Nr 26 (37)
z dnia 12 września 2002
powrót do wydania bieżącego
 
  wybrane artykuły       
   

ŻEBRACZE STRATEGIE
interakcyjne — czyli kartka żebraka
jako społeczne zwierciadło
     
   

     
Być może, czytanie opisów tych odległych i obcych nam obyczajów zbudzi w nas poczucie solidarności z usiłowaniami i ambicjami krajowców. Może odkryją nam na nowo umysłowość ludzką, może ukażą, takie jej sfery i powiązania, których istnienia wcześniej nie podejrzewaliśmy. Może zrozumienie natury ludzkiej, w postaci tak nam odległej i obcej, rzuci światło i na naszą własną.
     
Bronisław Malinowski

     
     Każdy z nas choć raz w swym życiu spotkał żebraka, każdy stanął przed dylematem „dać – nie dać”, każdy wreszcie „zmuszony był” dać lub nie. Banalna ta asocjacja, będąca w istocie scenariuszem typowego spotkania z żebrakiem, niech będzie punktem wyjścia dla naszych rozważań. Zwróćmy przede wszystkim uwagę, że ma ona charakter przyczynowo-skutkowy, że każde (!) napotkanie żebraka pociąga za sobą ów. Hamletowski niemal, dylemat, ten zaś prowadzi nieuchronnie do rozstrzygnięcia. Pojawienie się na naszej drodze żebraka zmusza nas zatem do podjęcia działania, do dania mu „odpowiedzi” – nie pozostawia miejsca dla zachowań neutralnych. Ów imperatywny charakter żebractwa, swoista „agresywność” wpisana w ową aktywność przesądza, jak się wydaje, o jej skuteczności, a tym samym o jej wielowiekowej tradycji i niesłabnącej popularności. Skuteczność, o której tu mowa, zdaje się zatem być wynikiem specyficznej interakcji wpisanej w żebraczą działalność, interakcji, której niezwykłość polega na wymuszonym właśnie dialogowaniu ról społecznych, przy wyraźnej dominacji jednej ze stron. Strona ta nie tylko wykonuje pierwszy ruch (a „zagrywka” jest, jak wiadomo, pierwszym krokiem do zwycięstwa), ale ma także możność wyboru reguł gry oraz doboru partnera (a to, przyznajmy, niemało). Rola ta przypadła w udziale żebrakowi i jako aktor dominujący w tej interakcji będzie nas tu interesował.
     Perspektywa, z której chcielibyśmy ową interakcję rozważyć, miałaby być zatem perspektywą podmiotu dominującego, a jednocześnie perspektywą „oddolną”, perspektywą „nizin społecznych”. Zbliżamy się tu wyraźnie do wizji badań socjologicznych prezentowanej przez drugie pokolenie szkoły frankfurckiej, przez tzw. socjologię radykalną, która w przyjęciu perspektywy „dołów społecznych” upatrywała możliwości zdobycia nowych, nieznanych wcześniej informacji, a także nowego spojrzenia na fakty dobrze, zdałoby się, znane. Przyjęcie takiego punktu widzenia wydaje się nam tu zasadne, ma bowiem kilka istotnych dla nas zalet: po pierwsze – pozwoli ujrzeć żebraka jako osobę aktywną, działającą (inaczej niż w wyobrażeniu potocznym), po drugie – odsłoni kulisy owych działań, wskaże i pozwoli zrozumieć strategie żebracze, po trzecie – traktując owe strategie jako swego rodzaju „społeczne zwierciadło”, pozwoli przejrzeć się w nim nam samym – przechodniom, jałmużnikom, członkom „społecznych wyżyn”. Taki jest też ogólny cel naszej pracy: patrząc z odmiennej perspektywy nie tylko na nowo ujrzeć żebraka, ale, może przede wszystkim, siebie.
     
