|
|
Jakie miasto można uznać za najbardziej przejrzysty znak wszelkich zmian, w szczególności – politycznych? Oczywiście: Berlin. Ostatnio dwie kolejne gazety: poznański „Czas Kultury” w nr 6/2002 oraz wrocławska „Rita Baum” w nr 6 (2003) zdecydowały się na miejską tematykę i na pokazanie Berlina. Jeśli jednak ktoś sądziłby, że temat został w obu pismach tak samo opracowany, pomyliłby się bardzo. Sprawy mają się znacznie ciekawiej.
|
 |
|
|
|
Wojna zawsze była inspiracją dla kina – wystarczy wspomnieć chociażby polską szkołę filmową, której twórcy pokazywali tragiczne losy swojego pokolenia. Polemiką z tym nurtem były „patriotyczne” filmy lat 60., pokazujące siłę polskiego oręża, na czele z Czterema pancernymi... (nie bez powodu dowcipkowano, że gdybyśmy mieli dwa takie czołgi, to byśmy sami tę wojnę wygrali). Podobnie potraktowano konflikt wietnamski w Stanach, gdzie fali antywojennych, lewicowych filmów z Czasem Apokalipsy na czele, prawicowe kino epoki Reagana przeciwstawiało bohaterów w typie Rambo. Rafał Syska twierdzi, że właśnie ten ostatni model kina – klasycznego prawicowego kina wojennego, z jednoznacznym, dychotomicznym podziałem świata – może dominować, zwłaszcza w USA, a na pewno z punktu widzenia Białego Domu jest najbardziej pożądany.
|
 |
|