Leni Riefenstahl sporo można było zarzucić, ale na pewno nie można jej odmówić talentu i kreatywności. Kiedy ogląda się niemiecki dokument Potęga obrazu, poświęcony jej osobie i twórczości, to z podziwem patrzy się na starszą (już po dziewięćdziesiątce) panią filmującą podwodne pejzaże – żeby móc zdobyć w latach 70. uprawnienia płetwonurka sfałszowała metrykę. I zabawne jest oglądanie artystki, gdy ta, oburzona przytoczonym przez dziennikarza fragmentem pamiętnika Goebbelsa, z którego wynika, że była jego kochanką – niemal rzuca się na rozmówcę z pięściami. Ale jest jeszcze inna Leni, ta na fotografii zrobionej w Polsce, w miasteczku Końskie, we wrześniu ’39: przerażona kobieta, wpatrzona w punkt poza kadrem, a obok niemieccy żołnierze. Wokół tego zdjęcia i wydarzenia stworzono legendę. Reżyserka, mając do dyspozycji specjalną ekipę filmową, pojechała z niemieckim wojskiem dokumentować jego tryumf, tymczasem właśnie w tym mieście była świadkiem strzelania do polskich cywili. Jak wspomina w swoich pamiętnikach, właśnie wydanych u nas, zaprotestowała, odwołując się do powinności i honoru niemieckich żołnierzy, na co jeden z nich wycelował w nią swoją broń i wtedy zrobiono jej pamiętne zdjęcie. Reżyserka mija się z prawdą twierdząc, że cała akcja była odwetem na Polakach, partyzantach, którzy jakoby zabili grupę niemieckich żołnierzy i zmasakrowali ich ciała, chociaż, z drugiej strony, chyba nie spodziewała się, że będą ich witać kwiatami... Ta naiwność widoczna jest też później, kiedy wstrząśnięta Leni wraca do Berlina, opowiada o całym zajściu, a Hitler obiecuje ukarać winnych i daje słowo, że polskim cywilom nic się nie stanie. Może to naiwność, może kalkulacja, chęć pokazania siebie w dobrym świetle, tym bardziej, że reżyserka często twierdziła, jakoby długo nic nie wiedziała o nazistowskich zbrodniach – tylko czy w Niemczech lat 30. można było być artystą zamkniętym w wieży z kości słoniowej?
Reżyserska filmografia Leni Riefenstahl ilościowo jest raczej skromna, co kogoś nieinteresującego się kinem, może nieco zdziwić, kiedy bowiem tego lata artystka umarła (w wieku 101 lat!) media, donosząc o tym, mówiły o śmierci czołowej propagandzistki nazizmu, nadwornego filmowca Hitlera, etc. Tylko (?) dwa pełnometrażowe dokumenty – Triumf woli i Olimpiada – dały jej pozycję najważniejszego reżysera III Rzeszy. Dlaczego? Ponieważ były dobre, bo – cytując jednego z moich wykładowców – „baba czuła kamerę jak mało kto.” I dlatego reżyserka, mając na koncie film o zjeździe NSDAP w Norymberdze i olimpiadzie w Berlinie, po wojnie miała większe problemy niż jej kolega po fachu, Veit Harlan, autor obrzydliwie antysemickiego filmu Żyd Süss.
Oglądanie dzisiaj Triumfu woli skłania do smutnego wniosku, że nazizm musiał wtedy zwyciężyć – filmowa wizja jest szalenie sugestywna i ówczesnym widzom zapewne nie pozostawiała wątpliwości, że przyszłość z Führerem jest świetlana. Jednocześnie, pewnie bardziej niż w Olimpiadzie, rzuca się w oczy inscenizacja, sztuczność ekranowej rzeczywistości, tak jakby pokazywani sportowcy sprowadzeni byli do ciał, ciał doskonałych. Tak, jak poniekąd, sama Leni, o czym pisze w grudniowym „Kinie” Andrzej Gwóźdź.