      EMPIRIA – CZYLI O ŻEBRACZEJ PROŚBIE
     

     Dobrze dawać jałmużnę babom abo dziadom,
     Ale takim, co ich kto prawie dobrze świadom.
     Którzy abo w szpitalu, abo przy kościele
     Jakąkolwiek chorobą ułomni na ciele.
     Ale nie tym, co owo po jarmarkach łażą,
     Lada kędy na trecie w błocie się umażą,
     Prawie na samej ścieżce, gdzie go nikt nie minie,
     Rozłoży się jako wól a nogę odwinie.
     Jeszcze sobie zawiąże lada szmatą głowę,
     Rękę opak wywróci a odmieni mowę.
     Abo pośrzód kościoła między ludźmi klęknie
     Jednym razem zabeknie, aż się każdy zlęknie.
     To by drugi rozumiał choroba mu bywa,
     Sztuka to je dziadowska, chytra, niecnotliwa.

     
Peregrynacyja dziadowska (1612)

     „Pisze tę antropologię »działający« realnie w życiu, niekiedy nawet spacerowicz., który świat »analizuje krokami«, a nie badacz, który wkracza w teren z etnograficznym kwestionariuszem, z gotowym projektem jego całości”' – pisał we wstępie do swej Antropologii codzienności Roch Sulima i mamy teraz nieodparte wrażenie, że nasze ścieżki badawcze biegną gdzieś niezwykle blisko, może nawet z alejkami pana Sulimy się przecinają. Nasza praca wyrasta bowiem z owych Mironowych „zanotów”, „spacerników” czy „donosów z rzeczywistości”, była „wychodzona”, nim została skonceptualizowana.
     Rzeczywiście – nie ruszyliśmy w teren całkiem świadomie, z kwestionariuszem, z gotową serią pytań, z pewną wizją żebraczej strategii. Wręcz przeciwnie, nasze obserwacje, rozmowy z żebrakami były raczej potrzebą chwili, zupełnie spontanicznym wynikiem wakacyjnych (i nie tylko) spotkań. Na dworcu, na parkingu odbyły się rozmowy człowieka z człowiekiem, na staromiejskim deptaku, przed kościołem patrzył człowiek na człowieka. Praca ta jest zatem wynikiem obserwacji nieuczestniczącej i wywiadu swobodnego, by użyć odpowiedniej nomenklatury; dodać jednak trzeba, że zarówno obserwacja, jak i wywiad nie były, w metodologicznym tego słowa sensie, planowane. Podejście takie ma oczywiście zarówno wady, jak i zalety, te drugie Jednak zdają się tu wyraźnie dominować. Odrzucając (niezupełnie oczywiście) „szkiełko” i patrząc „gołym” okiem, zyskujemy bowiem czystość, świeżość, by tak rzec, spojrzenia. Nasze obserwacje, nasze wrażenia, będące udziałem zwykłego przechodnia, są, jak się wydaje, „nieskażone” naukową metodą. Istotny wydaje się fakt, że obserwacja ta jest, powiedzmy, etycznie czysta. Konfrontacja nastąpiła bowiem między aktorami pewnego „ulicznego teatru”, nie zaś między badanym a badanymi. Opisujemy tu nie żebraków, ale partnerskie interakcje, które pomiędzy nami zaistniały.
     Nie można też pominąć, wymieniając zalety tej metody, specyficznej czujności antropologa z niej korzystającego – „ręki na pulsie” życia społecznego. Nauka bowiem często nie nadąża za szaloną dynamiką świata i owo „badanie chodząc” wydaje się na ów pęd najlepszą receptą. Dodajmy jeszcze, że spontaniczna obserwacja może być też źródłem (równoległej jej) spontanicznej interpretacji, przynoszącej spostrzeżenia, czasem zbyt oczywiste, nierzadko jednak zaskakująco oryginalne.
     Jak zauważył, cytowany już, Roch Sulima, „(…) każdy z nas jest antropologiem codzienności”, zaraz jednak dodał, że „nie wszyscy sporządzają z niej raporty”. Jako że my ów raport pragniemy sporządzić, spróbujmy sformułować kilka niezbędnych nam definicji. Żebrakiem zatem, w naszym rozumieniu, będzie człowiek proszący o jałmużnę. Jałmużnikem – człowiek ową jałmużnę dający. Sama jałmużna zaś to datek ofiarowany bezinteresownie proszącej o wsparcie osobie. Pożądana przez nas prostota tych definicji, zwłaszcza najważniejszej dla nas, definicji żebraka, okupiona