Witryna Czasopism.pl (http://witryna.czasopism.pl/)
Nr 8 (90) z dnia 12 marca 2004

CHASYDZKI MCDONALD JUDAIZMU?


     „Lubawiczerowie (ChaBaD) są dla judaizmu tym, czym McDonald dla gastronomii” – mówią o nich z przekąsem przeciwnicy. Są wszędzie. No, może prawie wszędzie. Mają swoje biura w prawie 110 krajach na wszystkich kontynentach. Nie ma ich tylko w krajach arabskich (poza Tunezją), w większości wrogich Żydom, a poza tym w Polsce, tym „największym żydowskim cmentarzu” – jak miał stwierdzić ich przywódca Menachem Mendel Schneerson.
     Czym jest ChaBaD (hebrajski akronim utworzony ze słów: Chochma – „mądrość”, Bina – „zrozumienie”, Daat – „wiedza”)? Z pewnością jednym z nurtów chasydyzmu, znanego polskiemu czytelnikowi choćby z prac Gershoma Scholema, Martina Bubera czy Avrahama Heschla, który na przełomie XVIII i XIX w. zadomowił się na terenach Litwy i Białorusi. Ale nie był to po prostu taki sobie jeden z nurtów, owoc mistycznych ekstrawagancji któregoś z licznych cadyków. Jego ogromne znaczenie dla historii judaizmu polega bowiem na przerzuceniu mostu pomiędzy chasydzkim mistycyzmem a uczonością rabiniczną. Dokonał tego cadyk Szneur Zalman z Ładów (1745-1812), o którym tak pisał znany żydowski historyk Majer Bałaban w swej Historii i literaturze żydowskiej: „Znakomity talmudysta i niepospolity znawca kabały, wierzył on, że nie ma żydostwa bez nauki Talmudu i dlatego polecał swym wiernym studium tego przedmiotu. Racjonalista talmudyzmu, stał się Zelman racjonalistą chasydyzmu. Z romantyki ukraińsko-podolskiej skierował on chasydyzm do etyki, z zieleni lasów i gór do zamkniętej uczelni Talmudu”. To właśnie owo wyjście „z zieleni lasów i gór” pozwoli Lubawiczerom (od nazwy białoruskiego miasteczka Lubawicz koło Smoleńska) odegrać niebagatelną rolę w odrodzeniu wiary żydowskiej po koszmarze Holokaustu. Temu największemu obecnie na świecie ugrupowaniu chasydzkiemu, a być może i w ogóle najbardziej wpływowej organizacji żydowskiej, poświęcony jest lutowy numer „Midrasza”.
     Jak zaczynali? Dokument z prywatnego archiwum drugiego cadyka lubawickiego rabina Dow Bera (1773-1827), publikowany przez Barbarę Stępniewską-Holzer, podaje, że w pierwszym roku po śmierci założyciela ruchu jego rodzina miała do podziału 35 tys. rubli, kwotę całkiem pokaźną (Dokument z dworu chasydów lubawickich). Pozostawała jeszcze kwestia sukcesji, dziedziczenia charyzmy. Kształtowaniem się kultu postaci cadyka we wspólnocie zajmuje się Zuzanna Solakiewicz (Cemach Cedek w tradycji chabadników). Specyfice lubawickiego folkloru przygląda się zaś Michał Bilewicz (Po chasidskomu...). Podobno jeszcze dziś lubawiccy rabini na Białorusi śpiewają przy szabasowej świecy: „My pojediem na karchanki / Tam i wodka budiet”, co dowodzi, że inaczej niż w przypadku kultury jidisz rozwijającej się na ziemiach polskich, w języku i kulturze tamtejszych chabadników wyraźnie zaznaczyły się wpływy słowiańskie.
     Swą obecną pozycję ChaBaD zawdzięcza głównie, zmarłemu przed 10 laty, Menachemowi Mendlowi Schneersonowi, zwanemu przez zwolenników Rebe, charyzmatycznemu przywódcy z Nowego Jorku, po śmierci uznanemu przez niektórych zwolenników za Mesjasza. Zainteresowanych życiorysem Schneersona odsyłam do artykułu Belli Szwarcmana-Czarnoty Ostatni z dynastii. Powiem tylko, że Menachem Mendel Schneerson urodził się w jednym z ukraińskich miasteczek, a nim dotarł do Nowego Jorku, gdzie objął kierownictwo nad ruchem, kształcił się na uniwersytecie berlińskim i paryskiej Sorbonie.