Kult ciała, czyli Leni Riefenstahl, to esej mniej skupiony na twórczości niemieckiej reżyserki, a bardziej na niej jako prekursorki fitness i body building, choć te sfery – jak pokazuje autor – przenikają się. Na początku była gimnastyka, do której Leni zachęcał ojciec i to na długo zanim sport stał się narzędziem nazistowskiego wychowania. Potem był taniec – też raczej jako wyczyn niż sztuka. I free climbing, czyli wspinaczka bez asekuracji, jaką reżyserka uprawiała nie znając jej dzisiejszej nazwy. Swoje umiejętności alpinistyczne (z aktorskimi było gorzej) wykorzystywała w filmach górskich realizowanych przez Arnolda Fancka, reżysera, ale przede wszystkim kierownika alpejskich eskapad. Legendarna jest opowieść o tym, jak Fanck, chcąc nakręcić scenę schodzenia lawiny, przywiązał aktorkę do skały i spokojnie filmował, podczas gdy ją naprawdę zasypywały zwały śniegu… A Leni realizowała jego pomysły bez sprzeciwu, bez stereotypowej kobiecej histerii. Bo nie była stereotypową kobietą i robiła wszystko, żeby nią nie zostać – autor pisze, że te ekstremalne wyczyny były ceną, jaką płaciła za wpisanie swojego ciała w obręb męskiej cielesności. I utwierdzenie swojej pozycji w męskim świecie. Efektem tego, jak przekonuje Gwóźdź, jest wizja kobiecości w jej filmach – kobiety to tło, chór klakierek. Sama Leni modyfikowała swój wizerunek i ze sportsmenki, reklamującej najnowszy fason stroju gimnastycznego, stała się damą zachwalającą krem. I Leni, już reżyserka, aseptyczny kontrapunkt nieczystej (i niewiernej wobec Rzeszy) Marleny Dietrich, wyemancypowana kobieta, z dżokejką na głowie, we flanelowych spodniach, która na berlińskim stadionie wydaje dyspozycje co do ustawienia kamer. I pewnie chętnie stanęłaby w szranki z zawodnikami, może nie bez powodzenia.
Ciało zawsze w pełni kontrolowane, łączące naturalność z perfekcją – jak widać Leni Riefenstahl te same idee wcielała (nomen omen) w życie i sztukę. Jak pisze Andrzej Gwóźdź – jeśli bodybuilding jest próbą nieustannej ekspozycji ciała, rewindykacji wieczności przez iluzję młodości, to reżyserka jest tego doskonałym przykładem. Pewnie dzięki temu żyła długo i zapewne miała dosyć okazji do rozmyślań nad niebezpiecznymi związkami sztuki i polityki, bo cóż z tego, że w zdrowym ciele zdrowy duch, skoro atmosfera zatruta…
wersja do wydrukowania
- zobacz w najnowszym wydaniu:
- Może się zacznie robić ciekawie…
- Ukąszenie popowe
- Co myśli dziewczyna, która unosi sukienkę?
- „Dlatego” bardziej „Tylko Rock”
- Rokendrol w państwie pop
- KAKTUS NIE Z TEJ CHATKI
- POTOP POP-PAPKI
- WIĘCEJ NIŻ DWA ŚWIATY
- Czas kanibalów
- Przystanek „Paryż”
- Spodziewane niespodzianki
- Złudny i niebezpieczny
- Faszyzm czai się wszędzie
- OD KOŃCA DO POCZĄTKU
- O muzyce do czytania i gazecie do słuchania
- Dreptanie wokół czerwonej zmory
- Rozkoszne życie chełbi
- Emigranci, krytycy i globalizujące autorytety
- Zielono mi
- Roczniki siedemdziesiąte?
- Od rytuału do boiska piłkarskiego
- O potrzebie rastryzmu
- Sen o Gombrowiczu
- Pozytywnie
- Manewry z dźwiękami
- Kochajmy zabytki (czasopiśmiennictwa) – tak szybko odchodzą
- Co tam, panie, na Litwie?
- Literatura – duch fartowny czy hartowny?
- Nostalgiczne klimaty
- Wyostrzony apetyt
- Szanujmy wspomnienia
- Papier kontra ekran
- Nie zagłaskać poety
- Papier czy sieć?
- Rutynowe działania pism fotograficznych
- Papiery wartościowe
- Kolesiowatość
- MODNA MUZYKA NOSI FUTRO
- Semeniszki w Europie Środkowo-Wschodniej
- Zimowa trzynastka
- Popkultura, ta chimeryczna pani
- Patron – mistrz – nauczyciel?
- Rita kontra Diana
- Słodko-gorzkie „Kino”
- O produkcji mód
- Gorące problemy
- GDY WIELKI NIEMOWA PRZEMÓWIŁ
- Bigos „Kresowy”
- W TONACJI FANTASY Z DOMIESZKĄ REALIZMU
- KRAJOBRAZ MIEJSKI
- Z DOLNEJ PÓŁKI
- KINO POFESTIWALOWE
- MATERIALNOŚĆ MEBLI
- ŹLE JEST…
- NOSTALGIA W DRES CODZIENNOŚCI UBRANA
- MŁODE, PONOĆ GNIEWNE
- WIEDEŃ BEZ TORTU SACHERA
- JAZZ NIE ZNA GRANIC
- WIDOK ŚWIATA Z DZIEWIĄTEJ ALEI
- KINO I NOWE MEDIA
- PO STRONIE WYOBRAŹNI
- AMERYKAŃSKIE PSYCHO
- CZEKAJĄC NA PAPKINA
- MUZYKA, PERWERSJA, ANGIELSKI JĘZYK
- SZTUCZNE CIAŁA, CIAŁA SZTUKI
- IKONY, GWIAZDY, ARTYŚCI
- MÓWIENIE JĘZYKIEM TUBYLCÓW
- CZAS OPUŚCIĆ SZKOŁĘ
- MAŁA, UNIWERSALNA
- Baronowie, młodzi zahukani i samotny szeryf
- ROZBIĆ CODZIENNOŚĆ, ALE NAJPIERW JĄ WYTRZYMAĆ
- TECHNO, KLABING, REKLAM CZAR
- NASZE ULICE
- Z SOPOTU I Z WIĘCBORKA
- KRAJOBRAZ PO GDYNI
- O TZW. WSZYSTKIM – W „POZYTYWNYM” ŚWIETLE
- KOMPUTER DO PODUSZKI?
- NA USŁUGACH CIAŁA
- WALLENROD Z KOMPLEKSAMI
- PARADA STAROŚCI
- INKOWIE A SPRAWA POLSKA
- CZAROWNYCH CZAROWNIC CZAR
- POSZUKIWACZE ARCHITEKTURY OBIEKTYWNEJ
- 2002 W KINIE
- GADKI KONIECZNIE MAGICZNE
- Widoki z pokoju Morettiego
- NIE REWOLUCJA, CHOĆ EWOLUCJA
- CZAR BOLLYWOODU
- ALMODOVAR ŚWINTUSZEK, ALMODOVAR MORALISTA
- NIEJAKI PIRELLII I TAJEMNICA INICJACJI
- W BEZNADZIEJNIE ZAANGAŻOWANEJ SPRAWIE
- GANGSTERZY I „PÓŁKOWNICY”
- WYRODNE DZIECI BACONA
- CO TY WIESZ O KINIE ISLANDZKIM?
- BYĆ JAK IWASZKIEWICZ
- MŁODY INTELIGENT W OKOPIE
- O PRAWDZIWYCH ZWIERZĘTACH FILMOWYCH
- JEDNI SOBIE RZEPKĘ SKROBIĄ, DRUDZY KALAREPKĘ
- ZJEŚĆ SERCE I MIEĆ SERCE
- DON SCORSESE – JEGO GANGI, JEGO FILMY, JEGO NOWY JORK
- PONIŻEJ PEWNEGO POZIOMU… ODNOSZĄ SUKCES
- ANTENOWE SZUMY NOWE
- BOOM NA ALBUM
- O BŁAZNACH I PAJACACH
- EKSPRESJA W OPRESJI
- BARIERY DO POKONANIA
- UWAŻAJ – ZNÓW JESTEŚ W MATRIKSIE
- NATURA WYNATURZEŃ
- ZABAWNA PRZEMOC
- DLATEGO RPG
- WIEKI ALTERNATYWNE
- CZARODZIEJ MIYAZAKI
- DYLEMATY SZTUKI I MORALNOŚCI
- WYMARSZ ZE ŚWIĄTYNI DOBROBYTU
- MUZA UKRYTA I JAWNE PRETENSJE
- BO INACZEJ NIE UMI…
- PORTRET BEZ TWARZY
- BYĆ ALBO NIE BYĆ (KRYTYKIEM)
- MODLITWA O KASKE
- ZA KAMERĄ? PRZED KAMERĄ?
- CZY PAN KOWALSKI POJEDZIE DO WARSZAWY?
- OSTALGIA, NOSTALGIA, SOCNOSTALGIA
- TORUŃSCY IMIGRANCI
- OFFOWA SIEĆ FILMOWA
- BO TO ZŁA KOBIETA BYŁA...