być musi szerokim ich zakresem, co pociąga za sobą konieczność pewnych uściśleń. Wydaje się to jednak konieczne gdyż nie postrzegamy żebractwa jako jednorodnej profesji, a widzimy je raczej jako różnorodną, bogatą w formy, aktywność. Szerokozakresowa definicja pozwoli zatem uniknąć arbitralnych przyporządkowań, a owe konieczne uściślenia będą punktem wyjścia dla stworzenia swoistego „continuum bycia żebrakiem”. Podkreślmy jednocześnie, że kategoryczne przyporządkowywanie „proszących w przestrzeni społecznej” do dwóch grup: żebraków i nieżebraków, prowadzić może do szalonych uproszczeń i, w przypadku typologii, pozostawia zbyt wiele przypadków „poza” tak stworzonymi typami, w przypadku zaś klasyfikacji pokutuje wyraźnym „naciąganiem”, sztucznym dopasowywaniem poszczególnych przypadków.
     Wspomniane wyżej continuum jawi się zatem jako najlepsze bodaj rozwiązanie, pozwalające nie tylko wyczerpać zbiór konkretnych przypadków, ale nade wszystko pokazać bogactwo zachowań żebraczych i ustanowić fundament dla naszej wizji strategii żebraczych. Zmienną, pozwalającą wyznaczyć continuum bycia żebrakiem, zmierzające od „prawdziwego żebraka” poprzez „formy pośrednie” do „nieżebraka”, będzie prośba żebracza (w formie gestualnej, oralnej lub pisanej), która sformułowana może być przeróżnie, i która, jak sądzimy, stanowi o różnorodności żebraczej profesji. Owa prośba przesądza także o statusie datku, czyniąc z niego jałmużnę (tu „prawdziwi żebracy”), zapłatę (tu „nieżebracy”) bądź formę pośrednią (tu cała plejada ról sytuujących się pomiędzy). Nasze continuum będzie zmierzało zatem od próśb – jałmużn do ofert – opłat, umieszczając konkretne przypadki w konkretnych miejscach naszej skali.
     1. Jestem potrzebujący
     Wyciągnięta ręka, pochylona głowa, klęcząca pozycja – milczący synonim prośby, będący symbolem własnej niemocy i wiary w drugiego człowieka. Ludzie, których jedyną informacją skierowaną do jałmużnika jest: „Jestem potrzebujący”. Są to najprawdziwsi żebracy, którzy proszą, by przeżyć, a ich jedynym „argumentem” jest własna bieda. Żebracze kartki informujące: „Nie mam się w co ubrać”, „Zbieram najedzenie dla dzieci” odwołują się bezpośrednio do naszych najprostszych uczuć – współczucia, zrozumienia. Podkreślają to apostrofy w rodzaju: „Dobrzy ludzie, pomóżcie” i zakończenia, wskazujące na własną niemoc i ufność w drugiego człowieka: „Serdecznie dziękuję za pomoc”, „Bóg zapłać za pomoc”. Także prośby bezpośrednie, oralne, swego rodzaju zagajenia: „Daj pan na bułkę”, „Pomoże! Głodna jestem.”, mieszczą się w tej grupie, będąc wyrazem podstawowych potrzeb i wiary w bezinteresowną pomoc.
     2. Jestem kimś
     Bezinteresowny, współczujący jałmużnik potrzebuje czasami bodźca, by sięgnąć do portfela, bodźcem takim może być specyficzna „oferta” – przedstawienie swoich atutów. Mogą być one przeróżne: „Jestem Polakiem” napisze podchmielony i dumnie, choć naprawdę biednie wyglądający mężczyzna; „Jestem katoliczką” zaręcza starsza kobieta siedząca przed kościołem. Prezentując owe „atuty”, apelują do konkretnej grupy ludzi, budują też swój wizerunek na zasadzie opozycji do „nie-Polaków” i „niekatolików”. Swoistym „atutem” może też być kalectwo: obnażanie blizn, ran, deformacji przekonuje w bardzo dosadny sposób, a współczucie jest tu niejako wymuszane.
     3. Jestem szczery
     „Daj blachę na flachę” powie do nas jegomość, wyraźnie potrzebujący wsparcia, nie wyglądem jednak wywrze odpowiednie wrażenie, lecz szczerością. „Dołóż pan do wina”, „Wesprzyj pan toruńskiego kloszarda” – to prośby, które skłonni jesteśmy spełnić zauroczeni bezpośredniością wyznania i uczciwością proszących. I choć samej potrzeby możemy nie akceptować (i najczęściej nie akceptujemy), to „płacimy” tu za ową uczciwość, za szczerość.
     4. Jestem uczciwy
     Od pewnego czasu daje się zauważyć wyraźne zwiększenie ilości kartek, by tak rzec, odinstytucjonalnych. Zawierają one wypracowane stylistyczne, rzeczowe teksty, napisane na komputerze, wydrukowane (nierzadko w kolorze) oraz stosowne pieczątki i podpisy. Kartki takie, wydawane podopiecznym przez różnego rodzaju ośrodki opieki społecznej, a także rozmaite załączniki: recepty, orzeczenia lekarskie, wyniki badań, przekonują o uczciwości proszącego. Zanika tu niejako owa żebracza ufność, wiara w jałmużnika, a spontaniczna aktywność żebracza przesuwa się na pozycje działalności instytucjonalnej.
     5. Jestem nieżebrakiem
     Niewielki procent „zbierających na bilet”, zebrane pieniądze na bilety przeznaczyło. Jeśliby wszyscy proszący: „na bilet zbieram” i przedstawiający nieprawdopodobne historie zabłąkania się w obcym mieście, zgubienia portfela czy napadu zbójców, okazali się prawdziwi, byłby to zaiste smutny wyraz niezaradności Polaków. W rzeczywistości jest zgoła inaczej – jest to wyraz zadziwiającej zaradności – tylko specyficznie pojętej. Próby przekonania potencjalnego ofiarodawcy do „nagłej potrzeby” i własnego „nie-żebrania” noszą tu wszelkie znamiona iluzji i prowadzą nierzadko do prawdziwych majstersztyków, jak choćby w przypadku „artysty”, który siedząc na deptaku pośród zwykłych kamieni, „sprzedawał” je za „niewielką opłatą”. Skutek był taki, jaki być powinien – przechodnie zostawiali zarówno pieniądze, jak i „towar”.
     6. Jestem oryginalny
     „Nie chce nam się pracować – prosimy o wsparcie” – swoisty szok wywołany takim wyznaniem napawa nas podziwem nie tyle dla szczerości, co dla pomysłowości, dla oryginalności jego autorów. Wariant: „Nie chce nam się pracować – zbieramy na piwo” jest „szokiem” jeszcze silniejszym – „oko” puszczone tu przez autorów tekstu, jeśli właściwie odczytane, bywa niezwykle skuteczne. Jałmużnik czy może raczej widz „płaci” tu za ów pomysł, za zaskoczenie, ale też za odwagę „aktora”. Ogromne bogactwo tego rodzaju próśb, ich wielowariantowość, a przede wszystkim widowiskowość zmusza nas wręcz do przytoczenia najbardziej intrygujących. „Zbieram, bo lubię” – przekonuje uśmiechnięty młody człowiek. Długowłosy młodzieniec z wytatuowanymi ramionami zapewnia: „Zbieram na nowy tatuaż”. Inny, z równie długimi włosami, z zapałem dmuchający w „trąbkę” z plastikowej butelki, wyznaje: „Marzę o prawdziwej trąbce”. Kilku nieletnich chłopców prosi: „Jesteśmy z Marsa, zbieramy na naprawę UFO”. Starszy zaś pan, wygwizdujący słowicze melodie, trzyma tabliczkę: „Zbieram na jedzenie dla ptaszka”.
     7. Jestem… groźny
     „Popilnuję samochodu za kilka groszy” – usłyszy kierowca zostawiający auto na tajemniczym parkingu, i zdarzyć się może, że odmówienie takowej „współpracy” skończy się trudnościami z rozpoznaniem samochodu po powrocie. Agresja „proszących” może ujawniać się także w kontaktach bezpośrednich – odmowa udzielenia wsparcia „procentuje” wtedy stekiem wyzwisk, obelg i…, w konsekwencji, uiszczonym datkiem (haraczem). Owo zaburzenie granicy pomiędzy jałmużną a haraczem (żebractwem a bandytyzmem) sytuuje taką działalność zaiste daleko od klasycznie rozumianego żebractwa.
     ...8, 9, 10…
     Kolejne punkty naszego continuum, leżące jednak poza sferą naszych zainteresowań, wyznaczane będą przez działalność ewidentnie nie-żebraczą. Znajdą się tu uliczni artyści, handlarze, ci zatem, którzy otrzymują zapłatę, nie jałmużnę. Znajdą się tu także wszelkiej maści przestępcy, którzy ani myślą czekać na wsparcie czy na zapłatę.
     