     Po śmierci Schneersona nie wybrano już następcy. Dlaczego? Czyżby nastała już era mesjańska? Może. Nawet jeśli tak, nie znaczy to, że wszystko wolno: „W przeciwieństwie do wielu innych ruchów mesjańskich, jakie wydał z siebie judaizm, od chrześcijaństwa, poprzez sabataizm, aż po syjonizm – podkreśla rabin Joseph Kanofsky, dyrektor Fundacji Laudera w Warszawie i zarazem członek ruchu – Chabad naciska, by odkupienie osiągnąć raczej na drodze wypełniania przykazań Tory, niż poprzez ich odrzucanie, gdyż są niedzisiejsze i już niepotrzebne” (Chabad dla początkujących). I na tym się właśnie skupia misyjna działalność chabadników: na zachęcaniu Żydów z całego świata do praktykowania żydowskiej wiary i obyczajów. W tym celu wielu młodych adeptów ruchu rezygnuje ze spokojego, wygodnego życia i wyjeżdża do małych amerykańskich miasteczek albo do odległych krajów. Szczególnym zainteresowaniem młodych misjonarzy cieszy się obszar byłego ZSRR, gdzie społeczno-religijne życie Żydów trzeba właściwie wskrzeszać na nowo.
     Kontrowersyjny nieraz charakter tej aktywności przybliża Piotr Paziński (Emisariusze w globalnej wiosce): „Kiedy jest ciepło, rozstawiają stoliki z broszurami, a przede wszystkim wyłapują z tłumu potencjalnych żydowskich przechodniów. (…) Kiedy indagowany przyzna się do żydowskiego pochodzenia, a nie wygląda na człowieka, który spędza dzień w bożnicy, lubawiccy chasydzi rozpoczynają dyskusję, stosując argumentację w gruncie rzeczy podobną do używanej przez misjonarzy protestanckich i namawiają do dokonania tszuwy, powrotu do judaizmu. Z jedną oczywiście różnicą: oni nigdy nie prowadzą działalności wśród nie-Żydów. Jeśli ktoś nie jest Żydem, wystarczy, by to chabadnikowi powiedział. Przeproszą za zabieranie czasu i życzą miłego dnia”.
     Skąd ten zapał, skąd to poświęcenie? Wszystko wskazuje na to, że wbrew królujacym w latach 60-tych na Zachodzie opiniom o postępującej sekularyzacji wiek XXI będzie świadkiem wielkiego renesansu religii. Podobieństwo działalności chabadników do prozelityzmu młodych kościołów protestanckich z USA, dostrzeżone przez autora artykułu, nie jest więc przypadkowe. Coraz mniej miejsca robi się na świecie dla wspólnot „wycofanych”, „odizolowanych”, „autystycznych”. Współczesnym misjonarstwem rzadzą przy tym globalne trendy. Pieniądze na misje płyną głównie z USA, Ziemią Obiecaną wszelkich misjonarzy są zaś kraje byłego ZSRR. Wiele wskazuje na to, że przyszłość należy właśnie do takich zamożnych, dynamicznych wspólnot, łączących profesjonalną aktywność misyjną z działalnością społeczno-charytatywną. Ich istnienie nie ogranicza się oczywiście tylko do judaizmu i chrześcijaństwa. Wiele ma do powiedzenia w tej materii także islam. Ruchy takie mają najczęściej mocno sekciarski charakter. Dla jednych „wybrani”, dla innych „podejrzani” członkowie bractw religijnych rzucili się w wir zaciętej walki na globalnym rynku tożsamości kulturowych. Uczestniczą w niej również Lubawiczerowie.

Jerzy Rohoziński





Witryna Czasopism.pl (http://witryna.czasopism.pl/)
Nr 8 (90) z dnia 12 marca 2004