|
|
Zarzuty stawiane polskiej literaturze przez Reicha-Ranickiego wydają się chybione. Niemiecki krytyk, poszukujący „nowych idei”, najwyraźniej nie jest w stanie pojąć wagi problemów związanych z określeniem własnej tożsamości w świecie „ponowoczesnym”, pozostaje więc w przestrzeni uładzonego przez dziewiętnastowieczną narrację świata, którego struktury nie tyle się rozpadły, co uległy przebudowie. Ten właśnie zespół doświadczeń znajduje odbicie zarówno w polskim eseju, jak w prozie, szczególnie prozie autorów debiutujących po roku 1989.
|
 |
|
|
|
Lektura najnowszej wspólnej produkcji Brzozowicza i Łobodzińskiego, czyli „l00 płyt, które wstrząsnęły rockiem” zdaje się sugerować, że lata dziewięćdziesiąte minionej właśnie ery były okresem prawdziwej muzycznej posuchy. Tylko dziesięć z wymienionych w kanonie płyt pochodzi z lat dziewięćdziesiątych, w dodatku są to albo płyty starych wyjadaczy w rodzaju Erica Claptona albo płyty o jawnie retrogresywnym charakterze, jak choćby płyta Oasis bez żenady żerującej na beatlesowskich sentymentach. Z zestawu jasno więc wynika, że w latach dziewięćdziesiątych nie stało się nic ciekawego. W ten oto sposób w sumie cenieni przeze mnie krytycy od „muzyki mniej poważnej” dołączyli do całej gromady malkontentów od wiecznego „kiedyś to była muzyka”, dla których już Pink Floyd to epigoni i pogrobowcy, bo „prawdziwy” rock to Jimmy, Janis i Jim. Zadziwia mnie ten konserwatyzm.
|
 |
|