     
     ŻEBRACZA STRATEGIA – CZYLI LUSTERECZKO POWIEDZ PRZECIE
     
Kiedy jednostka gra jakąś rolę, oczekuje od obserwatorów, że wrażenie, jakie pragnie w nich wywołać, odbiorą zgodnie z jej zamysłem.
     Wymaga od nich, by uwierzyli, ze oglądana przez nich postać rzeczywiście posiada cechy, które zdaje się posiadać, ze wykonywane przez nią zadanie będzie miało efekty zgodne z zadeklarowanym zamiarem oraz ze w ogólności rzeczy mają się tak, jak je przedstawia.

     
Erving Goffman

     Łącząc konkretne przypadki żebraczych próśb w grupy, a te umieszczając na naszym continuum, staraliśmy się pokazać różnorodność aktywności żebraka. Prośba żebracza, przybierająca rozmaite formy, jawi się nam jako sposób rozwiązania konkretnego problemu, sposób osiągnięcia zamierzonego celu, i jako taka stanowi dla nas wyraz strategii żebraczej. Strategię pojmujemy tu jako sposób prowadzenia działań, zmierzający do osiągnięcia konkretnego, uświadamianego sobie celu, przy użyciu konkretnych, niekoniecznie uświadamianych sobie metod. Żebraczą kartkę traktujemy jako wizualizację owych strategu, pozwalającą przyjrzeć się ich bogactwu. Różnorodność żebraczej prośby przekłada się bowiem bezpośrednio na rozmaitość strategii: punkty umieszczone na continuum wyznaczają zatem poszczególne żebracze strategie.
     Swoistość strategii przedsiębranej przez żebraka wynika ze specyficznej sytuacji społecznej, w której będzie ona wykorzystywana. Sytuacja owa charakteryzuje się przypisaną jej niejako interakcją, której partnerzy mają do odegrania niezwykłe role. By wyjaśnić niezwykłość owej interakcji, przywołajmy tu słowa Ervinga Goffmana: „Uznając poszczególnego uczestnika interakcji i jego występ za najważniejszy punkt odniesienia, możemy tych, którzy przyczyniają się do występów innych, nazwać widownią, publicznością, obserwatorami lub współuczestnikami.” Owym głównym aktorem będzie tu oczywiście żebrak, a jego gra, wykorzystująca rozmaite strategie, ma na celu uczynienie z biernej widowni aktywnych współuczestników gry – aktorów.
     Strategie będą zatem sposobami wciągnięcia do gry, będą spełniały funkcję „zaproszenia do interakcji”. Jeśli zaproszenie przyniesie zamierzony skutek, strategia stanie się narzędziem służącym zdefiniowaniu sytuacji, a ma ona moc narzucania owej definicji pozostałym aktorom, którzy własną definicję będą budowali pod silnym wpływem tej proponowanej przez daną strategię. Imperatywny charakter strategii zmierza, poprzez narzucenie określonej definicji sytuacji, do celu podstawowego – do uzyskania jałmużny. Strategia żebracza ma zatem charakter dialogowy: sama prośba jest tylko jej częścią – w ową prośbę wpisana jest bowiem odpowiedź. Prośba kierowana jest do konkretnego odbiorcy, do przypisanego jej, by tak rzec, jałmużnika
     –jałmużnika „zaplanowanego”, powiedzmy, idealnego. Strategie żebracze, zmierzając do wypełnienia swych funkcji, uwzględniać muszą zatem owego „wirtualnego jałmużnika”, na którego dana strategia jest nakierowana.
     Interakcyjność strategii żebraczych, ich dialogowość determinuje ich dynamiczny charakter. W myśl zasady: „gra się tak, jak przeciwnik pozwala'' żebrak musi swe strategie dostosowywać do zmian społecznych i kulturowych, zachodzących w jego otoczeniu. Nie twierdzimy oczywiście, że dobór strategii jest celowy i świadomy, przeciwnie – często jest on wynikiem nieświadomego podążania za „samoistną ewolucją żebraczej prośby”. Konkretyzacje strategii, którymi są gesty, prośby i przede wszystkim kartki żebracze, przejawiają bowiem cechy charakterystyczne dla tekstów folkloru – tekstów literatury oralnej. Przede wszystkim trudno jest wskazać autora konkretnego tekstu – autorem tym zdaje się być zbiorowość, a konkretni żebracy są jedynie „wykonawcami”. Tekst żebraczej prośby wędruje zatem nieustannie, jest pożyczany, wciąż modyfikowany, ulepszany. Owocuje to ich wariantywnością: powielany „temat” występuje w licznych odmianach. Akceptowane są te warianty, które sprawdzają się w społecznej rzeczywistości, których użycie kończy się sukcesem. Spostrzeżenia powyższe pozwalają postawić następującą tezę: strategie żebracze, które wyrastają ze społecznego doświadczenia, a ich aktualny stan jest wynikiem ewolucji – procesu przystosowawczego do obecnych warunków społeczno-kulturowych, są najskuteczniejszymi w danym momencie sposobami osiągania celów, a tym samym prawdziwą i aktualną informacją o obdarzających, o jałmużnikach. Założenie to prowadzi do stwierdzenia, że poznając strategie skuteczne w danym społeczeństwie, poznajemy samo społeczeństwo, a ich dynamika informuje o zmianach w owym społeczeństwie zachodzących. Także z zaproponowanych tu przez nas strategii, z przedstawionych przykładów odczytujemy obraz naszego społeczeństwa. Rzucająca się w oczy różnorodność strategii świadczy o dużej specjalizacji żebraczego fachu, o istnieniu grup docelowych: grup potencjalnych jałmużników, dla których nieobojętne jest, komu ofiarują datek. Każda zatem strategia, nakierowana jest na owego „jałmużnika idealnego”. I tak strategia l. „Jestem potrzebujący” – skierowana jest do osób uczuciowych, pełnych współczucia, 2. „Jestem kimś” – obliczona na osoby konkretne, pragnące pomóc „tylko” katolikowi, Polakowi czy inwalidzie, 3. „Jestem szczery” – nakierowana na jałmużników ceniących szczerość, nie cierpiących zaś naciągania, 4. „Jestem uczciwy” – na osoby współczujące, lękające się jednak oszustwa, 5. „Jestem nieżebrakiem” – na osoby naiwne, 6. „Jestem oryginalny” – na jałmużników ceniących pomysłowość, „płacących” za koncept i za własną przyjemność, płynącą z zaskoczenia, 7. „Jestem… groźny” – na osoby lękliwe, unikające konfliktów. Daje się oczywiście zauważyć swoiste przeplatanie się strategii. Niech przykładem będzie tu przypadek, łączący w sobie elementy strategii 3., 4. i 6. – przypadek komplementacji dziewczyny w obecności jej wybranka przez żebraka, który za swą szczerość (3.) i oryginalność (6.) domaga się pieniędzy, bo przecież nie jest żebrakiem (4.). Nierzadkie jest też korzystanie z kilku strategii po kolei, jak choćby częste, jak się wydaje, przechodzenie od strategii l., 2., 3. lub 5. do, mającej skrajnie odmienny charakter, strategii 7., wyrastające z prostego założenia, że któraś strategia musi okazać się skuteczna. Nie można pominąć narzucającej się obserwacji, wynikającej z owej różnorodności, że nie tylko to, co żebrak „mówi”, jest istotne – ważne jest też to, co przemilcza. Kartki informujące: „Jestem Rumunem”, „Jestem narkomanem”, „Jestem praktykującym satanistą” raczej nie przyniosłyby sukcesu. Zatem refleksja nad milczeniem żebraka także przynosi informację – o cechach, które społeczeństwo uważa za negatywne.