O femme fatale i innych mitach
- Z GAŁCZYŃSKIM JAK BEZ GAŁCZYŃSKIEGO
- KONFERANSJERKA
- CZYTANIE JAKO SZTUKA (odpowiedź)
- BERLIŃSKIE PRZECHADZKI
- GRY WOJENNE
- WYDZIELINY NADWRAŻLIWOŚCI
- ŚMIERĆ ADAMA WIEDEMANNA (polemika)
- MIĘDZY MŁOTEM A KILOFEM
- DEMONTAŻ ATRAKCJI
- POPATRZEĆ PRZEZ FLUID
- W CIENIU ZŁOTYCH PALM
- 3 X L – LIBERATURA, LESBIJKI, LITERNET ALBO LOS, LARUM, LITOŚĆ
(a do tego: pracy precz!)
- WSZYSCY Z HRABALA
- NA CZYM GRASZ, CZŁOWIEKU?
- FILM W SZKOLE, SZKOŁA W FILMIE
- MARTWA NATURA Z DŹWIGIEM
- ROGI BYKA, NERWICE I ZIELONY PARKER
- ZMIERZCH MIESIĘCZNIKÓW
- CZARNOWIDZTWO – CZYTELNICTWO
- DALEKO OD NORMALNOŚCI
- NIE-BAJKA O ODCHODACH DINOZAURA
- ŁYDKA ACHILLESA
- DLACZEGO KOBIETY WIĘCEJ…?
- LIBERACKI SPOSÓB NA ŻYCIE
- PRORADIOWO, Z CHARAKTEREM
- KOSZMAR TEGOROCZNEGO LATA
- KRAKOWSKIE FOTOSPRAWY
- PROBLEMY Z ZAGŁADĄ
- CZAS GROZY
- KOMU CYFRA?
- APIAT’ KRYTYKA
- NASZA MM
- UWIERZCIE W LITERATURĘ!
- W POSZUKIWANIU UTRACONEJ TOŻSAMOŚCI
- ZA GÓRAMI, ZA DECHAMI…
- FRAZY Z „FRAZY”
- TARANTINO – KLASYK I FEMINISTA?
- UTRACIĆ I ODZYSKAĆ MATKĘ
- WIELE TWARZY EUROCENTRYZMU
- IRAK: POWTÓRKA Z LIBANU?
- NIEPOKOJE WYCHOWANKA KOMIKSU
- I FOTOGRAFIA LECZY
- STANY W PASKI
- MIĘDZY MŁOTEM RYNKU A KOWADŁEM SENSU
- POŻYTKI Z ZAMKNIĘTEJ KOPALNI
- CZACHA DYMI...
- DYSKRETNY UROK AZJI
- PODZIELAĆ WŁASNE ZDANIE
- FORUM CZESKIEGO JAZZU
- NADAL BARDZO POTRZEBNE!
- KONTESTACJA, KONTRKULTURA, KINO
- PIĘKNE, BO PRZEZROCZYSTE
- DEKALOG NA BIS
- SPAL ŻÓŁTE KALENDARZE
- WYBIJA PÓŁNOC?
- A PO KAWIE SADDAM
- TRZECIE OKO
- ANGLIA JEST WYSPĄ!
- CHASYDZKI MCDONALD JUDAIZMU?
- PEJZAŻE SOCJOLOGICZNE
- SZTUKA CODZIENNOŚCI SZUKA
- PASJA
- KOGO MASUJĄ MEDIA?
- DWAJ PANOWIE A.
- NOWA FALA Z ZIARENEK PIASKU
- ULEGANIE NA WEZWANIE
- BERLIN PO MURZE
- I WCZORAJ, I DZIŚ
- MOJE MIASTO, A W NIM...
- WYNURZAJĄCY SIĘ Z MORZA
- TYLKO DLA PAŃ?
- TAPECIARZE, TAPECIARKI! DO TAPET!
- NIE TAKIE POPULARNE?
- FOTOGRAF I FILOZOF
- MODNIE SEKSUALNA RITA
- KONTAKT Z NATURĄ KOLORU
- MATKI-POLKI, PATRIOCI I FUTBOLIŚCI
- POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI PO HUCULSKU
- NARODZINY SZPIEGOSTWA
- ZJEDNOCZENIE KU RÓŻNORODNOŚCI
- NIEPEWNI GRACZE GIEŁDOWI
- „KOCHAĆ” – JAK TO ŁATWO POWIEDZIEĆ
- MADE IN CHINA
- Proza pedagogicznych powikłań
- „NIE MA JUŻ PEDAŁÓW, SĄ GEJE”
- MY, KOLABORANCI
- zobacz w poprzednich wydaniach:
- Kolesiowatość
- DYSKRETNY UROK AZJI
- PO STRONIE WYOBRAŹNI
|
|