|
|
Czaykowski dzieli krytyków poezji emigracyjnej (a rozszerzyć to można na krytyków jako takich) na trzy podstawowe grupy. Pierwszą stanowią ci, którzy wykazują tendencję topiczną, ich analizy mają charakter czysto akademicki, a recepcja poezji jest nastawiona na apriorycznie przyjętą tematykę utworów. Druga grupa krytyków to „klasyfikatorzy” – ci za wszelką cenę usiłują zaszeregować danego autora do obranego kierunku czy nurtu poetyckiego. Ostatnią, trzecią grupę stanowią krytycy, dla których omawiany tekst tak naprawdę mógłby nie istnieć – liczy się tylko erudycyjno-literackie samozadowolenie recenzującego.
|
 |
|
|
|
Że Karol Maliszewski chętnie udziela się w młodoliterackiej prasie – nikogo już nie dziwi. Maliszewski wrósł w tę literaturę. Jest – przestał dziwić; zaczął jednak – drażnić. Zwykło się o nim mówić, że czyta wszystko, co na poetyckim rynku (nie tylko w rankingu) czytać się da – niby taki Przemysław Czapliński poezji. Szybko okazało się jednak, że od kogoś, kto czyta wszystko, kto zagląda do rejestru literatury częściej niż nie tylko przeciętny zjadacz, ale także i badacz poezji, zaczęto wymagać syntezy. Zapewne w imię starych przyzwyczajeń, że to, co uporządkowane, jest dobre. Przy czym nie byle jakiej syntezy (np. złożonej z kawałków publikowanych w prasie literackiej, bo to nie może się układać w syntezę), a takiej, która powie o poezji więcej, niż o ludziach; posegreguje autorów (hierarchia musi być), wyda wyroki i odważnie, z podniesioną dumnie głową powie, że ma nas wszystkich gdzieś.
|
 |
|