządnie”, zastosowana tu została strategia „po trochu, ale często”. W związku z tym na próżno szukać w „Charakterach” (nr 7/2007) wyczerpującego kompendium wiedzy o współczesnych poglądach na płeć. Autorzy artykułów pomijają milczeniem wcale już przecież nie nowy ani nie rewolucyjny podział na sex i gender, a i cytowane badania nie są najaktualniejsze. Nie jest to, co prawda, pismo naukowe, ma ono raczej przybliżać wiedzę psychologiczną niewykwalifikowanemu w tej dziedzinie odbiorcy. Tyle że – jak się w praktyce okazuje – to, co najpopularniejszy polski magazyn psychologiczny swoim czytelnikom „do wierzenia” podaje, jest czasem bardzo powierzchowne. Albo już dawno odkryte i przegadane...

W artykule Moje serce zależy od tatusia Wiesława Łukaszewskiego i Julii Boguszewskiej przeczytamy o wpływie miłości ojcowskiej lub jej braku na kształtowanie się życiowej postawy córki. Zarówno ojciec, jak i córka, mają wobec siebie pewne oczekiwania. „Większość ojców chce, aby ich Mariolka była grzeczną dziewczynką, aby się dobrze uczyła, aby wystrzegała się złego towarzystwa. Aby na zawsze pozostała dobrą, cnotliwą osóbką. Buzia w ciup i rączki w małdrzyk.” – piszą autorzy. To ojcowskie marzenie o córce bez charakteru tłumaczą chęcią uniknięcia kłopotów, bo „ludzie nijacy – jak wiadomo – problemy sprawiają rzadko.” Córki tymczasem oczekują od swoich ojców miłości, zaufania, opieki, uznania tego, kim są i docenienia tego, co robią. Pragną widzieć ich silnymi, mądrymi, wyjątkowymi, godnymi szacunku. Od nich chcą dowiedzieć się, jak powinna wyglądać wzorcowa relacja mężczyzny i kobiety. Jednak o ile córki zdają sobie sprawę z oczekiwań ojców, o tyle ojcowie w ogóle nie znają oczekiwań córek, a czasem nawet nie próbują ich poznać. Wiąże się to z kształtowaniem się u córek różnych destruktywnych postaw. Na przykład, gdy ojciec nie zapewni córce oczekiwanego bezpieczeństwa i zaufania, może sprawić, że będzie ona przyjmować w dorosłym życiu „postawę pionka”, bezradnego i niesamodzielnego. Ten, który szuka w córce partnerki albo przyjaciółki, przyczynia się do tego, że będzie ona w każdym mężczyźnie poszukiwać ojca, którym on nie umiał być.

O relacji ojca i córki na różnych etapach życia pisze Julita Wojciechowska (Bo do dziecka trzeba dwojga). Podstawowe zadanie, jakie powinien wypełnić ojciec, polega na wprowadzeniu dziecka w świat. Im wcześniej to nastąpi, tym lepiej, gdyż „dzieci, którymi od najwcześniejszych lat opiekuje się ojciec, są później aktywne, zainteresowane światem zewnętrznym i posiadają bardziej uwewnętrznione poczucie kontroli w porównaniu z dziećmi wychowywanymi w pierwszych latach wyłącznie przez matki”. Ważna jest wspólna zabawa, podczas której córka uczy się „wchodzenia w relacje oparte na rywalizacji, sile, nabiera przekonania o swojej fizycznej sprawności.” Dużą rolę odgrywa aktywne towarzyszenie ojca w szkolnej edukacji córki. Jego zainteresowanie może przyczynić się do tego, że córka będzie odnosiła znacznie większe sukcesy niż jej koleżanki nieobdarzone uwagą swoich ojców. Wojciechowska podkreśla rolę ojca w kształtowaniu kobiecego poczucia pewności siebie. Jeśli córka nie otrzymała od ojca potwierdzenia swojej kobiecości, za wszelką cenę będzie starała się znaleźć je w związkach z mężczyznami, często bezskutecznie.

Różne modele relacji ojców i córek przedstawia Ewa Szperlich w artykule Tatusiowe księżniczki i kopciuszki. Autorka przygląda się najpierw sytuacji, w której ojciec jest dla swojej małej córeczki Pierwszym Ukochanym. Od sposobu, w jaki zareaguje na zaloty dziewczynki, zależy dalszy rozwój jej kobiecości: „To ojciec właśnie powinien otworzyć serce córki, stanowić wzór mężczyzny budzącego szacunek, zasługującego na to, by go pokochać pierwszą niespełnioną miłością.” Ważne jest również to, jak ojciec odnosi się do córki w okresie dojrzewania, czyli wtedy, gdy ona najbardziej potrzebuje jego aprobaty i miłości. Częstym problemem jest, jak pisze Szperlich, odsuwanie się ojców – przestraszonych swoimi nowymi reakcjami – od dorastających córek. Bardzo pożądane w tym czasie byłoby przyjęcie przez ojca roli przewodnika po męskim świecie, nauczenie córki wchodzenia w zdrowe, partnerskie relacje z mężczyznami. Nie uda się to jednak ojcu, który nie jest dobrym partnerem dla swojej żony, matki swojej córki.