     Wyraźny, wśród naszych strategii, wydaje się rys dominacji aktywnych zachowań żebraczych: bierność nie wydaje się być w cenie. Przedstawiciele klasycznej strategii „Jestem potrzebujący” są dziś w mniejszości, ustępując miejsca bardziej kreatywnym próbom pozyskania jałmużników. W okresie wakacyjnym nasze ulice obfitują szczególnie w posługujących się strategią „Jestem oryginalny” żebraków sezonowych, okazjonalnych. Cechująca tę strategię pomysłowość, aktywność właśnie, przynosi jej ogromny sukces – premiowane jest tu działanie, a także swego rodzaju ryzyko. Polacy, jak się wydaje, wolą „zapłacić” za koncept, niż dawać pieniądze biernym, siedzącym milcząco biedakom, którzy mogą być przecież „podstawieni”. Objawia się tu zatem także nieufność polskiego jałmużnika, który żywi wyraźną niechęć, lęk nawet, przed oszustwem i naciąganiem. Nie dziwi w tym kontekście wyraźna (i wciąż się zwiększająca) dominacja kartek odinstytucjonalnych (4.), niosących zapewnienie o uczciwości żebraka, a także częste stosowanie strategii 3., która osłabia (znosi) ową nieufność szczerością.
     Wydaje się, że strategie żebracze wykorzystują swoiste napięcie między wyobrażoną społecznie rolą żebraka a proponowanymi przez siebie konkretyzacjami. Próbując narzucać pewne definicje sytuacji, oczekują od potencjalnych jałmużników ich przyjęcia, a tym samym podjęcia gry. Erving Goffman stwierdził, iż „wychodząc z założenia, że jednostka wkraczając w krąg obecności innych narzuca im swoją definicję sytuacji, musimy również przyjąć, że w toku interakcji może się zdarzyć coś takiego, co tej definicji zaprzeczy, zdyskredytuje ją lub w jakiś sposób poda w wątpliwość”. Idąc tym tropem trzeba stwierdzić, że gra żebracza niesie ze sobą ryzyko demaskacji. Wydaje się ono tym większe, im większe jest napięcie między potocznym wyobrażeniem roli żebraka a konkretyzacją, odbiegającą nierzadko dość daleko od owego wzorca. Wydaje się mieć to związek ze stopniem utożsamienia się z rolą, przybierającym wartości od pełnego utożsamienia do cynicznego dystansu (nasze continuum wydaje się być także odbiciem owej prawidłowości). Ryzyko demaskacji byłoby zatem zerowe w przypadku strategii pierwszej (bo nie ma tu czego demaskować), a największe w strategiach 5., 6. i 7., w których dystans do roli żebraka wydaje się największy. Continuum będzie zatem obrazowało także stopień zawodowego ryzyka przypisanego żebraczej profesji, wskazując na, nieistniejący w potocznym wyobrażeniu, „biznesowy” charakter owej aktywności. Żebrak dokonuje swoistej inwestycji – „inwestuje” bowiem w wiarygodność własnej roli, a możliwa tu demaskacja jest swego rodzaju bankructwem.
     Współczesne polskie społeczeństwo determinuje ów charakter żebraczej aktywności, wymienione zaś wyżej cechy strategii żebraczych: różnorodność, specjalizacja, aktywność, oryginalność, walka z nieufnością, zapewnienia o uczciwości są odbiciem „żądań” społecznych wobec nich wysuwanych. Aktywność i ryzyko to cechy konstytutywne dla współczesnego polskiego żebraka. Żebraka, który, żyjąc w młodym społeczeństwie kapitalistycznym, podążać musi za społeczno-kulturowymi zmianami w owym społeczeństwie zachodzącymi.





Artykuł pochodzi z miesięcznika „Odra” nr 7-8/2002.

wersja do wydrukowania