|
|
„Lubawiczerowie (ChaBaD) są dla judaizmu tym, czym McDonald dla gastronomii” – mówią o nich z przekąsem przeciwnicy. Są wszędzie. No, może prawie wszędzie. Mają swoje biura w prawie 110 krajach na wszystkich kontynentach. Nie ma ich tylko w krajach arabskich (poza Tunezją), w większości wrogich Żydom, a poza tym w Polsce, tym „największym żydowskim cmentarzu” – jak miał stwierdzić ich przywódca Menachem Mendel Schneerson.
|
 |
|
|
|
Duże krakowskie kino, luty 2004, dwie starsze panie przed kasą pytają, czy mogą już sobie zarezerwować bilety na Pasję, po czym jedna mówi do drugiej: „Sam papież powiedział, że jest jak było”. Owo stwierdzenie „Jest, jak było” stało się nieformalnym sloganem reklamowym dzieła Mela Gibsona i właściwie nie ma już znaczenia watykańskie dementi – ludzie idą obejrzeć wizję ostatnich dwunastu godzin życia Chrystusa, niektórzy wychodzą przed końcem, jedni chwalą, inni są oburzeni, słowem: dawno nie oglądaliśmy filmu, który wzbudziłby tak szeroką dyskusję.
|
 |
|
|
|
Reklamy po wręby wypełniają kadr, w którym niewiele jest miejsca na jakikolwiek ruch; nad betonową przestrzenią wisi ciemne niebo, a dość eleganccy podróżni przygięci przez ciężar walizek oddalają się od widza szybkim krokiem – życie w mieście, niby normalna sprawa, a jednak… coś więcej. Bo przecież nierzadko miasto to my. Zatem nieduży cykl pogadanek o fotografach miast, którzy swej fascynacji dają (foto)wyraz, przekładając miejskość na sztukę, to rzecz warta uwagi – proszę zajrzeć do najnowszego „Biuletynu Fotograficznego”.
|
 |
|