Ewa Szperlich przygląda się również mitowi córki Małej Księżniczki. Pozornie ojciec zaspokaja wszelkie potrzeby emocjonalne, daje dziewczynce poczucie bezpieczeństwa i wyjątkowości. Jednak zamiast wychowywać, rozpieszcza, „psuje” ją, w wyniku czego z Małej Księżniczki wyrasta „nietolerancyjna, nazbyt wymagająca, nieakceptująca słabostek i ułomności swych partnerów” kobieta. Przeciwieństwem Małej Księżniczki jest Córka despoty. Apodyktyczny, wrogi, nadmiernie wymagający i kontrolujący ojciec sprawia, że dziewczynka wyrasta na kobietę nieśmiałą i zalęknioną. Piętno na życiu córki wyciska również ojciec „duch”, czyli taki, który – chociaż fizycznie obecny – nie nawiązuje z nią bliskich relacji, jest zamknięty w sobie, chłodny, obojętny. Córka takiego ojca obarcza siebie winą za brak porozumienia, jako dorosła kobieta żyje w strachu przed opuszczeniem przez partnera. Nie mniejszą krzywdę wyrządza córce ojciec słabeusz, niewywiązujący się z męskich ról, nieudolny, uległy i podporządkowany żonie we wszystkim, pozbawiony celów i pragnień. Nie zapewnia on córce wsparcia, nie jest w stanie jej poradzić, pomóc. Kiedy dziewczyna dorasta, „wiąże się zazwyczaj z mięczakiem, by kontynuować znany sobie schemat, polegający na wiecznej opiece i podpieraniu słabeusza.”

Jaki zatem powinien być ojciec, by jego córka mogła stać się szczęśliwą, spełnioną i zdrową kobietą? Autorka tekstu odpowiada: „Dostępni, wrażliwi, odpowiedzialni ojcowie wyposażają swoje córki w najlepszy posag: w dojrzałość i akceptację siebie. Dzięki temu jako kobiety znajdują one dojrzałych i akceptujących partnerów, a mądrzy ojcowie, mimo różnych emocji, cieszą się z tego i pozwalają córkom odejść”.

Lekturę „Charakterów” zakończyłam z poczuciem niedosytu i pewnej nieprzekładalności teorii na życie. Nie wiem, na ile zamieszczone tezy sprawdzają się w przypadku jedynych córek swoich ojców. Wiele treści numeru sprawdzałam na sobie i swoich dwóch siostrach. Jak to możliwe, że mając tego samego ojca, jesteśmy tak bardzo inne, tak różnie postrzegamy świat i budujemy swoje relacje z ludźmi (nie tylko z mężczyznami)? Sama sobie odpowiadam, że pewnie dochodzą tu inne mechanizmy, a to syndrom starszej siostry, a to kompleks dziecka średniego, a to z kolei indywidualne, wrodzone predyspozycje... To oczywiście truizm, ale jesteśmy nieco bardziej skomplikowani i spośród wielu czynników nigdy do końca nie wiadomo, który najmocniej zadziała. Mój zarzut wobec „Charakterów” – za dużo uproszczeń, szufladek i etykietek. A nawet stereotypów: czy naprawdę jedynym wskaźnikiem dojrzałości i mądrości kobiety jest umiejętność wchodzenia w zdrowe związki z mężczyznami? Czy akceptacja siebie i odpowiedzialność to cechy pożądane tylko w relacjach damsko-męskich? Poza tym nie lubię teorii deterministycznych. Rozumiem, że są pewne mechanizmy, które mają wpływ na rozwój człowieka, wierzę jednak w zawsze otwarte furtki, którymi można wyjść z zaklętego kręgu przyczyn i skutków, by pójść inną drogą, biorąc odpowiedzialność za swoje życie. Wiesław Łukaszewski i Julia Boguszewska w ostatnim akapicie swojego artykułu piszą: „Sądzimy, że nieobecność ludzi ważnych zawsze jest dotkliwa. Spotykamy kobiety opuszczone przez ojców. Wiele z nich czuje się zdradzone. (...) Wiele nie potrafi ojcu wybaczyć. Niejedna z tych kobiet jest pełna złości. Niektóre utraciły zaufanie do mężczyzn i pełne są wobec nich podejrzeń. (...) Znamy wiele opowieści o losach takich kobiet, ale są one zbyt osobiste, aby je przytaczać.” Szkoda. Moim zdaniem kompetentna analiza konkretnych, autentycznych historii przyniosłaby więcej dobrego niż przytaczanie amerykańskich badań i danych statystycznych czy też budowanie teoretycznych modeli. Tymczasem dokonują jej różnej maści pseudo-psychologowie w rubrykach Z życia wzięte na łamach kolorowych pisemek.

Agnieszka Sieńkowska

Omawiane pisma: „Charaktery”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
TEATR SWÓJ WIDZĘ POTWORNY…
CZARNE KONTRA JASNE, CZYLI FILMOWE BARWY GDYNI
MAŁOLETNI TRZYDZIESTOLETNI

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt